Kto nowym brytyjskim komisarzem w Komisji Europejskiej?

Wielka Brytania chce uzyskać ważne stanowisko w Komisji Europejskiej, najchętniej kontrolę nad sprawami związanymi z gospodarką. Jednak wywołany przez Camerona konflikt o nominację Jean-Claude’a Junckera na szefa KE, znacznie obniżył pozycję negocjacyjną przed zbliżającym się nadzwyczajnym szczytem Rady Europejskiej, który ma zadecydować o rozdziale głównych stanowisk.

Maleją szanse Andrew Lansley’a na pracę w Komisji Europejskiej. Przez kilka tygodni lider Izby Gmin uważany był za faworyta do objęcia stanowiska komisarza z rekomendacji UK. Teraz jednak, po otwartym sporze Camerona z szefami państw i rządów pozostałych krajów UE i krytyce Junckera chętnie podchwyconej przez brukowa prasę, Londyn musi szukać wyjścia i obłaskawić nowego szefa Komisji, szczególnie, że Brytyjczycy marzą o ważnym portfolio. Właściwie nie tylko marzą, gdyby trzeci co do wielkości kraj UE nie otrzymał jednego z kluczowych zakresów kompetencji była by to kolejna porażka Camerona, na Wyspach zapewne odebrana jako afront wobec całej Wielkiej Brytanii.

Cameron może krytykować Junckera na forum europejskim, ale podgrzewanie antyunijnych nastrojów w UK nie leży także w jego interesie. Juncker również zadeklarował, że zależy mu na utrzymaniu UK w UE, ale żeby dać Wielkiej Brytanii ważne portfolio musi otrzymać kandydata większego kalibru niż Lansley.

Brytyjska prasa uznała, że dobrym sposobem na zdobycie przychylności nowego szefa Komisji jest nominacja kobiety, bowiem Juncker głośno apelował o zwiększenie ich liczby. Z tym jest jednak problem, bo wiadomo, że komisarz musi być konserwatystą, a w tej akurat partii kobiet na eksponowanych stanowiskach jest jak na lekarstwo. Wysłanie minister Theresy May potraktowano by w Brukseli jak afront, bo należy ona do najzagorzalszych eurosceptyków i jej kandydatura mogłaby wywołać burzę w Parlamencie, który ostatecznie w głosowaniu musi zatwierdzić nominacje.

Inny pomysł to wysłanie minister ds. Irlandii Północnej Theresy Villers. Też jest eurosceptyczna, ale jako była europosłanka nie ma aż tak złej opinii w Brukseli. Tylko po takiej nominacji Cameron musiałby szukać innej kobiety do utrzymania minimalnej liczby pań w swoim gabinecie. Ciekawym pomysłem byłaby nominacja baroness Warsi, obecnie wiceminister w Foreign Office, w końcu konserwatyści jako pierwsi nominowali muzułmanina na szefa swojej frakcji. Warsi to jednak też może nie być ten kaliber.

W Foreign Office jest jeszcze jeden kandydat, który bez wątpienia pasowałoby idealnie do pracy w Brukseli. Jest nim obecny minister ds. Europy David Lidington. Jednak Cameron może nie chcieć go stracić przed tak szumnie zapowiadaną renegocjacją warunków członkostwa.

Ponadto, powód, dla którego wszyscy wymienieni powyżej kandydaci mogą nie zostać nominowani, to fakt każdy z nich jest posłem, więc wyjazd do Brukseli wiązałby się z wyborami uzupełniającymi w jego okręgu, a to i wysiłek i ryzyko dla konserwatystów.

Najprawdopodobniej, więc ostatecznie do Brukseli pojedzie ktoś ważny z Izby Lordów. Najwyższe notowania ma ostatnio Michael Howard. Po baroness Ashton, która zajmowała się przez ostatnie pięć lat unijną polityka zagraniczną, UK celuje teraz w portfolio związane z gospodarką, najchętniej rynek wewnętrzny. Pozycja Howarda wydaje się wystarczająca, aby otrzymać tego rodzaju zakres obowiązków, gdyż jest byłym liderem Partii Konserwatywnej. Ma też pełne poparcie konserwatywnych eurosceptyków, ale jednocześnie jest do przełknięcia dla Brukseli, bo ostatnio nie angażował się w europejską, czy antyeuropejską politykę premiera.

Czasu na wybór kandydata nie ma zbyt wiele. Teoretycznie do września, jednak wiadomo, że kluczowe stanowiska mogą zostać rozdane nawet już 16 lipca, podczas nadzwyczajnego posiedzenia Rady Europejskiej.

Dodaj komentarz

117 More posts in Brexit_fakty category
Recommended for you
Johnson sugeruje UE wstrzymanie się z decyzją o kolejnym opóźnieniu brexitu

W piśmie do posłów Izby Gmin premier Boris Johnson daje do zrozumienia, że zachęca Unię...