PingPong – nie ma dealu bez ognia?

To jest PingPong – brexitowy blog polityczny

Nie przełomem, ale też nie rozłamem, zakończyło się niedzielne nieplanowane spotkanie Michela Barniera i Dominica Raaba. Nieplanowana wizyta ministra brexitu w Brukseli i medialne doniesienia o „osiągnięciu porozumienia na szczeblu technicznym” rozbudziły apetyty na zakończenie negocjacji brexitu przed środowym szczytem Rady Europejskiej. Zamiast tego doszło do zawieszenia wszelkich rozmów do środy. Główny powód: sytuacja polityczna w UK.

„Mimo intensywnych wysiłków kilka kluczowych spraw, w tym irlandzki backstop, pozostaje niewyjaśnionych” – podsumował na Twitterze weekendowe negocjacje Michel Barnier. We wspólnym oświadczeniu Downing Street i Ministerstwa Brexitu czytamy zaś, że „w ostatnich dniach poczyniliśmy realne postępy w kilku kluczowych obszarach”, ale „kilka spraw powiązanych z backstopem pozostaje niezałatwionych”.

Tajemnicza wizyta Raaba w Brukseli

Raab pojawił się w Brukseli niespodziewanie. W tym czasie na Twitterze zaczęły się rozchodzić linki do artykułu z dziennika Suddeutche Zeitung, który miał sugerować, że doszło do porozumienia w sprawie backstopu.

Na marginesie. Tak naprawdę gazeta informowała tylko/aż, że niedziela była typowana w notatce dla ambasadorów państw członkowskich przy UE na dzień na „deal gemacht”, choć na czerwono nadal widniały w niej istotne różnice.

Nadzieje na porozumienie wydawały się jednak uzasadnione. Przecieki z piątkowego spotkania ambasadorów sugerowały, że Wielka Brytania „ustąpiła” w kilku kwestiach. Zachęcająco brzmiała zapowiedź rzecznika DexEU, że „konieczne są rozmowy twarzą w twarz”, a ekscytująco, informacja, że na niedzielę po południu znów zwołano ambasadorów, by przedstawić postępy. Emocje były tak ogromne, że gdy Politico napisało „jest deal”, mało kto doczytał zdanie do końca. A było tam napisane „jest deal na poziomie technicznym między zespołami negocjacyjnymi”. I tu był pies pogrzebany.

Jak się podejmuje decyzje w UE? Hierarchia ustalania porozumień w UE wygląda następująco: po pierwsze szczebel techniczny, czyli urzędnicy oddelegowani do prowadzenia negocjacji, dopiero potem etapy polityczne, zaczynając od polityków szefujących formalnie zespołom negocjacyjnym, poprzez ambasadorów akredytowanych przy UE, potem sherpów, czyli najbliższych doradców szefów państw i rządów, Radę Unii Europejskiej, czyli ministrów spotykających się na Radzie Ogólnej, i dopiero na końcu Radę Europejską, czyli szefów państw i rządów. Jak widać weekendowy deal, nie przeszedł nawet przez pierwszy polityczny próg.

Ze spekulacji na temat treści rozmów Raaba i Barniera warto wyciągnąć informację Reutera, według której Barnier zaoferował nowy tekst backstopu, podkreślający, że mechanizm chroniący północnoirlandzką granicę może obowiązywać przez określony czas dla całego UK, a nie tylko dla Irlandii Północnej, lub nawet nigdy nie wejść w życie. Co nie jest zaskoczeniem UK nie chciało się zgodzić na publikację dealu backstopu bez daty końcowej – „this won’t fly in Westminster” miał powiedzieć Raab według RTE.

Według Guardiana zaś UK nie mogło podpisać się pod backstopem, nie mając podkładki w postaci deklaracji politycznej. „Deal o wystąpieniu z UE bez porozumienia politycznego o przyszłych relacjach to żaden deal” – powiedziało Telegraphowi „źródło” na Downing Street. Dokładnie to samo mówił UKpoliticsPL wicedyrektor The UK in a Changing Europe Simon Usherwood.

To sugeruje przede wszystkim, że deal da się nadal osiągnąć, choć raczej nie na tym szczycie. Wiadomo na pewno, że odwołano poniedziałkowe spotkanie sherpów, a wtorkowe spotkanie ministrów ds. UE stoi pod znakiem zapytania. Reuter podaje, że do środy nie będzie żadnych negocjacji. “Brytyjczycy potrzebują więcej czasu” – miała powiedzieć ambasadorom zastępczyni Barniera Sabine Weyand: „Problem leży po ich stronie”.

Brytyjski(e) problem(y)

Pierwszy problem po stronie UK widać na pierwszy rzut oka, otwierając brytyjską prasę. Poniedziałkowy Observer i „i” donoszą, że David Davis namawia torysów do obalenia May, choć wcześniej mówił, że jego podanie się do dymisji nie miało w sobie żadnych elementów osobistej wendety. Niedzielny Sunday Times pisał, że do przewodniczącego Komitetu 1922 Grahama Brady’ego trafiło już 44 z 48 pism potrzebnych do organizacji głosowania w sprawie wotum nieufności.

Ale to dopiero początek. Boris Johnson w poniedziałkowym felietonie dla Daily Telegraph okrasza brak akceptacji dla pozostania w unii celnej słowami „aneksja”, „obce mocarstwo”, „separacja”, „uległość”, „upokorzenie”, „katastrofa”, „kpina”. Były przewodniczący Partii Konserwatywnej Iain Duncan Smith twierdzi w SkyNews, że premier powinna w ogóle wycofać się z jakiegokolwiek backstopu. A Jacob Rees-Mogg mówi na wiecu – według twitterowego konta Leave Means Leave – że „UE to organizacja mafijna, więc jeśli mówi, że strzeli wam w kolano, tym lepiej z niej wyjść.” A to tylko kilka cytatów z tzw. ultrabrexitowców.

Jest też oczywiście północnoirlandzkie DUP. Według Lisy O’Carroll z Guardiana DUP nie widziało jeszcze propozycji backstopu, ale – właśnie tym zaniepokojone – twierdzi, że „no deal” jest dziś „najbardziej prawdopodobny”. Observer ustalił, że przewodnicząca DUP Arlene Foster powiedziała to po – jej zdaniem – „trudnym i wrogim” spotkaniu z Michelem Barnierem, dodając, że DUP na no deal jest „gotowe”. W Belfast Telegraph Foster napisała wprost: „To [co proponuje Bruksela] to permanentna aneksja Irlandii Północnej i pozostawienie nas na zawsze w sytuacji podporządkowania zasadom tworzonym w miejscu, gdzie nie mamy nic do powiedzenia.”

Kluczowe jest jednak to, że spekulacje o pozostaniu w unii celnej poruszyły bardziej umiarkowanych brexitowców. Europoseł Daniel Hannan, który do tej pory „warunkowo popierał” plan z Chequers napisał, że „pozostanie w unii celnej byłoby katastrofą”. Hannan zgadza się z argumentami prezentowanymi wcześniej m.in. przez Steve’a Bakera, że jeśli UE dostanie możliwość realizacji tak korzystnego backstopu, to ją wykorzysta i nie będzie chciało podpisać z UK innej umowy. Krąg ministrów gotowych do rezygnacji z powodu unii celnej nie maleje – mówi się o siedmiu do dziesięciu osobach.

Największą niespodzianką weekendu była jednak informacja PoliticsHome o możliwości podania się do dymisji ministra ds. Szkocji Davida Mundella i… Ruth Davidson. Szefowa szkockich torysów miała napisać do premier May, wyrażając obawy o „nierówne traktowanie” poszczególnych części UK i wzmacnianiu tym samym głosu szkockich nacjonalistów. Davidson do tej pory jednoznacznie stała za May. Poza tym w ostatnim wywiadzie dla BBC przyznała, że „nadal głosowałaby za Remain”. Należała też, nieformalnie, do grupy torysów zgromadzonych wokół Policy Exchange, w tzw. Brexit Delivery Group, którzy gotowi byli popierać pozostanie w EOG/EFTA. Czy groźbę rezygnacji miałaby więc wywołać pozostanie w unii celnej, czy też raczej niepozostawanie we wspólnym rynku, trudno powiedzieć. Zwłaszcza, że Davidson nie wypowiada się już publicznie, gdyż spodziewa się wkrótce dziecka i na pewien czas zniknie z polityki.

Co dalej?

Po stronie unijnej cisza, ale po stronie UK będzie się w kolejnych dniach sporo działo. W poniedziałek ważne spotkanie Arlene Foster z irlandzkim premierem Leo Varadkarem. Wieczorem zaś brexitowcy z rządu May mają ustalać strategię przed oficjalnym posiedzeniem gabinetu we wtorek. May ma zaproszenie do wygłoszenia krótkiego przemówienia przed uroczystą kolacją szefów państw i rządów UE, inaugurującą szczyt Rady Europejskiej w środę wieczorem. Wcześniej będzie jeszcze w parlamencie odpowiadać na pytania posłów na cotygodniowej sesji PMQs w środowe popołudnie. W tle rozpoczyna się na poważnie batalia o budżetowe głosowanie. W poniedziałek Izba Gmin zaczyna obrady od pytań o Universal Credit.

48 More posts in Brexit_opinie category
Recommended for you
BrexitBrief 12 – UE nadal gotowa na nadzwyczajny szczyt ws brexitu

Unia Europejska nie przekreśliła możliwości organizacji nadzwyczajnego szczytu w listopadzie, UK mówi o grudniu propozycja...