O kształt brytyjskiej polityki migracyjnej warto powalczyć – komentarz

Premier Theresa May ogłosiła, że ostateczny kształt postbrexitowej polityki migracyjnej będzie zależeć od brytyjskiego parlamentu, a nowe zasady będą wprowadzane etapami.

Zapowiedź sprzeciwu europejskich polityków wobec prób rozdzielenia czterech swobód wspólnego rynku – umożliwienia UK pełnej kontroli nad imigracją przy pozostawieniu dotychczasowych zasad handlu usługami, towarami i kapitałem – doprowadziła do oświadczenia strony brytyjskiej o zamiarze wystąpienia ze wspólnego rynku, żeby „odzyskać kontrolę nad własnymi granicami”.

Tym samym premier May przypieczętowała postanowienie, że w przyszłości polityka migracyjna UK powstawać będzie w Londynie i o jej kształcie nie będzie rozmawiać z UE. Brytyjska zapowiedź „przywrócenia kontroli granic” i zakończenia swobodnego przepływu osób w praktyce nie musi jednak oznaczać szybkiego wprowadzenia znacznych utrudnień dla osób chcących podróżować i pracować w Wielkiej Brytanii po Brexicie.

Kluczowa liczba imigrantów

Po czerwcowym referendum ze strony minister spraw wewnętrznych Amber Rudd oraz z ust samej premier padały zapewnienia o konieczności „zmniejszenia liczby migrantów z UE”. Jednocześnie jednak najpierw kanclerz Philip Hammond zapowiedział, że sektor finansowy nie musi obawiać się o swobodę przepływu swoich pracowników, a w grudniu zarówno minister rolnictwa Andrea Leadsom, jak i minister biznesu Sajid Javid, przyznali, że konieczne będę także ułatwienia dla niewykwalifikowanych pracowników, odpowiednio sektora rolnego i budowlanego.

W lutym zarówno w przemówieniu premier May z Lancaster House, jak i w białej księdze, nie pojawiły się słowa o konieczności zmniejszenia liczby imigrantów. Piąty z dwunastu celów negocjacyjnych mówi tylko o „kontroli liczby osób przybywających do Wielkiej Brytanii”. Zawarte w obu dokumentach kluczowe sformułowania wskazujące na elastyczność w tej kwestii to „phased approach” i „parliament will decide”.

„Phased approach” – umowa handlowa czy imigracja

W momencie wystąpienia z UE rząd UK zamierza wprowadzić w Wielkiej Brytanii cały obecnie obowiązujący unijny dorobek prawny poprzez tzw. Great Repeal Act. Premier May liczy, że pomoże jej to uniknąć legislacyjnej próżni i uśmierzy obawy firm o powstanie tzw. efektu cliff edge, nagłej i trudnej do przewidzenia zmiany zasad. Zapewne też uważa, że skoro po obu stronach granicy brytyjsko-unijnej będą obowiązywały takie same prawa, to łatwiej jej będzie wypracować umowę handlową.

Biorąc pod uwagę, że swoboda przepływu osób, zapisana w europejskich traktatach, także stanowi część acquis communautaire, niewykluczone, że przynajmniej tymczasowo, UK pozostawi zasady przepływu osób w obecnym kształcie. Premier May zaznaczyła, że legislacja dotycząca imigracji będzie dyskutowana w parlamencie oddzielnie od Great Repeal Bill, ale paragraf 5.10 białej księgi głosi, że „przygotowanie do nowych ustaleń może wymagać procesu stopniowego wdrażania”. O „stopniowym podejściu” mówiła także premier May 17 stycznia w Lancaster House.

Według zapowiedzi premier May kształt nowej brytyjskiej polityki migracyjnej nie będzie negocjowany z UE. To co może być elementem negocjacji, to harmonogram wprowadzania zmian. Fakt, że do tej pory Wielka Brytania nie zasugerowała daty oddzielającej „starą imigrację” – na obecnych zasadach, od „nowej imigracji” – na podstbrexitowych zasadach, może podpowiadać, że UK zasiądzie do negocjacji z UE z całym spektrum opcji, włącznie z mało prawdopodobnym cofnięciem tej kurtyny do daty referendum, ale też przesunięciem jej na kilka lat do przodu. Niewykluczone, że premier May użyje tego jako karty przetargowej w zależności od otwartości UE na korzystne zasady handlu towarami i usługami.

„Parliament will decide” – parlament nie jest jednomyślny

Wielka Brytania spieszyć się z wprowadzeniem nowych zasad nie powinna, bo w UK dopiero trwają prace nad nowym modelem polityki migracyjnej. Great Repeal Bill ma wejść w życie w dniu wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE, a więc po zakończeniu negocjacji. Kiedy do parlamentu trafią projekty ustaw dotyczące nowych zasad migracyjnych i jak długo będą dyskutowane na razie nie wiadomo.

Przeniesienie debaty nad polityką migracyjną z mediów do parlamentu może być szansą na nowe otwarcie i podejście bardziej pragmatyczne. Nie tak dawno w komisji do spraw rolnictwa poseł Partii Konserwatywnej Neil Parish apelował o racjonalne podejście: „w moim okręgu bezrobocie wynosi 1 proc., (…) 75 proc. siły roboczej pochodzi z Europy Środkowej i Wschodniej. Nie mam miejscowych ustawiających się w kolejce do pracy.” Podobnych okręgów jest więcej. Dlatego zanim Wielka Brytania podejmie jakiekolwiek decyzje w sprawie swojej przyszłej polityki migracyjnej czeka ją jeszcze długa analiza sytuacji w poszczególnych sektorach i poszczególnych rejonach.

Wśród możliwych scenariuszy jest też oczywiście eskalacja retoryki antyimigracyjnej, jednak w porównaniu do kampanii referendalnej zajdzie przynajmniej jedna istotna zmiana. Imigracja stała się w referendum tematem przewodnim. Jednak o zwycięstwie zwolenników wystąpienia z UE równie dobrze mogło zdecydować hasło „odzyskania suwerenności”. To z tego drugiego powodu Theresa May zapewniła, że wyprowadzi Wielką Brytanię spod jurysdykcji Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i tym samym przywróci suwerenność brytyjskiemu parlamentowi. Ten gest może usatysfakcjonować znaczną część społeczeństwa, pozbawiając argument przywrócenia kontroli migracji jego prosuwerennościowego zaplecza. W takiej atmosferze postulat zmniejszenia liczby imigrantów nie będzie już tak nośny.

Pozostaną oczywiście – prawdziwe lub nie – argumenty o negatywnym wpływie napływu imigrantów: presji na obniżanie płac, obciążenia szkolnictwa, mieszkalnictwa i służby zdrowia, czy wreszcie poczucie zbyt szybko zachodzących kulturowych zmian w małych „zalanych przybyszami z Europy Środkowo-Wschodniej” społecznościach. Łatwiej będzie się jednak przebić argumentom pragmatycznym, przede wszystkim temu, że niskie bezrobocie w Wielkiej Brytanii w wielu regionach i sektorach po redukcji imigracji grozi faktycznym brakiem rąk do prac, a jeśli pracownicy – Brytyjczycy czy imigranci – zaczną zarabiać więcej, to ceny towarów pójdą w górę. Przy odpowiednich uwarunkowaniach partie opozycyjne będą też w stanie odwrócić argument: „presji na służbę zdrowia” w „służba zdrowia trzyma się dzięki pracy imigrantów”, a problemy w mieszkalnictwie, czy szkolnictwie zrzucić na niekompetentne zarządzanie władz lokalnych lub rządu.

Call for lobbying – o kształt brytyjskiej polityki migracyjnej można powalczyć

Brexit nastąpi i nie ma od tego odwrotu. Jednak zasady przyszłych relacji UK z UE, w tym dotyczące przepływu osób, to wciąż otwarta księga.

Zbliżająca się dyskusja parlamentarna nad kształtem przyszłej polityki imigracyjnej może być zupełnie inna, od tej którą znamy z mediów i partyjnych eventów ostatnich lat, ale tylko jeśli na posłów odpowiedni wpływ wywrą ich wyborcy. Jeśli zgodnie z założeniami białej księgi z punktu 5.9 „lokalne firmy i społeczności” przedstawią swoje poglądy i doświadczenia związane z imigracją, istnieje szansa, że w tej debacie usłyszani zostaną sami imigranci, Polacy pracujący w UK i prowadzący tutaj swoje firmy.

W kampanii referendalnej zarówno Unia Europejska, jak i Polska, i znaczna część Polonii, stanęły z boku i pozwoliły, aby Brytyjczycy rozmawiali sami ze sobą, często będąc przedmiotem rozmów, rzadko ich uczestnikiem. Teraz efekt tej debaty i głosowania wejdzie w życie w postaci Brexitu, ale jego kształt – kształt społeczeństwa i gospodarki Wielkiej Brytanii – nie jest jeszcze przesądzony. Czas, żeby brytyjska Polonia zdefiniowała swoje stanowisko, przygotowała argumenty i wzięła aktywny udział w tej debacie.

Przypisy do artykułu dostępne na życzenie. Zgoda na przedruk poprzez kontakt.

32 More posts in Brexit_opinie category
Recommended for you
Unia nie chce ukarać Wielkiej Brytanii – Agata Gostyńska-Jakubowska w rozmowie z UKpoliticsPL

UKpoliticsPL: Jaki kierunek negocjacji z Wielką Brytanią przyjęła Unia Europejska? Agata Gostyńska-Jakubowska: Od decyzji Brytyjczyków...