Po pierwsze demokracja lokalna – rozmowa z Michałem Chantkowskim, kandydatem Partii Zielonych w wyborach lokalnych w Sunderland

Co Cię skłoniło do kolejnego startu w wyborach lokalnych?

Michał Chantkowski (@chantkowski): Jestem czynnym członkiem Partii Zielonych, a miasto, w którym mieszkam, traci szansę na rozwój. Sunderland przeważającą część swojej gospodarki opiera na branży motoryzacyjnej, która nie jest przemysłem przyszłości, szczególnie w kontekście brexitu. Sytuacja w tej branży pogarszała się jeszcze przed referendum, ale po nim mamy do czynienia ze zwolnieniami i utratą miejsc pracy. Takie jednotorowe podejście może zakończyć się upadkiem lokalnej gospodarki.

Ale powodów jest więcej. Lokalni radni w Sunderland nie byli dotąd szczególnie zainteresowani równouprawnieniem, szczególnie jeśli chodzi o równouprawnienie mniejszości narodowych. Sunderland nie ma żadnego radnego pochodzącego z mniejszości narodowej. Rządząca od 40 lat Partia Pracy, nawet jeśli wystawia kandydatów z mniejszości, to przeważnie tam, gdzie nie mają szans na wygraną, pokazując tym, że nie jest zainteresowana, żeby ktoś z mniejszości dostał się do rady miasta.

Poza tym lokalna demokracja nie funkcjonuje w Sunderland dobrze. Na przykład Washington, dzielnica w której startuję, stanowi jedną trzecią miasta, ale interesy jej mieszkańców nie są dobrze reprezentowane w radzie miasta. Nikt się tam nie przejmuje stanem lokalnej infrastruktury, transportem publicznym, a za to planują u nas budowę spalarni śmieci. Jeśli dzieje się coś dobrego, to są to z reguły projekty realizowane przez uniwersytet, organizacje pozarządowe, czy inne instytucje zewnętrzne. Urząd miejski deklaruje wsparcie, ale w praktyce nie tylko nie przyznaje środków finansowych, ale nawet nie pomaga w nawiązywaniu kontaktów. To pomijanie interesów Washington motywuje mnie do startu i próby zmiany tej sytuacji.

Więc zostajesz radnym i Twój priorytet numer jeden to…?

Powołanie osobnej rady, town council, dla Washington. Takiej dodatkowej jednostki samorządu, która mogłaby dysponować częścią funduszy z lokalnych podatków i wnioskować o dofinansowanie zewnętrzne. Mogłaby przejąć część zadań od Sunderland City Council i wtedy społeczność Washington mogłaby podejmować więcej decyzji samodzielnie. Nazywamy to żartobliwie Wexitem. Nie chodzi oczywiście o to, żeby odłączyć się od Sunderlandu – a Sunderland i Washington były kiedyś osobnymi miastami – ale żeby mieszkańcy Washington mieli więcej do powiedzenia w dotyczących ich sprawach. Chcielibyśmy też zmniejszyć uprawnienia gabinetu miasta Sunderland, gdzie większość decyzji zapada za zamkniętymi drzwiami. Chcemy by decyzje podejmowały komitety radnych, a nie poszczególne, ominowane do tego osoby.

W drugiej kolejności, gdyby radnych z Partii Zielonych było więcej, dążylibyśmy do poprawy stanu transportu publicznego i stworzenia nowej nitki metra, która wreszcie połączyłaby Washington z centrum Sunderlandu. W tej chwili urząd miasta nic w tym kierunku nie robi.

Zajmujesz się polityką w Wielkiej Brytanii od 2014 roku, co uważasz za swoje największe osiągnięcie?

Po pierwsze byłem pierwszym Polakiem, pierwszym obywatelem UE z nowych państw członkowskich, który wystartował w wyborach lokalnych i parlamentarnych w moim regionie. Trzeba było brać udział w debatach, wypowiadać się w mediach, mogłem się z jednej strony dużo nauczyć, a z drugiej pokazać, że obywatele UE – imigranci – też przejmują się sprawami lokalnymi. Kolejny sukces to to, że jestem w zarządzie krajowym Partii Zielonych. Nie sądzę, żeby w Wielkiej Brytanii jakakolwiek inna partia miała w zarządzie Polaka, który przyjechał tu po 2004 roku. Jako koordynator międzynarodowy zajmuję się reprezentowaniem Partii Zielonych Anglii i Walii na świecie, na przykład jestem odpowiedzialny za kontakty z Partią Zielonych Islandii, która tworzy w tej chwili koalicję rządzącą.

Czy masz w polityce jakiś wzorzec?

Jestem raczej wolnym strzelcem, choć są oczywiście politycy, których podziwiam. Caroline Lucas jest modelem dla wielu zielonych jako nasza pierwsza posłanka w Anglii i Walii. Jest prawdziwie zaangażowana w to, co robi i nawet członkowie Partii Konserwatywnej mówili mi prywatnie, że choć się z nią nie zgadzają, to szanują ją za wyrazistość przekazu i poglądów, i za wiarygodność. Ja z kolei często nie zgadzam się z Georgem Gallowayem, ale podziwiam go za umiejętności retoryczne, choć jest w nich oczywiście dużo teatru, a najważniejsze jest to, co robimy, a nie jak mówimy. Myślę, że czasem łatwiej pokazać kto nie jest modelem. Na przykład gdy patrzę na Partię Konserwatywną, to na pewno nie jest model dojrzałego uprawniania polityki. Część jej polityków chce zbojkotować swoją własną partię w wyborach do PE, zapominając, że to jest szansa dla Wielkiej Brytanii, żeby być jeszcze przez dłuższy czas reprezentowanym w PE.

Wspominasz o wyborach do PE, o których mówi się coraz więcej, a o wyborach lokalnych często się zapomina. Warto w nich głosować?

Tak, powinniśmy głosować, czy to w Polsce, czy w UK, tam gdzie mieszkamy. Powiem więcej, jeśli idziemy do urn, wiedząc, że żaden z polityków nas nie inspiruje, lepiej wrzucić głos nieważny niż nie głosować wcale, bo nasz nieważny głos przynajmniej pokazuje, że nie zgadzamy się z tym systemem i nie pozwalamy, żeby decyzję podejmowano za nas. Poza tym statystyki pokazują ilu obywateli różnych krajów głosuje w wyborach w UK. Jeśli okazuje się, że jakieś grupy nie głosują, to politycy są mniej skłonni do interesowania się ich problemami. Jeśli będzie widać, że Polacy nie głosują, albo nawet nie rejestrują się do udziału w wyborach, to dla brytyjskich polityków sygnał, że nie warto w nas inwestować. Musimy pokazać, że warto. Branie udziału w demokratycznych wyborach jest czymś pozytywnym, a szczególnie przed referendum takich pozytywnych historii o Polakach w UK było mało. Poza tym władze lokalne mają duży wpływ na to jak funkcjonuje lokalna społeczność, szkoły, szpitale i służba zdrowia ogólnie, transport publiczny, lokalne kwestie związane z bezpieczeństwem. To jakie projekty zostaną zrealizowane zależy od radnych, więc jeśli nie głosujemy, to pozostawiamy decyzje w bliskich nam sprawach innym, i tym samym tracimy na nie wpływ. 

Wiele osób, które przeczyta tę rozmowę mieszka poza Sunderlandem i nie będzie mogło na Ciebie zagłosować. Czemu mieliby głosować na kandydatów Partii Zielonych w swoich okręgach?

Cała nasza partia jest za demokracją lokalną, wspieraniem lokalnego biznesu, rozwojem lokalnych terenów, czyli nie wielkich korporacji, ale lokalnych sklepów. chcemy poprawić jakość życia, na przykład przez walkę ze smogiem. Sprzyjamy mniejszościom narodowym i walczymy z cięciami w służbie zdrowia, czy policji, bo takie działania przynoszą tylko chwilowe oszczędności. Nacisk w jednym miejscu powoduje przelanie się problemu w inne, na przykład cięcia w budżecie policji prowadzą do wzrostu liczby przestępstw z użyciem noży. Oprócz tego, że jest to przestępstwo i ludziom dzieje się krzywda, każdy taki incydent generuje koszty. Morderstwo kosztuje – w cudzysłowie – około 100 tysięcy funtów. To oczywiście radykalny przykład, ale ilustruje, że jeśli nie inwestujemy w coś, to z czasem będzie to generować jeszcze większe koszty. Wizyta w GP kosztuje średnio ok 50 funtów, ale gdy nie możemy się dopchać do lekarza, po czasie lądujemy w szpitalu, i to już kosztuje budżet państwa 150 funtów za samo przyjęcie. To pokazuje, że cięcia w tych obszarach to fałszywe oszczędności. Partia Zielonych to rozumie, a wiele innych partii nie.

Gdyby Polacy chcieli zaangażować się w kampanię po stronie Partii Zielonych, jak mogą to zrobić?

Do Partii można dołączyć jako członek, ale też jako sympatyk i otrzymywać informacje, biuletyny, zaproszenia na spotkania. Opowiadamy się za oddolnym rozwojem demokracji, więc jeśli ktoś chciałby nas wesprzeć nie musi się od razu zapisywać do partii. Warto sprawdzić, czy to co zieloni robią lokalnie nas interesuje. Większość komórek zgadza się, żeby przychodzić na spotkania jako gość, często w większych miastach okazuje się, że jedna trzecia obecnych to goście, więc zapraszam wszystkich chętnych do pomocy, czy do udziału w kampaniach na rzecz ochrony środowiska i rozwoju demokracji lokalnej.

Źródło i prawa autorskie:
Michal Chantkowski for Washington Central Councillor
260 More posts in Polityka w UK category
Recommended for you
6 subiektywnych obserwacji po wywiadzie Andrew Marra z Borisem Johnsonem

To jest PingPong - brexitowy blog polityczny. 1.Minimalne odejście od strategii agresji, a może pokazanie...