Rząd May przegrał ważne głosowanie w sprawie Brexitu

Brytyjski parlament zagwarantował sobie prawo odrzucenia warunków Brexitu, które rząd wynegocjuje w Brukseli. Współpraca opozycji i 12 posłów rządzącej Partii Konserwatywnej doprowadziła do pierwszej porażki premier May na forum parlamentu.

Stosunkiem głosów 309 do 305 posłowie przyjęli w środowy wieczór poprawkę zgłoszoną przez byłego prokuratora generalnego Dominica Grieve’a, która do projektu ustawy o wystąpieniu UK z UE dodaje zapis o konieczności poprzedzenia wdrożenia ostatecznych warunków Brexitu, które rząd Theresy May wynegocjuje w Brukseli, przyjęciem przez większość parlamentarną nowej, osobnej ustawy.

Grieve, uważany za jednego z liderów obozu Remain, był jednym z 11 konserwatystów, którzy zdecydowali się poprzeć poprawkę do rządowego projektu i tym samym stanąć w jedynym szeregu z opozycją przeciwko własnej partii. Pozostali to m.in. znane twarze zwolenników tzw miękkiego Brexitu jak Anna Soubry, czy przewodnicząca parlamentarnej komisji skarbu Nicki Morgan. Szkocki konserwatysta John Stevenson zagłosował zarówno przeciw jak i za, co formalnie liczone jest jako wstrzymanie się od głosu. Przyjęcie poprawki było także możliwie dlatego, że tylko dwóch posłów Partii Pracy wyłamało się z oficjalnej linii opozycji.

Część „rebeliantów” konsekwencje dotknęły natychmiast. Za głosowanie przeciwko rządowi poseł Stephen Hammond został pozbawiony stanowiska wiceprzewodniczącego partii w Londynie. Do pozbawienia „buntowników” prawa startu w kolejnych wyborach wezwała na Twitterze posłanka Nadine Dorries. Poparł ją także jeden ze społecznych liderów partii Tim Montgomerie.

Pierwsza porażka May

Choć rząd obiecywał, że nawet bez zapisu w ustawie parlament będzie mógł zagłosować nad porozumieniem, które Theresa May wynegocjuje w Brukseli, to dla większości parlamentarzystów istotne było, aby głosowanie to było wiążące. Złożenia tej obietnicy rząd odmówił. Odpowiadając w południe na pytanie Anny Soubry, Theresa May powiedziała, że nie może zgodzić się by akceptacja porozumienia przez parlament przyjęła formę ustawy, ponieważ „zajmie to zbyt dużo czasu i prace nad nią mogą zakłócić łagodny i uporządkowany przebieg Brexitu”.

Premier liczyła, że jej whipowie zaprowadzą dyscyplinę w partyjnych szeregach, tak jak robili już wielokrotnie wcześniej. O temperaturze dyskusji na parlamentarnych korytarzach mogą świadczyć m.in. reporterskie donisienia o „doprowadzaniu posłów do łez”. Z godziny na godzinę stawało się jasne, że działania te nie odsuną od rządu porażki.

Gdy stało się jasne, że liczba buntówników w szeregach Partii Konserwatywnej pozwoli jedak przyjąć poprawkę, rząd reprezentowany przez wiceministra Dominica Raaba zaproponował, że choć teraz nie jest gotów na zmianę zapisu ustawy, to przygotuje własną poprawkę na następny etap pracy na projektem . Dla parlamentarzystów pod wodzą Grieve’a było to jednak ustępstwo zbyt późne.

Utrzymanie poprawki w ostatecznym kształcie ustawy – a może jeszcze dojść do zmian – oznaczałoby, że po wypracowaniu przez rząd ostatecznej wersji warunków wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej brytyjska premier będzie musiała przedstawić je w formie ustawy na forum parlamentu, a ten w wiążącym głosowaniu warunki te przyjmie lub odrzuci. Dopiero przyjęcie warunków przez parlament umożliwi ich wejście w życie. Bez zgody parlamentu układ wynegocjowany przez rząd nie będzie ważny.

Przyjęcie poprawki nie oznacza jednak, że odrzucenie w przyszłości przez parlament warunków umowy o wystąpieniu zablokuje Brexit. Do Brexitu bowiem dojdzie – niezależnie od wewnętrznych procesów w Wielkiej Brytanii – 29 marca 2019 roku, zgodnie z prawem unijnym na mocy notyfikacji zamiaru wyjścia z UE wysłanej przez rząd brytyjski w marcu 2017. Artykuł 50 Traktatu o Unii Europejskiej, na którym opiera się cały proces, przewiduje na negocjacje wyjścia maksymalnie dwa lata, pozostawiając przy tym możliwość przedłużenia tego okresu o kolejne dwa lata, jednak tylko za zgodę 27 państw członkowskich UE.

Na ten moment jednak rząd brytyjski nie ma zamiaru prosić o przedłużenie negocjacji. Być może w przyszłym tygodniu do ustawy trafi wręcz zapis o konieczności opuszczenia UE 29 marca 2019. Potencjalnie jednak przyszłotygodniowe głosowanie stanowi podatny grunt do kolejnej porażki May.

Według harmonogramu przedstawionego przez Michela Barniera ostateczny tekst umowy między UK i UE powinien zostać wypracowany najpóźniej do października 2018, by dać obu parlamentom: Parlamentowi Europejskiemu i parlamentowi brytyjskiemu czas na ratyfikację. Na dzień dzisiejszy obie te instytucje mają prawo weta wobec treści porozumienia. Nie mają jednak możliwości zablokowania działania artykułu 50. Gdyby więc doszło do odrzucenia dealu przez parlament brytyjski i nie zastąpienia go innym porozumieniem, samo w sobie oznaczałoby to tzw. cliff-edge, czyli gwałtowne zerwanie relacji, czego konsekwencje trudno przewidzieć.

88 More posts in Brexit_fakty category
Recommended for you
Status osób osiedlonych – settled status – wstęp

Status osób osiedlonych to nowy program brytyjskiego rządu, który ma objąć wszystkich obywateli UE, którzy...