Przewodnik po głosowaniu brexitu w Izbie Gmin V2

We wtorek 15 stycznia brytyjska Izba Gmin ma podjąć decyzję, czy umowa o brexicie wynegocjowana przez premier May zostanie przyjęta, czy odrzucona. To próba numer dwa. Pierwotnie głosowanie miało odbyć się 11 grudnia 2018, ale zaledwie dzień przed planowanym terminem rząd zadecydował się je przesunąć z obawy przed druzgocącą porażką.

O co chodzi?

Po prawie dwóch latach negocjacji 25 listopada 2018 UK i UE podpisały porozumienie o brexicie, składające się z traktatu o wystąpieniu UK z UE i niewiążącej deklaracji politycznej o przyszłych relacjach. Teraz, żeby porozumienie weszło w życie, konieczna jest ratyfikacja przez brytyjską Izbę Gmin, a następnie przez Parlament Europejski. Podstawą prawną do tego jest artykuł 50 Traktatu o Funkcjonowanie Unii Europejskiej oraz brytyjska Ustawa o wystąpieniu z UE.

Na czym polega problem?

Porozumienie wynegocjowane przez Theresę May z UE nie cieszy się – delikatnie mówiąc – popularnością w Izbie Gmin. W grudniu rząd musiał zmierzyć się z tego powodu z serią rezygnacji zarówno zwolenników luźniejszych relacji z UE, przeciwników niektórych elementów porozumienia (szczególnie tzw. backstopu), jak i ministrów chcących drugiego referendum. Umowa wzbudza tak negatywne emocje, że tuż przed świętami część Partii Konserwatywnej chciała odwołać swoją liderkę. W partyjnym głosowaniu wotum nieufności premier May wygrała, ale straciła zaufanie jednej trzeciej swoich parlamentarzystów. Po świętach jej rząd przegrał dwa kolejne ważne głosowanie w Izbie Gmin i coraz wyraźniej zaczęli ze sobą współpracować przeciwko rządowi posłowie z tylnych ław Partii Konserwatywnej i Partii Pracy. Podziały w kwestii brexitu przebiegają w poprzek poszczególnych ugrupowań, a premier nie może liczyć na lojalność parlamentarzystów ze swojej partii.

Co się posłom nie podoba?

Dla ultrabrexitowców i północnoirlandzkiej DUP nie do zaakceptowania jest tzw. backstop – kontrowersyjne porozumienie, którego zadaniem jest ochrona statusu Irlandii Północnej i utrzymanie otwartej granicy z Republiką Irlandii na wypadek, gdyby UK i UE nie dogadały się do końca okresu przejściowego co do nowej umowy. Backstop oznaczałby pozostanie Irlandii Północnej w obecnej unii celnej i wspólnym rynku UE, gdy Wielka Brytania znalazłaby się w nowej unii celnej z UE, co tworzyłoby granicę na Morzu Irlandzkim. W poniedziałek pomocną dłoń podała w tej kwestii UE, przedstawiając dodatkowe zapewnienia, że to opcja absolutnie awaryjna. Zapisała w nich, że jest prawnie zobowiązana do starania się o jak najszybsze podpisanie umowy o przyszłych relacjach i że deklaracja polityczna i traktat, choć mają różna moc, to stanowią część tego samego porozumienia. KE zapewnia też, że jest gotowa rozpocząć negocjacje nowej umowy jak najszybciej po zakończeniu procesu ratyfikacji. Przeciwnicy dealu uznali jednak, że nie jest to nic nowego.

Z drugiej strony zwolennicy bliższych relacji z UE, twierdzą, że wynegocjowane przez May porozumienie pozbawia ich najważniejszych korzyści z członkostwa, zostawiając obowiązek podlegania unijnym regulacjom bez prawa głosu. Zwolennicy modelu norweskiego chcą pozostania we wspólnym rynku i unii celnej. Oficjalna opozycja permanentnej unii celnej, a opozycja nieoficjalna drugiego referendum i najchętniej pozostania w UE na obecnych zasadach.

Ilu posłów musi zagłosować za porozumieniem May, żeby zostało przyjęte?

Żeby porozumienie zostało przyjęte przez Izbę Gmin musi uzyskać zwykłą większość. To głosowanie jest tak ważne, że stawią się na nim najprawdopodobniej wszyscy posłowie poza bojkotującą brytyjski parlament północnoirlandzką Sinn Fein. Obecność zapowiedziała nawet posłanka Partii Pracy Tulip Saddiq, która 15 stycznia miała… rodzić. W praktyce oznacza to, że porozumienie Theresy May musi zdobyć poparcie około 322 posłów. Jak wielu dokładnie głosów będzie potrzeba zależy ostatecznie od liczby posłów obecnych na głosowaniu 15 stycznia oraz liczby posłów, którzy wstrzymają się od głosu.

Dlaczego Meaningful Vote?

Meaningful Vote, czyli w wolnym tłumaczeniu „głosowanie o znaczącym charakterze”, to głosowanie brytyjskiej Izby Gmin nad umową o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej i towarzyszącą jej deklaracją polityczną, które odbędzie się 15 stycznia. Początkowo rząd liczył na to, że parlamentarne głosowanie będzie miało jedynie charakter doradczy. Zmuszony został jednak do serii ustępstw:

Posłowie nie mogą zmieniać treści porozumienia UK z UE, mogą jednak wprowadzać poprawki do rządowego wniosku o jego przyjęcie, np. domagać się dodatkowo wymogu ratyfikacyjnego w postaci referendum, gwarancji, że rząd będzie mógł jednostronnie wycofać się z porozumienia albo, że mimo „odzyskania suwerenności” utrzyma unijne standardy ochrony środowiska, prawa pracy i przywilejów socjalnych.

Poprawki będą głosowane przed wnioskiem rządowym, więc wbrew pierwotnym zamiarom rządu parlament nie zostanie z miejsca postawiony przed wyborem porozumienie May lub brak porozumienia w ogóle. Najpierw szable zostaną przeliczone podczas głosowania poprawek.

W razie odrzucenia porozumienia rząd musi w ciągu 3 dni roboczych przedstawić parlamentowi nowy plan, wniosek ten także zostanie poddany pod głosowanie, a posłowie będą mogli zgłaszać do niego poprawki.

Jak będzie wyglądać głosowanie 15 stycznia?

Wtorek to ostatni dzień debaty nad porozumieniem. Dyskusja powinna się zakończyć do godziny 19 czasu UK. Jeśli kończący debatę minister będzie nadal przemawiał, gdy zegar wybije siódmą, procedura mówi, że głosowanie zostało ponownie odłożone. Jeśli nie, w pierwszej kolejności głosowane będzie kilka poprawek spośród tych zgłoszonych przez posłów z tylnych ław. O tym, które poprawki będą głosowane i w jakiej kolejności zadecyduje spiker Izby Gmin. Głosowanie każdej poprawki zajmie około 15 minut. O ile pod wpływem poprawek lub nastroju Izby Gmin rząd nie zdecyduje się ponownie wycofać lub przesunąć głosowania własnego wniosku do Meanigful Vote dojdzie na końcu. Wyniki poznamy ok. 15 minut później. Po głosowaniu spodziewane są oświadczenia Theresy May i Jeremiego Corbyna. Jesli porażka rządu będzie znaczna niewykluczone, że lider opozycji zgłosi od razu wniosek o wotum nieufności wobec premier.

Jakie są szanse, że wniosek rządu o przyjęcie umowy o brexicie w obecnej formie zostanie przyjęty 15 stycznia?

Szczerze? Prawie żadne. Według Sky News 109 z 317 parlamentarzystów Partii Konserwatywnej zadeklarowało głosowanie przeciw. Spectator wyliczył, że tylko 177 posłów tej formacji poprze deal May. Umowy nie poprze 10 posłów północnoirlandzkiej Demokratycznej Partii Unionistycznej (DUP) i przeważająca większość opozycji. Różne szacunki mówią, że premier Theresa May może przegrać wtorkowe głosowanie różnicą nawet do ponad 200 głosów. Telegraph mówi o 229, Guardian o „ponad 200”, a nieoficjalnie Downing Street o „zbliżaniu się do 200”. Takie rozmiary porażki to opcja ekstremalna – eksperci chłodzą nastroje, że w rzeczywistości może być nieco mniej spektakularnie – ale niemal na pewno porażka trzycyfrowa spowoduje kryzys rządowy.

Co mogą zmienić poprawki?

Poprawki to tak naprawdę ostatni etap negocjacji. Akceptacja części może zmniejszyć liczbę niezadowolonych. Na chwilę obecną zgłoszono 12. Ile będzie ostatecznie przekonamy się we wtorek rano, gdy uaktualniony zostanie parlamentarny Order Paper.

Ultrabrexitowi konserwatyści starają się zmusić rząd do powrotu do negocjacji z Brukselą, by zmienić zapisy dotyczące tzw. backstopu i Irlandii Północnej. W ostatniej chwili pojawiła się też poprawka zgłoszona przez szefa parlamentarnej komisji ds Irlandii Płn. Andrew Murrisona (poprawka Murrisona), która zakłada zgodę na ratyfikację pod warunkiem zmiany treści umowy o wystąpieniu z UE i wprowadzenie do niej zapisu o tym, że backstop nie będzie obowiązywał dłużej niż do 31 grudnia 2021. Podpisał się po nią m. in. lojalny wobec May Robert Goodwill, a za nim seria ważnych figur w Partii Konserwatywnej (szef Komitetu 1922 Graham Brady, popierający opcję EFTA George Freeman i Simon Hart szef Brexit Delivery Group, a także brexitowiec Edward Leigh) co napędziło spekulacje, że to poprawka sponsorowana przez rząd.  Problem polega na tym, że na wiążącą datę kończącą backstop nie zgodziła się UE. Po co więc? Niektórzy mówią, że o to chodzi, żeby zmusić UE do ustępstw. Do tego Downing street po cichu briefuje, że Angela Merkel byłaby gotowa na ustępstwa ws backstopu, choć Berlin temu zaprzecza. Rząd otwarcie nie może poprzeć poprawki, która jest sprzeczna z wynegocjowaną w Burkseli umową. ERG jeszcze w poniedziałek było przeciw. Może to tylko spin, ale warto to obserwować. Z bliska.

Wcześniej rząd, rękami posłów z tylnych ław, zgłosił inna poprawkę (poprawka Swire’a), zapewniającą, że backstop jest tymczasowy, wejdzie w życie po konsultacjach z parlamentem i zgromadzeniami regionalnymi, a także, że obie strony – UK i UE – mają zamiar uzgodnić umowę o dalszych relacjach najdalej rok po zakończeniu okresu przejściowego.

Zgłoszono też poprawki, które z miejsca nawołują do odrzucenia porozumienia. Najistotniejsza, bo podpisana przez największą liczbę posłów, była poprawka międzypartyjna sygnowana przez Hilarego Benna (poprawka Benna). Wykluczała no deal i zobowiązywała rząd po odrzuceniu umowy do natychmiastowego przedstawienia dalszych planów brexitu. To tzw. poprawka zasadnicza, gdyby weszła w życie, skończyłyby się wszystkie głosowania, umowa zostałaby odrzucona, zaczęłaby się nowa debata i niewykluczone, ze nowe negocjacje May z Partią Pracy. Pojawiły się sugestie, że to szansa dla May na zminimalizowanie wydźwięku porażki (Times), ale we wtorek rano Hillary Benn poinformował, że wycofuje poprawkę. Cel? Zwiększyć siłę uderzenia przed ewentualnym głosowaniem wotum nieufności wobec rządu May. Współpracy rządu z Labour na dalszych etapach nie można jednak wykluczać.

Zakulisowe konsultacje treści poprawek będą zapewne trwały do ostatniej chwili. Spiker zdecyduje, które będą głosowane.

PS

Pod głosowanie zostały wybrane:

poprawka a) zgłoszona przez lidera opozycji (poprawka zasadnicza odrzucająca deal),

poprawka k) SNP (zasadnicza odrzucająca deal),

poprawka b) Edwarda Leigha (powołując się na Konwencję Wiedeńską uznaje prawo UK do wycofania się z umowy z UE, jeśli UE nalegałoby na utrzymanie backstopu bezterminowo),

poprawka f) Johna Barona (daje UK zgodę na wycofanie się z protokołu irlandzkiego, który jest częścią umowy z UE, bez wycofywania się z całej umowy)

Spiker nie wybrał żadnej z szeroko dyskutowanych poprawek, co zostało zinterpretowane jako kolejny cios dla rządu.

Co się stanie, jeśli May przegra głosowanie nad przyjęciem umowy o brexicie?

a) Opcja domyślna

Opcja domyślna zakłada, że jeśli wszelkie wysiłki rządu spełzną na niczym, a przy tym rząd nie zgłosi chęci wycofania pisma uruchamiającego proces brexitu lub przedłużenia negocjacji 29 marca 2019 roku UK wystąpi z UE bez umowy. Ten scenariusz jest jedynym w pełni umocowanym w brytyjskim i unijnym prawie, ale jest pewne zasadnicze „ale”. Izba Gmin w głosowaniu nad poprawką do projektu ustawy o finansach odrzuciła w zeszłym tygodniu możliwość podniesienia podatków, by sfinansować koszty brexitu bez porozumienia. Przyjęcie poprawki zgłoszonej przez ponadpartyjny blok umiarkowanych posłów nie zatrzyma no deal, ale uczynił go bardzo niepraktycznym. Ponadto pokazał, że w Izbie Gmin funkcjonuje realna większość przeciwko brexitowi bez porozumienia. No deal wydaje się więc mało prawdopodobny.

b) Dodatkowy czas dla rządu

Zgodnie z sekcją 13 ustawy o wystąpieniu UK z UE w razie odrzucenia porozumienia przez parlament rząd miał 21 dni roboczych (21 dni, w którym odbywają się sesje parlamentu) na przedstawienie planów dalszych działań. Przyjęta w zeszłym tygodniu poprawka Dominica Grieve’a – kolejna manifestacji siły ponadpartyjnego bloku posłów umiarkowanych – skraca ten czas do 3 dni. W tym czasie rząd ma przedstawić swój plan B. Niektórzy sądzą, że takowego nie ma i May po prostu spróbuje raz jeszcze zmusić Izbę do głosowania tej samej umowy (the Sun). Ale to mało prawdopodobne, jeśli rząd przegrałby naprawdę potężnie. Do rządowego planu B posłowie z tylnych ław też będą zgłaszać poprawki.

c) Parlamentarne wotum nieufności/przyspieszone wybory

Być może jednak na przedstawienie planu B nie będzie w ogóle czasu, bo Partia Pracy czai się z wybraniem odpowiedniego momentu na zgłoszenie wniosku o parlamentarne wotum nieufności wobec rządu premier May. Pokaźna – trzycyfrowa – porażka rządu może być taką okazją. Opozycja może zgłosić wniosek jeszcze we wtorek wieczór, a głosowanie mogłoby się odbyć w środę po południu. Ewentualna przegrana rządu May spowoduje jej automatyczne odsunięcie od władzy, ale nie rozwiązuje parlamentu. Da mu 14 dni na powołanie nowego rządu, a dokładnie na przegłosowanie wotum zaufania wobec innego premiera zwykłą większością. Do takiej sytuacji nigdy jeszcze w historii nie doszło, więc konstytucjonaliści wróżą kryzys: nie wiadomo nawet kto – konserwatyści czy labourzyści – miałby pierwszeństwo w formułowaniu nowego rządu. Po 14 dniach bez premiera rozpisane zostaną przyspieszone wybory. To scenariusz, w który celuje Partia Pracy, ale przed którym większość torysów będzie bronić się rękami i nogami. Zagłosowania przeciwko własnemu rządowi raczej się nie wybacza – publicznie zarzekali się, że czegoś takiego nie zrobią zarówno ultrabrexitowiec Jacob Rees-Mogg, jak i remainers Dominic Grieve. Niektórzy sugerują, że dałoby się usunąć May i stworzyć nowy rząd konserwatystów i DUP, ale to także karkołomne przedsięwzięcie.

d) Partyjne wotum nieufności/wybór nowego lidera Partii Konserwatywnej

Jeśli już May miałaby zostać usunięta ze stanowiska to raczej w białych rękawiczkach. Partyjne wotum nieufności odpada. Przed świętami się nie udało i przez 12 miesięcy na tym froncie May jest bezpieczna. Jednak zadziałać może bezcenna presja polityczna. Do premier May trafić mogą delegacje – zarówno brexitowców, jak i remainersów, jak i posłów umiarkowanych – informujące, że premier nic już nie da rady zrobić i grzecznie prosi się ją o samodzielne odejście. Takie „prośby” mogą zostać poparte listami posłów gotowych odejść z rządu

e) Parlament przejmuje kontrolę

W głosowaniu brexitu chodziło o zwrócenie parlamentowi jego należnej suwerenności. Są więc tacy, którzy w odrzuceniu dealu brexitu widzą możliwość wielkiej zmiany konstytucyjnej, która – na razie w kwestii brexitu – oddałaby parlamentowi całą inicjatywę, zmuszając rząd do realizacji woli większości. Podobno Nick Boles z Partii Konserwatywnej planował, żeby to nadzwyczajna parlamentarna komisja złożona z szefów zwykłych komisji parlamentarnych ustaliła między sobą co robić dalej. Boles ma we wtorek zgłosić projekt ustawy w tej sprawie. Inni mówią, że w parlamencie odbyłaby się seria głosowań nad różnymi opcjami, w tym drugim referendum, Norwegią Plus, czy  warunkami renegocjacji umowy z UE. To parlament miałby w takiej sytuacji poprosić UE o więcej czasu na zastanowienie.

f)  Przedłużenie artykułu 50/przesunięcie brexitu

Na dzień dzisiejszy opcja najbardziej prawdopodobna, niezależnie od tego czy spowodują ją wybory nowego lidera, przyspieszone wybory parlamentarne, czy impas w Izbie Gmin. Według Guardiana unijny urzędnicy są gotowi przedłużyć negocjacje przynajmniej do lipca 2019. Gdyby UK poprosiło o jeszcze więcej czasu niewykluczone, że brexit opóźniłby się nawet o rok. UE stoi bowiem u progu wyborów nowego parlamentu, a za nim zmiany władzy w Komisji Europejskiej, a to zawsze zabiera trochę czasu.

g) „Odwołanie brexitu”

Chcą tego Liberalni Demokracji, Partia Zielonych i SNP, i kilkudziesięciu labourzystów, a więc polityczny margines. Na ten moment, nie ma szans.

115 More posts in Brexit_fakty category
Recommended for you
Boris Johnson: negocjacje z UE będą „absolutnie niemożliwe”, jeśli parlament zablokuje no deal

W nadzwyczajnym oświadczeniu na Downing Street w poniedziałek wieczorem premier Boris Johnson poinformował, że jego...