Brytyjski przyjaciel Rzeczpospolitej

Photo: Crown copyright/Flickr Photographer: Georgina Coupe

Photo: Crown copyright/Flickr
Photographer: Georgina Coupe

Bardziej polonijna niż międzynarodowa wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Londynie nie przyniosła zmiany w stosunkach polsko-brytyjskich. Relacje Londynu i Warszawy opierają się wciąż przede wszystkim o politykę wewnątrz Unii Europejskiej i kwestie bezpieczeństwa. W tym drugim sporo nas łączy, w tym pierwszym trochę dzieli, mamy jednak wspólny strategiczny interes.

Oba rządy Camerona – pierwszy koalicyjny z 2010r. i drugi, utworzony samodzielnie po majowych wyborach – przyjęły ostry kurs wobec Unii Europejskiej. Ogłoszenie chęci przeprowadzenia do końca 2017r. referendum w sprawie członkostwa UK we wspólnocie, poprzedzonego renegocjacją warunków, zwiększyło polityczny dystans Londynu i Warszawy, rządzonej przez otwarcie proeuropejską koalicję Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Do pogorszenia atmosfery przyczyniło się już w 2009r. wystąpienie brytyjskich konserwatystów z Europejskiej Partii Ludowej, do której należą PO i PSL, i stworzenie przez nich własnej, eurosceptycznej grupy wspólnie z Prawem i Sprawiedliwością. W kolejnych latach Warszawę, tak jak i całą Europę, niepokoił brak konkretów, które Cameron chce uzyskać od Unii Europejskiej w ramach renegocjacji.

Z czterech kwestii, które ostatecznie Londyn chce renegocjować z Brukselą, relacje polsko-brytyjskie najmocniej komplikuje dziś domaganie się reformy swobodnego przepływu osób w ramach UE i ograniczenie dostępu obywateli innych państw członkowskich do świadczeń socjalnych w Wielkiej Brytanii. Nastroje wobec imigrantów, w tym licznej brytyjskiej Polonii, są coraz mniej przychylne. Przyczynił się do tego sam premier, który w styczniu 2014r, w popularnym niedzielnym talk show politycznym Andrew Marra powiedział, że Polacy nie powinni mieć prawa pobierania zasiłków na dzieci, jeśli te mieszkają nadal w Polsce. Podsycił tym samym propagowane przez tabloidy przekonanie, że Polacy na Wyspy przyjeżdżają głównie po zasiłki.

Dodatkowym nieprzyjemnym akcentem było ujawnienie przez tygodnik „Wprost” taśm z nagraniem rozmów ministrów Radosława Sikorskiego i Vincenta Rostowskiego, na których ówczesny minister spraw zagranicznych w nieparlamentarny sposób komentuje pogorszenie przez Camerona relacji Wielkiej Brytanii z UE. Pozornie wewnętrzna polska sprawa została wtedy użyta jako argument w brytyjskiej dyskusji o zdolności Camerona do renegocjacji stosunków z Brukselą. Premier Wielkiej Brytanii musiał się nawet tłumaczyć na jednej z konferencji prasowych po szczycie Rady Europejskiej.

Problem praw polskich imigrantów w Wielkiej Brytanii jest nośny medialnie i może sprawiać wrażenie, że Londyn i Warszawę więcej dzieli niż łączy. Dlatego ważne były słowa Camerona, który po wizycie prezydenta Andrzeja Dudy powiedział Polskiej Agencji Prasowej, że Polacy zawsze będą na Wyspach mile widziani i że próby reform nie są wymierzone w konkretne grupy. Musimy jednak pamiętać, że są to tylko słowa dla polskiej prasy, nie ostateczne decyzje.

Dwa kolejne warunki renegocjacje Camerona wiążą się już ściślej z ideą integracji europejskiej. Na życzenie zwolnienia Wielkiej Brytanii z konieczności podlegania zasadzie „coraz ściślejszej Unii” Bruksela prawdopodobnie się zgodzi, a Polska nie ma na to wpływu. Z kolei zwiększenie roli parlamentów narodowych w stanowieniu unijnego prawa, może w Polsce znaleźć sympatyków, szczególnie, jeśli dojdzie do zmiany partii rządzącej. Prezydent Duda, reprezentując stanowisku PiS-u, powiedział w wywiadzie dla Daily Telegraph, że zgadza się z Cameronem co do sprawy „suwerenności”. – Suwerenność jest dla nas kwestią podstawową i w tej kwestii podzielam stanowisko brytyjskiego premiera. – powiedział Duda i dodał, że z Cameronem łączy go też wiara w fundamentalne kwestie, jak ta, że UE powinna być wspólnotą niezależnych państw.

Czwarty, i chyba najważniejszy, warunek renegocjacyjny Camerona zbiega się z polskimi interesami niezależnie od tego, która opcja będzie rządzić w Warszawie. Polska i Wielka Brytania pozostają poza strefą euro i tym samym dzielą obawę o odsunięcie od podejmowania najważniejszych decyzji gospodarczych we wspólnocie. Choć Wielka Brytania pod rządami konserwatystów nie pretenduje do przewodzenia Europie i bywa postrzegana jako outsider europejskiej integracji to pilnuje swojego głównego interesu w UE – korzyści gospodarczych z wymiany handlowej. Londyn chce mieć pewność, że ewentualne silniejsze integrowanie się strefy euro nie zagrozi integralności jednolitego rynku europejskiego, ani pozycji londyńskiego City jako centrum transakcji finansowych. Polska, choć w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii kiedyś wspólną walutę przyjmie, to do tego czasu także musi pilnować, aby być „przy stole, a nie w menu”. Wspólne cele to także chęć dokończenia budowy jednolitego rynku cyfrowego i wspólnego rynku usług i energii.

Niezależnie od opcji politycznej w Polsce, Londyn i Warszawa będą też podobnie patrzeć na kwestie bezpieczeństwa w Europie Środkowej i Wschodniej. Wraz ze zwiększającą się niepewnością na wschodzie Europy i rosnącym zagrożeniem ze strony Moskwy we wspólnym interesem obu krajów leży wypełnianie zobowiązań Sojuszu wobec państw bałtyckich. Geopolityczne położenie Polski powoduje naturalne zainteresowanie stabilnością w regionie. Ale Wielka Brytania także doświadcza na własnych granicach dużej aktywności samolotów rosyjskich, a jej relacje z Rosją od pewnego czasu regularnie ulegają pogorszeniu. Rosyjska ambasada w Londynie pozowała sobie nawet na kąśliwe uwagi wobec premiera, stając niejako w obronie nowo wybranego ultralewicowego lidera opozycyjnej Partii Pracy.

Dlatego ustalenia szczytu w Newport co do rozbudowania tzw. wschodniej flanki Sojuszu zostały przyjęte pozytywnie zarówno w Warszawie, jak i w Londynie. Wielka Brytania regularnie udostępnia swoje myśliwce do operacji patrolowych w przestrzeni powietrznej państw bałtyckich oraz wysyła wojska na wspólne ćwiczenia w regionie. Wątek rozwijania wschodniej flanki NATO pojawił się także teraz w rozmowach prezydenta w Londynie. Duda stwierdził, że Cameron podtrzymuje swoje zobowiązania do wzmacniania NATO w regionie. Z takiego stanowiska zadowolony jest zarówno polski rząd, jak i opozycja.

Polska i Wielka Brytania zajmowały jednak różne stanowiska w sprawie stworzenia armii europejskiej. Sprzeciw Wielkiej Brytanii wynikał z niechęci wobec dublowania struktur natowskich, natomiast obecny polski rząd widzi w projekcie ważny filar integracji europejskiej. Temat wywołany niedawno ponownie przez szefa Komisji Europejskiej Jean Claude’a Junckera, podchwyciła brytyjska prasa sugerując, że Cameron może się zgodzić na wspólną armię europejską, jeśli w zamian Unia przychyli się do sugerowanych przez Londyn reform swobodnego przepływu osób. Paweł Świdlicki z Open Europe mówi jednak, że na udział Brytyjczyków w europejskich strukturach wojskowych nie ma co liczyć. Co najwyżej, jeśli inne państwa członkowskie spróbują podjąć taką inicjatywę Wielka Brytania nie będzie im w tym przeszkadzać.

Z punktu widzenia polskiej polityki interesujące jest jak Cameron traktował prezydenta Dudę: tylko oficjalnie jak prezydenta, czy także jako jednego z liderów sojuszniczej opcji politycznej? To oczywiście oficjalna wizyta głowy państwa, ale w ciągu godzinnej rozmowy mogli też znaleźć czas na omówienie spraw partyjnych i europartyjnych, jeśli tylko prezydent miał do tego mandat. Paweł Świdlicki z Open Europe uważa jednak, że zmiana na stanowisku prezydenta nie wpływa na razie znacząco na stosunki polsko-brytyjskie, bo politykę międzynarodową w pierwszej kolejności prowadzi rząd. Gdyby ten miał się zmienić, na pewno ze strony Londynu można spodziewać się przyjaźniejszych gestów, choć nie rozwiązuje to problemu różnic politycznych, od polityki klimatycznej do spraw swobodnego przepływu osób w UE.

Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Londynie była oficjalnie związana przede wszystkim z obchodami 75 rocznicy Bitwy o Anglię. Prezydent spotkał się w wielu miejscach z brytyjską Polonią, a także z weteranami. W części uroczystości prezydent brał udział wspólnie z brytyjskim premierem, podczas spotkania z westernami w Lancaster House obecny był także minister obrony Wielkiej Brytanii Michael Fallon. Obaj brytyjscy politycy otwarcie mówili o zasługach polskich pilotów w czasie Bitwy o Anglię. To uznanie cieszy. Jednak polityka historyczna i współczesna to dwie różne sprawy. Jeśli w Warszawie zmieni się rząd, możemy spodziewać się więcej przyjaznych sygnałów z Londynu, ale ktokolwiek będzie rządził w Warszawie nie może zapomnieć o starej zasadzie, że Brytyjczycy nie mają stałych przyjaciół, tylko stałe interesy.

Tekst w pierwotnej wersji ukazał się na portalu miesięcznika „Stosunki Międzynarodowe

Dodaj komentarz

132 More posts in Highlight category
Recommended for you
Brexit Brief 18: Głosowanie odłożone

- May odkłada głosowanie umowy brexitu w parlamencie - May wygrywa głosowanie wotum nieufności, ale...