„Lubię pomagać” – Joanna Dabrowska, kandydatka Partii Konserwatywnej na Ealingu w wyborach 2018

Joanna Dabrowska jest radną na Ealingu w okręgu Ealing Common i startuje w wyborach lokalnych 2018 z ramienia Partii Konserwatywnej.

UKpoliticsPL: Jak trafiła Pani do Partii Konserwatywnej?

Joanna Dabrowska: Jestem w partii od 16 roku życia. W 2001 roku do startu w wyborach lokalnych namówiła mnie osoba z zupełnie innej opcji, Włoch z Liberalnych Demokratów. Mówi: „Startuj! Pomożesz ludziom”. To jest sposób realizacji siebie i chęci niesienia pomocy innym. Na tym szczeblu nie robi się polityki dla pieniędzy, może gdzieś wyżej tak, ale na szczeblu radnego – zupełnie nie.

Wśród członków Partii Konserwatywnej panuje przekonanie, że Polacy są naturalnymi konserwatystami. Zgadza się Pani?

Polacy są bardzo zorientowani na swoje rodziny. Jesteśmy bardzo rodzinni. I też bardzo przedsiębiorczy, choć zawsze są wyjątki. Polak sam sobie pomoże zanim poprosi o pomoc. Polak jest sprytniejszy, praktyczniejszy. W tym sensie, tak, na papierze Polacy są naturalnymi konserwatystami. Stara emigracja bardziej, nowa natomiast jest antypolityczna, bo ma dość polityki w Polsce.

Niektórzy mają pretensje do Partii Konserwatywnej za Brexit, zastanawiają się co Pani partia zrobiła dla Polaków.

Cóż na poziomie lokalnym to działa tak, że mamy takie same priorytety dla wszystkich. Nie możemy traktować jakieś mniejszości specjalnie, bo to byłaby dyskryminacja. Myślę, że można tez powiedzieć, że jak nie jesteście ciekawi co się dzieje tutaj – a wielu Polaków w UK nadal zamyka się we własnym środowisku, ogląda tylko polską telewizję i korzysta z polskim mediów – to jak partia ma do was wyjść i traktować wyjątkowo.

Jakie są Pani priorytety w wyborach lokalnych 2018?

Startujemy pod hasłem „posprzątajmy Ealing”, chcemy żeby nasza dzielnica stała się czystsza, bezpieczniejsza i bardziej zielona.  Skupiamy się na sprawach lokalnych, takich jak naprawa zniszczonych nawierzchni ulic i uszkodzonych chodników. Chcemy także budować domy przyjazne środowisku, starać się o fundusze na budowę domów w przystępnych cenach, ale utrzymujących pewne standardy. Poza tym postaramy się, żeby ulice znów sprzątane były co tydzień, a nie jak pod rządami Labour co dwa, a odpady ogrodowe powinny być odbierane za darmo. Więcej szczegółów można znaleźć w naszym programie wyborczym.

Ma Pani 12 lat doświadczenia w radzie dzielnicy Ealing, jak wygląda praca radnej na co dzień?

Taki dzień z życia? Jadąc tu, nawet nie myślałam o polityce, bardziej o sprawach, które muszę załatwić. Przejeżdżałam obok czyjegoś domu i przypomniało mi się, że coś dla nich muszę zrobić, innej osobie obiecałam, że sprawdzę czy ma prawidło zarejestrowany samochód, mijam inne miejsce i tutaj planowanie, tutaj aleja drzew. Ludzie myślą, że polityka to Izba Gmin, gdzie politycy się kłócą, a to tylko mała część. Praca radnego jest zupełnie inna. Ludzie dziwią się, że nie mam biura, myślą, że ja tu w Ealing Town Hall pracuję w ciągu dnia, a ja tu jestem part-time.

Praca radnego w UK wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce. Tam radni mają biuro i urzędują między 8 a 16. Tu nie mam biura, a w sali, gdzie rozmawiamy, nikogo prawie nigdy nie ma, bo znaczną większość spraw załatwiamy przez telefon. W UK w miasteczkach zebrania rady odbywają się w ciągu dnia, ale w dużych miastach, tak jak u nas w Londynie, większość radnych w ciągu dnia ma normalną pracę w centrum i dojeżdża na zebrania po pracy, więc posiedzenia zaczynają się o 19:00 i kończą nawet o 23:00. Dlatego dzień jest bardzo długi.

Poza tym w Londynie jako radna gminy (borough councillor) zarabiam 9600 funtów brutto. Jako lokalny rzecznik Partii Konserwatywnej ds. planowania przestrzennego dostaję jeszcze dwa tysiące. Na marginesie, ludzie czasem mówią, że za dużo pieniędzy dostajemy, a ja się wtedy pytam: to czemu ty nie wystartujesz i słyszę „Za tyle pieniędzy, to ja bym tego nie robił.” W Polsce radni są na pełnym etacie. To ich praca zarobkowa, a u nas każdy obok obowiązków radnego ma normalne, regularne zawodowe zajęcia.

Jak wygląda Pani kontakt z mieszkańcami i lokalna Polonią?

Polacy przychodzą do mnie często. Przez wiele, wiele lat byłam chyba jedyną polską i mówiącą po polsku radną w całym kraju. W ogóle lubię kontakt z ludźmi, lubię rozmawiać. Czasem są też takie sprawy, że e-mail nie wystarcza. Sprawy, które wymagają bezpośredniego kontaktu, a ponieważ jestem w radzie odpowiedzialna za planowanie przestrzenne, więc muszę zobaczyć na własne oczy mapy, czy plany. Czasem też na przykład starsze osoby lubią porozmawiać twarzą w twarz, tak od serca.

Od ponad 10 lat robię raz w miesiącu specjalne surgery – dyżury – dla Polaków. Zawsze pytam skąd są w Polsce, bo zjechałam ją wzdłuż i wszerz, i zawsze mnie interesują takie rzeczy. Polacy mogą też oczywiście przychodzić do mnie na sobotnie surgery dla Anglików. Pojawiają się różni ludzie, nie tylko z mojego okręgu. Na przykład przed chwilą zadzwoniła pewna osoba, która mieszka w zupełnie innej dzielnicy. Kontaktuje się ze mną wielu Polaków, którzy mieszkają na Ealingu, ale nie w moim okręgu. Moje nazwisko jakoś tak przekazywane jest z ust do ust i ludzie przyjeżdżają, na przykład z Hull. Teraz może częściej dzwonią lub piszą maile, ale kiedyś przyjeżdżali.

Rozmawiacie o problemach, a potem?

Jeśli mogą pomóc, to pomagam. Polacy, choć nie tylko, często chcą porozmawiać o kwestiach prawnych, albo o różnych prywatnych sprawach, czy na przykład chorobach. Tu nie mogę za bardzo pomóc, ale zawsze wysłucham. Angielski radny pobyłby godzinkę na swoim surgery i powiedziałby „do widzenia”, a ja często siedzę do północy, bo czeka 15 osób. Zawsze daję się wygadać, szczególnie, jeśli dana osoba wydaje się bezsilna, bo na przykład nie rozumie tutejszego systemu.

A jak w praktyce wygląda załatwianie spraw, w których może Pani pomóc?

Obok budynku, w którym teraz rozmawiamy, znajduje się budynek administracji. Gdy muszę załatwić jakąś sprawę, konsultuje się właśnie z nimi. Siedząc tutaj, nie wiem kto jest w biurze, wysyłam maila, ale tak jak wszędzie urzędnicy dostają też inne maile i trzeba w tej kolejce mailowej stanąć. Zazwyczaj odpowiedzi mogę udzielić w ciągu 10 dni. Oczywiście jak sprawa jest skomplikowana to może ciągnąć się dłużej. Trudne, domowe sprawy, te związane z dziećmi, z social services zajmują więcej. Mam jednak dobre relacje z pracownikami administracji, więc czasem mogę coś nawet w 5 minut załatwić. Ale jeśli jakiś radny nie ma dobrych stosunków, to czeka, albo w ogóle nie dostanie odpowiedzi. Dlatego lepiej na radnych wybierać osoby obrotne.

Pani jest taką osobą?

Jestem bardzo pragmatyczną osobą. Takie zdroworozsądkowe podejście. Lubię pomagać w zakresie jaki wymaga ode mnie bycie radną, ale też w sensie praktycznym. Bo jak ktoś do mnie przyjdzie i powie, że ma taki i taki problem, ale to nie jest sprawa dla radnego, ja chcę mimo to pomóc. Chce wykorzystać swoje doświadczenie.

Ale też mówię zawsze prosto z mostu. Anglicy są bardzo „lovely”, nie powiedzą wprost. A ja tak, nawet jeśli prawda jest trudna – np. czy ktoś dostanie zasiłki, czy nie, jakie ma realne szanse. Przychodzą do mnie ludzie mówiąc, że są chorzy i chcą mieszkanie councillowskie. Ja mówię: proszę bardzo, ale na takie rzeczy czeka się 5-8 lat i nawet wtedy nie ma gwarancji, bo zawsze znajdą się ludzie w trudniejszej sytuacji, np. z większa liczbą dzieci.

Przyszła do mnie kiedyś pani z dziećmi, stała przed mną tak jak wyszła z domu dzień wcześniej, przespała się gdzieś na ławce. Było widać, że wcześniej biedy nie było, luksów też nie, ale raptem znalazła się bez niczego – i ja w tym momencie muszę szukać awaryjnie mieszkania i jakiejś gotówki, bo portfel i wszystko zostało w domu.

Zetknęła się Pani z wieloma takimi ekstremalnymi sytuacjami?

Każda sprawa jest inna. Tych ekstremalnych nie mam aż tak dużo. Polak to jest dumny charakter i nie chce prosić o pomoc. Tak jak ja. Zrobię wszystko sama.

Ale czasem jednak coś się wydarzy. Kiedyś o północy w piątek przez innych ludzi, którzy też działali społecznie, dowiedziałam się, że jest pewna rodzina na Ealingu awaryjnie potrzebująca pomocy. Przez telefon mówię znajomym, żeby przekazali, że spotkam się z tą rodziną za pół godziny przez budynkiem rady, czy przed administracją, bo to jest bardziej znane miejsce. Północ. Zimno. „Ile dzieci?” – pytam. Trójka, lat 7, 8 i 10. Taki wiek, że same sobie jeszcze nie poradzą. Starsze dzieci są odważniejsze, bardziej samodzielne, poproszą o jedzenie, a dziecko małe nie. A szczególnie jak jest bieda, niedożywienie. Myślę co zrobić. Mam kiełbasę, mam chleb, kanapki zrobiłam, zgarnęłam „Kubusie”, jakieś herbatniki, bo nie wiem jak długo sytuacja potrwa. Spotkałam się z nimi. Widac, że rodzice to alkoholicy. Daję matce jedzenie, mówię: daj dzieciom. A ona je sama. Nie mieli kasy. Dzwonię, żeby opieka społeczna dała im nocleg, a właściwie dwa noclegu i proszę o hostel, bo są dzieci.

Potem szukam ich w systemie. Czy dzieci chodzą do szkoły, bo o dzieci mi chodzi najbardziej. Okazuje się, że nie istnieją w systemie. Dzieci zostały wstępne zarejestrowane do szkół. Ale rodzice nie istnieją. I tu jest problem, czy zabieramy im dzieci – a tego nie chcę, to powinna być ostateczność. Często słyszę, że gazety piszą, że opieka społeczna „zabiera dzieci”. A w większości przypadków dla takich działań jest uzasadnienie i zabranie dzieci to ostatnia deska ratunku. Mówię tym rodzicom: „nie jesteście w systemie”. A tak – odpowiadają – bo on na czarno pracował przez ostatnie 5 lat. Nigdy się nie zameldował. Nie musi się nawet meldować, ale musi istnieć w systemie ze względu na podatki, ubezpieczenia i wtedy było naprawdę blisko tego, żeby zabrać te dzieci.

Byłam szczera i mówiłam: albo rejestrujecie się dziś albo będzie źle. Załatwiłam im hotelik za grosze, jeden pokój i nawet negocjowałam, oni mają tylko 50 funtów, ale 10 trzeba im zostawić, na dojazdy, jedzenie, jakies kalorie na jutro. Zgodzili się. Takie rzeczy też trzeba w tej pracy robić.

Rozmawiała w Londynie Kasia Sobiepanek

219 More posts in Polityka w UK category
Recommended for you
Labour chce sprawiedliwej polityki migracyjnej – relacja z letniej konferencji Fabian Society

"Skandal Windrush dał możliwość zmiany narracji na temat migrantów, stworzenia polityki opartej na zasadach sprawiedliwości...