Komu zaufasz, Brytanio? – dzień przed wyborami

Uznane nazwiska w politycznym modelowaniu przewidują, że konserwatyści zwiększą lub znacznie zwiększą swoją przewagę w parlamencie, nawet do ponad 100 mandatów. Choć na tle zapowiadanej jeszcze miesiąc temu przewagi 200 mandatów nie wygląda to imponująco, ale dziś konserwatyści mają przewagę 12 mandatów i każde zwiększenie tej liczby z praktycznego punktu widzenia będzie sukcesem, i po tak wygranych wyborach partia zrobi wszystko, żeby o tej kampanii jak najszybciej zapomnieć.

Model lorda Ashcrofta 48-78 [mandatów przewagi]

Chris Hanretty 100

Michael Thrasher 48 (na podstawie wyników wyborów lokalnych)

Matthew Lebo i Helmut Norpoth 48

Electoral Calculus 72

Nigel Marriot 100

Election Data 124

Sondaże

Ostatni sondaż przed wyborami jako pierwsze przedstawiło Opinium, dając konserwatystom przewagę 7pp, czyli o plus minus 1 pp. więcej niż mieli w 2015 roku, gdy zdobyli większość absolutną 12 mandatów. 7pp. przewagi stało się w ostatnich dniach magiczną liczbą powtarzaną m.in. przez Mike Smithson i Keirana Pedley (7-9pp.) z Political Betting.com, czy Bena Walkera z Britain Elects.

Jednak poszczególne pracownie zdecydowanie różną się w przewidywaniach. Dla przypomnienia: w ostatnich dniach dwie, YouGov i Survation, sugerowały, że wybory przyniosą parlament bez większości absolutnej żadnej z partii. To ich wyniki od kilkunastu dni najdobitniej pokazywały zarówno pniecie się Labour w górę, jak i spadek poparcia dla konserwatystów. Pozostałe pracownie zauważyły podobny trend, ale na znacznie mniejszą skalę, pozostawiając konserwatystów z przewagą od 6 do 12 pp. Gdy tylko pojawią się ostateczne sondaże, przedstawimy je na naszych kontach na Twitterze i FB.

Na naturalne pytanie: „Skąd takie różnice?” jest kilka odpowiedzi. Tuż przed wyborami w 2015 roku pracownie zjednoczyły się we wspólnym werdykcie przewidującym hung parliament. Pomyliły się, w konsekwencji cześć skorygowała metodologię. Z kolei przed unijnym referendum przeciwstawiano sobie sondaże telefoniczne i internetowe. Te drugie miały być bardziej zawodne, ale okazały się  bliższe prawdy. Teraz gorący temat to podziały pokoleniowe i klasowe, a szczególnie szacunkowe założenia frekwencji różnych grup w ramach tych dwóch klasyfikacji. YouGov zakłada wyższą niż inne pracownie frekwencję wśród młodych, bardziej procorbynowskich wyborców. Uważa także, że grupy C2 D i E, klasa pracująca, pojawią się przy urnach chętniej niż zakładają inne pracownie, a także, że poparcie dla konserwatystów w tych grupach systematycznie spadło przez cały czas trwania kampanii i teraz jest niższe niż poparcie dla Labour (-4). Podobnie myślą w Ipsos Mori, podczas gdy ICM, ComRes, PanelBase i ORB zakładają, że konserwatyście nadal są popularniejsi (odpowiednio: +9, +1, +4, +4).

Niezależnie od tego pollsterzy przypominają: procentowy podział głosów to jedno, ale wynik – szczególnie w obliczu ewidentnego powracania wyborców do dwóch głównych partii – niezmiennie zależy od rozmieszczenia głosów w 650 okręgach, w których toczy się 650 oddzielnych bitew. Niewielkie nawet przesunięcia w poparciu procentowym na skalę krajową w porównaniu do poprzednich wyborów mogą oznaczać duże zmiany w liczbie mandatów w nowym parlamencie.

Wszystkie „ale” razem wzięte

Naukowcy podchodzący do wyborów w sposób matematyczno-statystyczny najczęściej mają rację. Ale nawet najściślejszy model i najbardziej skrupulatnie przeprowadzony sondaż pozostanie jednak szklaną kulą, w której odbijają się empiryczne wrażenia, że Theresa May popełniła błąd, rozpisując te wybory.

Chciała umocnić swoją pozycją przed negocjacjami z Brukselą. Tymczasem ufa jej coraz mniej Brytyjczyków, a wizja przyszłości opiera się na „szansach”, które mogą się pojawić lub nie w zależności od tego – jak sama przyznaje – jak potoczą się rozmowy z UE. Zapisy dotyczące wystąpienia UK z Unii Europejskiej w programie Partii Konserwatywnej są ogólniejsze niż proponowane wcześniej w Lancaster Speech i białej księdze. Ani sam Brexit, ani model polityki migracyjnej nie stały się tematem tej kampanii. Nie było dyskusji o deficycie i długu państwowym. Za to May jako chyba pierwsza w historii liderka dwukrotnie złamała obietnice programowe jeszcze przed wyborami, najpierw zmieniając plan finansowania opieki socjalnej nad osobami starszymi z ich nieruchomości, a potem – po zamachach w Londynie – obiecując, że jeśli będzie trzeba wycofa brytyjski podpis z Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka, choć wcześniej obiecała pozostać stronę tej umowy przez całą następną kadencję parlamentu.

Ucierpiał także jej wizerunek jako byłej minister spraw wewnętrznych, która rządziła przez długi okres obniżania funduszy na policję. Nie pomogła informacja po zamachach, że dodatkowe kompetencje dla służb granicznych – które pozwalają nie niewpuszczanie z powrotem do Wielkiej Brytanii osób, które podejrzewane są o walkę po stronie ISIS, nawet jeśli mają brytyjskie paszporty – nie były wykorzystywane. Nie pomógł też image samej premier. Początkowe postrzeganie May jako ciężko pracującej, skrupulatnej osoby ustąpiło miejsca oskarżeniom o dyktaturę i przekonaniu, że wraz z najbliższymi współpracownikami działa izolacji od świata rzeczywistego i gdy ten zaczyna się zachowywać nieprzewidywalnie lub zadawać trudne pytania, May zaczyna się denerwować.

Z drugiej strony Jeremy Corbyn przynajmniej kilkakrotnie pokazał się z bardzo dobrej strony i o 1/3 zwiększył swoje poparcie w sondażach, a Partia Pracy z 20-kilku wskoczyła na 30-kilkuprocentowe poparcie. Okazało się, że Corbyn potrafi występować przed kamerą, udzielać wywiadów i uciszać sympatyków, gdy ci buczą podczas pytań dziennikarzy. Jego umiejętności interpersonalne zacznie wykraczają poza ofertę May. Labour przestała też na czas kampanii atakować samą siebie. Porównując obrazki ze skrupulatnie nadzorowanych występów May i wyglądających na spontaniczne i żywiołowe wieców Corbyna można by pomyśleć, że to jemu dużo prościej będzie porwać za sobą wyborców.

Obok poprawiającego się wizerunku lidera, także program, zawierający radykalnie lewicowe postulaty, nie odrzucił wyborców od Labour. Paradoksalnie, to po publikacji manifestu poparcie dla Partii Pracy zaczęło rosnąć. Partia Pracy w przeciwieństwie do konserwatystów przedstawiła wiele szczegółów w tych obszarach polityki, w której czuje się najlepiej. Centrum jej przekazu, szczególnie pod koniec, stała się walka z austerity i wyrównywanie szans, gwarancja niepodnoszenia podatków dla osób zarabiających mniej niż 80 tys. funtów rocznie, likwidacja opłat za studia, nacjonalizacja kolei, gwarancje praw do pozostania w UK dla mieszkających tu już obywateli UE. W planie Corbyna nie ma szczegółów Brexitu, ale nikt ich nie oczekiwał. To May miała być specjalistką w tej dziedzinie. Corbyn jest po prostu sobą, mówi o sprawiedliwości, tak jak promował ją od ponad 30 lat na tylnych ławach, nie raz głosując przeciwko własnej partii, wspierając zaś tych, których uważał za słabszych lub niesprawiedliwe traktowanych, nawet jeśli pochodzili z irlandzkiej Sinn Fein.

May miała wygrać te wybory bez problemu. John Stradfford, wieloletni działacz partii i przewodniczący Campaign for Conservative Democracy ostrzegał jednak 5 tygodni dokładnie przed tym, co się stało: konserwatyści stracili rozpęd, Labour miała więcej aktywistów, a granice okręgów ciągle jej sprzyjają. Sprzyjać może także element niepewności, bo po unijnym referendum i zwycięstwie Donalda Trumpa w USA, gdy wyborcy idą do urn, nikt nie powinien być zbyt pewny komu ostatecznie zaufają. May najprawdopodobniej spokojnie wygra te wybory, ale nie na tych zasadach, na jakich chciała je wygrać.

200 More posts in Polityka w UK category
Recommended for you
Poprawki do mowy tronowej odrzucone

W czwartek  popołudniu odbyła się ostatnia debata nad mową tronową w Izbie Gmin, nieformalny test...