PingPong powraca – Leave kontra Leave

9.07.2018

To jest PingPong – brexitowy blog polityczny

Pięć rezygnacji ze stanowisk rządowych na różnych szczeblach, jednoznaczne deklaracje dużej liczby posłów z tylnych ław, że nie poprą ustaleń z Chequers, oraz spadające poparcie May w sondażach wśród działaczy Partii Konserwatywnej. Premier May ma jednak nadal wiernych sojuszników, także w obozie brexitowców.

Po niedzielnej rezygnacji Davida Davisa w poniedziałek rano potwierdziła się informacja o odejściu ze stanowiska wiceministra Brexitu Steve’a Bakera. Po południu do dymisji podał się najsłynniejszy i najbardziej rozpoznawalny brytyjski polityk Boris Johnson (Więcej o odejściu BoJo). Za nim rezygnacje złożyli jego parlamentarny sekretarz oraz parlamentarny sekretarz w ministerstwie transportu. W ich listach i tweetach przebijał się ten sam motyw: niezadowolenie wywołane sposobem prowadzenia procesu brexitu od wielu miesięcy i przelanie się czary goryczy, gdy gabinet przyjął w zeszły piątek w Chequers nowe stanowisko negocjacyjne oparte na miękkim brexicie.

W poniedziałek od rana ekipa brexitowców puszczała w eter swój przekaz: „nie chodzi o zmianę premiera, tylko o zmianę polityki”. Począwszy jednak od pierwszego wywiadu szefa European Research Group Jacoba Rees-Mogga dla LBC pojawiało się też  etykietowanie premier May jako „remainerki, która nie wierzy w brexit”, a ustaleń z Chequers jako „porozumienia remainersów”. Wyraźna koordynacja przekazu powinna sugerować, że grupa ERG była na tę sytuację przygotowana od dawna i kopiuje taktykę, która okazała się skuteczna przed unijnym referendum.

Nowy minister ds brexitu

Około 10:30 kancelaria premier May poinformowała, że nowym ministrem brexitu zostanie Dominic Raab, prawnik ze sporym doświadczeniem na niższych szczeblach rządu, ostatnio zajmujący się mieszkalnictwem. Raab także należy, a przynajmniej dotąd należał, do ultrabrexitowców. Uważany jest za wychowanka Iaina Duncana Smitha, ale blisko mu było także do Jacoba Rees-Mogga, a za swojego podopiecznego uważał go podobno również David Davis. Tuż po referendum w artykule dla Timesa pisał, że UK powinno wywierać większa presja na Europę, najlepiej w postaci przygotowywania FTA na świecie i lobbować wśród europejskich grup nacisku. Davisowi radził wtedy by „tłumaczyć w Europie priorytety i korzyści z globalnego handlu i działać przeciwko narzucaniu ceł”. Nie do negocjacji było dla niego zakończenie swobodnego przepływu osób.

Nominacja dla Raaba, a później na niższy szczebel do tego ministerstwa także Chris Heaton-Harrisa można odczytywać jako próbę zagospodarowania tych brexitowców, którzy mimo niegdyś głoszonych radyklanych poglądów dziś wydają się gotowi iść na kompromis. Choć nie jest też wykluczone, że koordynujący działania brexitowców traktują to jak krok na dłuższej drodze do przejęcia kontroli nad procesem brexitu.

Leave kontra Leave

Do ciekawego starcia między brexitowcami doszło w studiu Daily Politics, gdzie liderka Izby Gmin Andrea Leadsom, niegdyś zwolenniczka twardego brexitu, broniła ustaleń z Chequers, a szef Leave Means Leave John Longwaorth dziwił się, że niedawna koleżanka z tej samej strony barykady akceptuje rozmywanie warunków brzegowych. Leadsom przekonywała, że ustalenia z Chequers spełniają warunki Vote Leave. Zapytana konkretnie o przyszłość swobodnego przepływu osób oświadczyła, że przestanie obowiązywać, a przyciskana kolejnymi pytaniami stwierdziła, że nie będzie także preferencyjnego dostępu dla obywateli UE. Co innego jednak zostało zapisane w Chequers. Z tym większą ciekawością trzeba więc czekać na czwartkową białą księgę. Do niedawna mówiło się, że postbrexitowa polityka migracyjna tam się nie znajdzie, ale być może coś się na ten temat jednak pojawi.

W Daily Politics wystąpił także Steve Baker. Były wiceminister ds. brexitu przyznał, że rozwścieczyła go decyzja „jednej osoby na Downing Street”, która doprowadziła do tego, że w piątek odebrano posłom telefony i grożono im, że w razie rezygnacji wrócą do domu taksówkami. Zachowanie uznał za „dziecinne”. Jednocześnie jednak żarliwie odradzał kolegom formalne zgłaszanie wotum nieufności wobec premier. Tak samo jak Jacob Rees-Mogg, który kilkukrotnie zarzekał się wczoraj, że nigdy nie zagłosuje przeciwko swojemu rządowi. Można oczywiście przyjąć te deklaracje literalnie.  Ale można też po raz kolejny wykazać się brakiem zaufania do ERG i uznać, że zapewnianie opinii publicznej o lojalności wobec premier jest tylko elementem gry o prawdziwą wygraną – czyli twardy brexit.

Labour na ratunek May?

W południe furię brexitowców wywołała wiadomość, że na briefing w sprawie ustaleń z Chequers na Downing Street zaproszono partie opozycyjne. Taki ruch sugeruje oczywiście, że May szukać będzie międzypartyjnego poparcia dla miękkiego brexitu, ponieważ jest świadoma, że nie uzyska wystarczającej liczby głosów we własnej partii. Ostatecznie prezentacji dokonał wicepremier David Lidington, a nie jak wcześniej planowano asystent premier Gavin Barwell, jednak najbardziej radykalni brexitowcy uznali, że na miejscu będą już takie słowa jak „zdrada”. Jacob Rees-Mogg w jednym z kolejnych wywiadów przypomniał, że rząd, który opiera swój sukces na opozycji, daleko nie zajdzie.

Na marginesie trzeba dodać, że Labour nie pcha się drzwiami i oknami do poparcia May. Od dłuższego czasu wiadomo, że i ta partia jest podzielona. Spora część oficjalnie domaga się drugiego referendum, choć nadal nie jest to oficjalne partyjne stanowisko. Dla części reprezentowanej na przykład przez Wesa Streetinga porozumienie z Chequers jest nadal zbyt twardym brexitem i także za nim nie zagłosuje. Jest też zapewne spora frakcja, w tym być może kierownictwo, które w ewentualnym głosowaniu kierować się będzie raczej szansą na doprowadzenie do nowych wyborów niż konkretnymi poglądami na brexit.

Rezygnacjom z ministerialnych stanowisk i medialnym występom brexitowych gwiazd towarzyszyła jednoznaczna groźba: albo May odpuści porozumienie wypracowane w Chequers albo dymisja po dymisji i pismo po piśmie brexitowcy wymuszą na niej wybory nowego lidera. Gdy po południu mediami wstrząsnęła informacja o rezygnacji Borisa Johnsona May była już gotowa bronić ustaleń w Chequers podczas planowego oświadczenia w Izbie Gmin.

Team May

Wystąpienie zaczęła pewnie i od podziękowania Borisowi Johnsonowi za „pasję” z jaką sprawował swoją funkcję. Była to jednak raczej wyłącznie kurtuazja unaoczniona potem przez formalną wymianę listów. Obok pewnej siebie May w pierwszych ławach Izby Gmin pojawiło się wielu wiernych posłów, w tym – mimo spekulacji Guido Fawkesa – Liam Fox, a także Michael Gove, Andrea Leadsom oraz nowo mianowany wyraźnie zadowolony Dominic Raab. May, odpowiadając na nieraz złośliwe pytania swoich własnych posłów, brzmiała tak pewnie jak rzadko dotąd. Może na pokaz, ale brzmiało to jak pełna determinacja.

Po wystąpieniu w parlamencie doszło do spotkania premier z Komitetem 1922, które według relacji reportów, odbyło się jak na te warunki w przyjaznej atmosferze. Wbrew wczorajszym przewidywaniom Suella Braverman zaćwierkała na twitterze, że cieszy się z nominacji Dominica Raaba i chętnie będzie z nim współpracować. Była szefowa ERG, w tej roli według kolegów i koleżanek mało skuteczna, pozostała więc na stanowisku. Wieczorem także udało się wypełnić wszystkie wakaty w rządzie. Ministrem spraw zagranicznych został Jeremy Hunt. Jego miejsce w ministerstwie zdrowia zajął Matt Hancock, a tego z kolei w ministerstwie kultury zastąpił Jeremy Wright.

Brexit kontratakuje

Wieczór należał jednak ponownie do brexitowców. Za Johnsonem odszedł jego parlamentarny sekretarz Conor Burns, który w pożegnalnym twicie napisał, że przenosi się na tyle ławy, bo „potrzebuje więcej wolności”, „chce poszanowania wyniku referendum” oraz „swobody wypowiedzi co do innych obszarów polityki”.

W proteście przeciwko polityce brexitowej rezygnację ze stanowiska parlamentarnego sekretarza stanu Ministerstwa Transportu złożył także Chris Green, oznajmiając, że „Brexit musi oznaczać Brexit”. Green w piśmie rezygnacyjnym napisał, że szczyt w Chequers potwierdził jego obawy, że Wielka Brytania może tak naprawdę nie wystąpić z UE.

W końcu według różnych źródeł od 60 do 80 parlamentarzystów, w tym członków Izby Lordów, pojawiło się na nadzwyczajnym wieczornym posiedzeniu probrexitwej European Research Group. Do posłów z tylnych ław dołączyli już oficjalnie byli ministrowie Steve Baker i David Davis. Według Rossa Kempseela z TALKRadio niektórzy ultrabrexitowcy nie są zadowoleni z dynamiki antyrządowych działań Jacoba Rees-Mogga. W ramach konsensusu jednak większość ERG chce zaczekać do publikacji szczegółów białej księgi.

Brexitowcy pokazali, że nie odpuszczą, szczególnie teraz gdy już wiedzą, że May idzie na miękki brexit. Po prostu nie mają nic do stracenia, byle trzymali się z daleka od perspektywy nowych wyborów. W niedzielę i poniedziałek pokazali jedną stronę swoich możliwości – rezygnacje ze stanowisk rządowych. Ich drugą bronią jest możliwość zgłoszenia wotum nieufności wobec premier. Po otrzymaniu pism od 48 posłów wyrażających brak zaufania do May, przewodniczący Komitetu 1922 Graham Brady będzie musiał zorganizować głosowanie nad wotum zaufania. Prawo udziału mają wszyscy torysowscy parlamentarzyści. Do wygrania May potrzeba 50 proc. głosów. Konserwatystów w Izbie Gmin jest 316, żeby doprowadzić do wyborów lidera potrzeba więc 158 posłów.

Co teraz zrobi Boris?

To dla ERG może być nie do przeskoczenia na dziś, ale teoretycznie przynajmniej znów mają po swojej stronie Borisa Johnsona, a za chwilę być może kogoś jeszcze komu nie spodoba się tekst białej księgi. Po ich stronie są też coraz bardziej szerowi członkowie partii, którzy według badań YouGov tracą zaufanie do May. Kolejna szansa to debata przy okazji głosowania poprawek do ustaw o handlu i cłach już za tydzień. Ma się wtedy po raz pierwszy w Izbie Gmin z tylnych ław wypowiedzieć David Davis.

On lub Steve Baker, opuszczających spotkanie grupy ERG  powiedział redaktorowi Paulowi Waugh, że „Boris jest tak istotną postacią, że to od niego zależy co się teraz wydarzy”.

42 More posts in Brexit_opinie category
Recommended for you
PingPong (7) – Ultrabrexitowcy zmuszają rząd do zaostrzenia kursu

16 lipca 2018 To jest PingPong - brexitowy blog polityczny Parlament w trzecim czytaniu przyjął...