Wojna o władzę i priorytety trwa

Nick Clegg – pierwszy polityk, który decyduje o przyszłości Wielkiej Brytanii, choć przegrał wybory.

Niedawno mało kto potrafił podać nazwisko lidera partii Liberalnych Demokratów, popularnie zwanej LibDems, nie mówiąc już o jej założeniach programowych. LibDems postrzegani byli jako dziwactwo brytyjskiego systemu politycznego: trzymali się tych samych priorytetów, nawet jeśli rozumieli, że przez to nigdy nie wygrają wyborów. Zmarginalizowani w wyborach do parlamentu, w których ordynacja faworyzowała dwie główne partie, lepiej radzili sobie tylko w wyborach lokalnych, obejmując 20 procent stanowisk na niższych szczeblach administracji. Praca u podstaw przyniosła efekty dopiero, gdy po majowych wyborach okazało się, że po raz pierwszy od II wojny światowej Wielką Brytanią będzie rządzić koalicja.

Manifest wyborczy LibDems wygląda bardzo profesjonalnie. Za sloganem „sprawiedliwszego państwa” kryją się między innymi reformy podatkowe, cięcia wydatków rządowych, kontrola imigracji i ochrona wolności osobistych. LibDems chcą wprowadzić kwotę wolną od podatku na poziomie 10 tys. funtów rocznie i skontrolować majątki najbogatszych ulokowane za granicą. Są też zwolennikami zdecydowanej redukcji wydatków państwowych w momencie ustabilizowania sytuacji ekonomicznej, czyli od 2011 roku, aby ratować pogrążającą się w deficycie brytyjską gospodarkę. Ponadto postulują wprowadzenie systemu, w których imigranci spoza Unii mieliby prawo mieszkać tylko i wyłącznie w tych regionach, w których brakuje wykwalifikowanych pracowników. Są też przeciwni opłatom za studia i obowiązkowym dowodom tożsamości.

Wśród postulowanych zmian najbardziej rewolucyjne są reformy polityczne, przede wszystkim zmiana sytemu wyborczego na proporcjonalny, pełna wybieralność Izby Lordów i możliwość usuwania z urzędu skorumpowanych posłów. Mandat do tak rewolucyjnych posunięć uzasadnia to, że LibDems jako jedyni nie byli uwikłani w afery finansowe oraz fakt, że to ich najbardziej dyskryminowała ordynacja większościowa.

Krótko mówiąc: 6 maja 2010 wyborcy wydawali się po raz kolejny brutalnie ucinać marzenia wprowadzenia programu liberalnych demokratów w życie. Brytyjczycy raz jeszcze postawili krzyżyki przy nazwiskach i poglądach znanych od lat, ale fani LibDems z nadzieją patrzyli jak rezultaty napływające z kolejnych okręgów zbliżały Wielką Brytanię do „hung parliament”, w którym żadna z partii, po raz pierwszy od 36 lat, nie zdobyła ponad połowy głosów. Parlamentu, w którym 57 mandatów LibDems stanowi silną kartę przetargową, i w którym marzenia o realizacji własnego programu mają pewien odcień prawdopodobieństwa.

Gdy żadna z partii nie otrzyma większości mandatów, zwyczajowo prawo pierwszeństwa w formowaniu rządu przysługuje urzędującemu premierowi. Gordon Brown zrezygnował jednak z funkcji, a nowym premierem został David Cameron. Liderzy konserwatystów i liberalnych demokratów mieli trudne zadanie ułożenia wspólnego programu. Premier zdecydowanie nie chce zmian w systemie politycznym, ale co do kwestii imigracji, edukacji i pomysłów na walkę z kryzysem gospodarczym zapewnił, że można znaleźć pewne wspólne punkty.

Negocjacje pomiędzy libdemsami i konserwatystami trwają, a ich rezultaty pilnie śledzą wierni fani LibDems, ci którzy od lat z pełną świadomością głosowali na partię bez szans na władzę, ale za to z czystym sumieniem. Czy Clegg pozostanie wierny priorytetom, czy porwą go szpony władzy okaże się już wkrótce.

Artykuł opublikowany na www.londynek.net 5 maja 2010.

Dodaj komentarz

260 More posts in Polityka w UK category
Recommended for you
6 subiektywnych obserwacji po wywiadzie Andrew Marra z Borisem Johnsonem

To jest PingPong - brexitowy blog polityczny. 1.Minimalne odejście od strategii agresji, a może pokazanie...