Rezygnacja minister rozwoju międzynarodowego

Po krótkiej rozmowie u premier Theresy May Priti Patel wystąpiła o rezygnację z funkcji minister rozwoju międzynarodowego. Wniosek został od razu przyjęty. Następcy na razie nie mianowano.

Wezwanie do Londynu w związku z niewyjaśnionymi kontaktami minister Patel z przedstawicielami Izraela zmusiło ją do nagłego przerwania służbowego wyjazdu do południowo-wschodniej Afryki i nieplanowanego powrotu samolotem Kenya Airways, którego lot za pośrednictwem FlightRadar śledziło na żywo w Wielkiej Brytanii 22 tysiące ludzi.

Akceptując rezygnację minister Patel, brytyjska premier napisała:

Wielka Brytania i Izrael są bliskimi sojusznikami, i to prawda, że powinniśmy prowadzić bliską współpracę. Współpraca ta jednak musi przebiegać w sposób formalny, oficjalnymi kanałami. Dlatego też, gdy spotkałyśmy się w poniedziałek, z zadowoleniem przyjęłam Pani przeprosiny i wyjaśnienia złożone w związku z Pani podróżą do Izraela tego lata. Teraz jednak, gdy światło dzienne ujrzały dalsze szczegóły, podjęcie przez Panią decyzji o rezygnacji z zajmowanej funkcji, uważam za słuszne i zgodne z wysokimi standardami przejrzystości i otwartości, których Pani osobiście broniła„.

Kontrowersje wokół nieautoryzowanych spotkań minister Patel z przedstawicielami Izraela latem tego roku pojawiły się w zeszłym tygodniu (pisaliśmy o tym). Według BBC minister, przebywając na prywatnych wakacjach, miała się spotkać z szeregiem wysokich rangą polityków, nie informując o tym ani ministerstwa spraw zagranicznych ani kancelarii premier. W poniedziałek jednak sprawa została – według słów rzecznika kancelarii premier – „zamknięta” po spotkaniu na Downing Street, podczas którego premier May upomniała Priti Patel i „przypomniała jej o obowiązkach wynikających z ministerialnego kodeksu postępowania”.

Jednak dzień później korespondent BBC James Landale doniósł, że Priti Patel miała konsultować się z urzędnikami w sprawie przekazania części brytyjskich funduszy rozwojowych na misje humanitarne izraelskiej armii na Wzgórzach Golan, których Wielka Brytania nie uznaje za część Izraela. W środę zaś światło dzienne ujrzały informacje, według których Patel mogła w czasie wakacji nawet odwiedzić okupowane terytorium za wiedzą i zgodą izraelskiego ministerstwa spraw zagranicznych. Także w środę Tom Newton Dunn z the Sun poinformował, że obok 12 ujawnionych spotkań Patel odbyła najprawdopodobniej jeszcze dwa, o których nie informowała premier podczas poniedziałkowej rozmowy. Tej wersji zaprzeczają źródła Jewish Chronicle, której redaktor Stephen Pollard twierdził, że Patel nie ujawniła dodatkowych spotkań na prośbę Theresy May.

Priti Patel była ministrem rozwoju regionalnego od lipca 2016 r, gdy funkcję premiera objęła Theresa May. Wcześniej była wiceministrem ds. zatrudnienia w rządzie Davida Camerona, który rekomendował ją jako kandydatkę w wyborach parlamentarnych w 2010 r., gdy po raz pierwszy została wybrana do Izby Gmin. Od zawsze miała silnie eurosceptyczne poglądy. W spektakularnych geście jako jedna z 6 ministrów tuż po zakończeniu renegocjacji warunków członkostwa UK w UE przez Davida Camerona poparła kampanię Vote Leave, w której była ważną, choć nie pierwszoplanową postacią. Opowiada się za twardym Brexitem, wystąpieniem UK z unii celnej i wspólnego rynku. Obok Borisa Johnsona i Liama Foxa poparła we wrześniu 2017 r. think-tank Institute for Free Trade założony przez Daniela Hannana.

KOMENTARZ

Utrata drugiego ministra w ciągu zaledwie dwóch tygodni to poważny problem dla i tak już osłabionej Theresy May. Premier z trudem trzyma w ryzach rozdartą brexitowym głosowaniem partię i zdaniem wielu ekspertów na stanowisku trzyma ją wyłącznie to, że żadna z partyjnych frakcji nie jest wystarczająco silna by próbować forsować własnego kandydata, ani wystarczająco przekonana, że tego rodzaju działanie nie spowodowałoby dalszej utraty zaufania wśród wyborców. Znalezienie następcy dla Priti Patel, który pasowałby do układanki z układów partyjnych nadal podtrzymujących ten rząd, będzie bardzo trudne, a premier May jest świadoma, że śledztwa prowadzone w związku z tzw. seksaferą – m.in. w sprawie wicepremiera Damiana Greena – mogą zmusić ją wkrótce do kolejnych rotacji w rządzie. Niepewna jest także sytuacja ministra spraw zagranicznych Borisa Johnsona, którego wielu partyjnych kolegów i wiele koleżanek wprost oskarża o brak kompetencji (o ostatnim incydencie także pisaliśmy). Z drugiej strony Wielka Brytania szykuje się na jesienne przemówienie budżetowe, które niemal na pewno nie zadowoli wszystkich i każe zastanowić się także nad dalszym losem kanclerza Philipa Hammonda.

W najbliższych dniach polem kolejnego starcia między konserwatystami będzie dyskusja nad poprawkami do ustawy o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Źle się więc dzieje w rządzie May, co nie poprawia jej pozycji w negocjacjach z UE. Zwłaszcza, że to stronie brytyjskiej zależy by na grudniowym (lub najdalej lutowym) szczycie Rada Europejska dała zielone światło do rozpoczęcia rozmów o przyszłych relacjach handlowych UK i UE. W tle skandali mniej uwagi przywiązuje się do niezwykle ważnej informacji, że za trzy tygodnie rząd przekaże parlamentarnej komisji posiadane przez siebie zestawy analiz skutków Brexitu. Dopóki rząd uznawał te materiały za tajne opinię publiczną informowano o istnieniu 58 analiz sektorowych. Gdy rząd został zmuszony głosowaniem parlamentu do ich ujawnienia okazuje się, że sa to raczej rożnej długości, różnego rodzaju opracowania powstałe w długim okresie czasu (tak to określa rząd). Stąd kolejne pytanie: czy rząd próbuje tylko maksymalnie opóźnić publikację wartościowych dokumentów, na których opiera swoją strategię, czy też z dokumentów, na których opiera swoją strategię tak naprawdę nic nie wynika.

112 More posts in Highlight category
Recommended for you
Rząd May przegrał ważne głosowanie w sprawie Brexitu

Brytyjski parlament zagwarantował sobie prawo odrzucenia warunków Brexitu, które rząd wynegocjuje w Brukseli. Współpraca opozycji...