Theresa May powinna (była) wygrać – 7 dni do wyborów

Jeremy Corbyn w ostatniej chwili zdecydował się na start w telewizyjnej debacie liderów. Theresa May konsekwentnie odmówiła udziału, świadomie czyniąc swoją nieobecność tematem dnia.

Po wczorajszej szokującej projekcji podziału mandatów w Izbie Gmin, czwartkowy YouGov – tym razem już pełnoprawny sondaż – zaszokował ponownie, dając konserwatystom zaledwie 3 punkty procentowe przewagi. YouGov ma też najlepsze od miesięcy wyniki indywidualne Corbyna (30 proc. respondentów twierdzi, że będzie lepszym premierem niż May) i oceny programu Partii Pracy (33 proc. uważa, że manifest Labour jest najlepszy dla UK, 32 proc. myśli tak o postulatach konserwatystów). YouGov wyrazie stawia na szali swoją reputację, idąc pod prąd i publikując zupełnie odmienne wyniki niż inne pracownie, ale trudno przypuszczać, żeby instytucja z takimi tradycjami, nie miała do tego dobrych powodów.

Jeśli jednak zapomnimy na chwilę o YouGov to sondaż TNS, do którego badania wykonano wcześniej niż do YouGov, pokazuje powiększenie przewagi partii Theresy May z 8 do 10 pp. Jeszcze wcześniejsze badania Panelbase, także opublikowane w środę, dają konserwatystom aż 15 pp. przewagi. Warto w tym momencie przypomnieć jak procenty poparcia odnosiły się do mandatów w poprzednich wyborach.

Dziś trend zmniejszania się różnicy między Labour i konserwatystami jest widoczny, ale – poza badaniami YouGov – tempo zmniejszania się może być zbyt wolne, aby Labour dogoniła lub przegoniła konserwatystów. Oczywiście zakładając, że sondaże odzwierciedlają realia. Tyle dla umysłów ścisłych, przejdźmy teraz do części dla humanistów.

Debata 6 liderów i jednej minister

Drugie najważniejsze wydarzenie medialne tej kampanii – po poniedziałkowych wywiadach Paxmana – przyćmiła nieobecność najważniejszej aktorki. Czemu May nie pojawiła się w środę wieczorem w studiu BBC obok liderów pozostałych partii? Odpowiadając na pytane Faisala Islama ze SkyNews, Theresa May, znana dotąd jako „silna i stabilna” Theresa, powiedziała, że zamiast „wymieniać się sloganami” w telewizyjnym studiu woli jeździć po kraju i spotykać się z wyborcami oraz „przygotowywać Brexit”. Co do pierwszego trzeba jej przyznać rację, bo momentami debata była tak chaotyczna, że jedyne co dało się z niej wychwycić to slogany. Najlepiej wychodziły przywódcom mniejszych partii.

Kluczowa rozgrywka między Rudd i Corbynem wypadła korzystniej dla lidera Labour. Choć wyraźnie schowany za pozostałych polityków opozycji, szczególnie Angusa Robertsona, Corbyn spokojnie odparł najcięższy zarzut ze strony Amber Rudd o głosowanie przeciwko zaostrzaniu praw antyterrorystycznych, stwierdzając, że głosował wtedy wspólnie z Theresą May i innymi członkami gabinetu. Na spółkę z SNP wyraźnie postawił argument o likwidacji 20 tys. etatów w policji, i wspólnie z innymi partiami progresywnymi wytykał konserwatystom politykę austerity. Rudd musiała wracać do cameronowskich argumentów o odbudowywaniu gospodarki po kryzysie i tworzeniu 3 mln nowych miejsc pracy. Nie udało jej się położyć odpowiedniego nacisku na argument o „fantazjach budżetowych” zapisanych w programie Labour. Trudno ocenić na ile skutecznie dotrze do wyborców próba tłumaczenia, że trzeba skoncentrować wydatki na politykę socjalną, na tych, którzy tego naprawdę potrzebują. Gdy poprosiła widzów, aby oceniali rząd po dotychczasowych osiągnięciach, została wyśmiana przez publiczność. Gdy próbowała przekonywać, że UK wykorzysta swoje relacje z US do nakłonienia Trumpa do powrotu do układów paryskich, Robertson spytał czemu w pierwszej kolejności nie próbowali go powstrzymać od odejścia od nich.

Pełna relacja z debaty u nas na Twitterze.

Rudd prawdopodobnie obroni swój występ. Sympatie dla niej już po debacie wywołała informacja, że zaledwie w poniedziałek zmarł jej ojciec. Za ustawienie składu odpowiada jednak trener, więc to premier May – zaufanie i sympatia do niej – odpowie za nieudany występ konserwatystów. Kampania jest fatalna, May może zdobyć niewielką przewagę w Izbie Gmin, ale definitywnie straciła władzę nad swoją partią – tak w Huffington Post twierdzą anonimowi kandydaci Partii Konserwatywnej. May zyskała jednak w tej trudnej chwili poparcie redakcji FT, która jako pierwsza wybrała kogo poleci poprzeć w wyborach. „Zespół Partii Pracy jest niezdolny do rządzenia, nie wspominając nawet o delikatnych negocjacjach Brexitu” – brzmi werdykt FT: „W obliczu tak wielu niepewności w kraju i za granicą, May jest bezpieczniejszym wyborem”. Gazeta jednak jasno stwierdza, że May powinna zmienić styl rządzenia, a także, że jej możliwości wypracowania porozumienia umożliwiającego bliską współpracę z UE są „niepokojąco niejasne”.

Warto przy tej okazji wspomnieć, że źródła PoliticsHome w Brukseli potwierdziły, że jeśli wybory wygra jednak Partia Pracy, UE gotowa jest przesunąć planowany na 19 czerwca początek negocjacji, żeby dać nowemu premierowi czas na przygotowanie.

Podsumowując, jedna kampania ma wszelkie merytoryczne atuty do zwycięstwa: wypracowany miesiącami plan, gotową wizję Wielkiej Brytanii, ma zespół, struktury, wyliczenia i skrupulatnie nadzorowaną narrację. Na przeciwnym biegunie stoi długa lista życzeń i odwiecznych marzeń, zupełnie oficjalnie skłócone ugrupowania radykałów i centrystów, i nie zawsze brany na poważnie lider. Tyle, że pierwsze z tych zdań rok temu mogłoby pasować do kampanii Remain, a drugie do Leave. May powinna wygrać te wybory. Remain powinno było wygrać tamto referendum.

225 More posts in Polityka w UK category
Recommended for you
Labour nie poprze dealu z UE

Partia Pracy zagłosuje przeciwko ratyfikacji umowy o brexicie, którą Theresa May wypracuje z UE, jeśli...