Hard Brexit coraz bardziej realny – komentarz

Potencjalnie wybuchowo zapowiada się wtorkowe wystąpienie Liama Foxa w Światowej Organizacji Handlu (WTO). Prawicowe media – Telegraph i Express – twierdzą, że brytyjski minister ds. handlu międzynarodowego zapowie tam „odzyskanie” dla Wielkiej Brytanii samodzielnego głosu w WTO.

Od ponad 40 lat Wielką Brytanię, jak wszystkie państwa wspólnoty europejskiej, reprezentuje w WTO unijny komisarz ds. handlu. To jeden z elementów wspólnej polityki handlowej i unii celnej. Deklaracja chęci odzyskania fotela w tej organizacji po wystąpieniu z UE oznacza pierwszą poważną deklarację brytyjskiego rządu na temat wizji przyszłych relacji UK-UE – chęć wyjścia UK z unii celnej.

Do tej pory premier May wstrzymuje się z deklaracjami wizji przyszłych relacji z UE. Oficjalnie powiedziano jedynie, że Wielka Brytania chce kontroli nad liczbą imigrantów napływających z UE. Przecieki prasowe i wypowiedzi poszczególnych ministrów w wywiadach i przed parlamentarnymi komisjami każą przypuszczać, że rząd nie uzgodnił jeszcze innych fundamentów wizji przyszłych relacji z UE. Najprawdopodobniej trwa spór, czy zostać w unii celnej i we wspólnym rynku lub jakichś jego elementach – to „soft Brexit” popierany najprawdopodobniej przez Ministerstwo Skarbu i kanclerza Philipa Hammonda – czy wyjść i szukać preferencyjnego dostępu już z zewnątrz przy jednoczesnym negocjowaniu nowych umów handlowych z głównymi potęgami poza UE – to „hard Brexit”.

Kancelaria premier May zapowiedziała, że rząd nie będzie na bieżąco komentował szczegółów przygotowywanej strategii negocjacyjnej. Premier nakazała milczenie, gdy minister ds. Brexitu David Davis powiedział w Izbie Gmin kilka tygodni temu, że Wielka Brytania najprawdopodobniej wyjdzie ze wspólnego rynku. Rzecznik ministerstwa tłumaczył potem, że była to „opinia ministra”, a nie stanowisko rządu. Kilka dni temu May skrytykowała także ministra spraw zagranicznych Borisa Johnsona, który stwierdził, że Wielka Brytania rozpocznie proces występowania z UE w lutym 2017.

Dlatego słowa Foxa o samodzielnym miejscu UK w WTO, jeśli rzeczywiście padną, nie będą raczej oficjalnym stanowiskiem rządu. Przynajmniej na razie. Należy z nich jednak ewentualnie wyciągnąć pewne wnioski.

Z jednej strony minister Fox może chcieć wykorzystać okazję, aby – tak jak David Davis w Izbie Gmin – zadeklarować publicznie swoje stanowisko, a tym samym wzmocnić nacisk na premier May ze strony zwolenników Brexitu w wersji hard. Fox uważany jest przez brytyjską prasę za najmniej dyplomatycznego i najprawdopodobniej najbardziej dogmatycznego przeciwnika UE. Prasa już od dłuższego czasu spekuluje, że może być źródłem największych problemów dla rządu, bo nie chce szukać z UE kompromisu i po prostu wierzy, że uwolniona od „dyktatu Brukseli” Wielka Brytania będzie prosperować jako champion wolnego handlu na świecie.

Tak naprawdę jednak nie wiemy co myśli sama premier May i nie mamy powodów przypuszczać, ze nie zgadza się z trzema Brexiteerami, a jej chęć uciszania ministrów wynika tylko i wyłącznie z prób utrzymania stanowiska jak najdłużej w tajemnicy.

Na pewno dając Foxowi tekę ministra do spraw handlu międzynarodowego May zdawała sobie sprawę, że negocjacja umów o wolnym handlu poza UE może nastąpić tylko po wyjściu UK z unii celnej, Wiedziała też dobrze jakie poglądy reprezentuje w tej sprawie Fox. Znają się od lat. W lutym, gdy May decydowała, czy poprzeć Remain czy Leave, spotkała się z nim na godzinnym lunchu. Obecna premier była wtedy rozpatrywana jako potencjalna liderka Leave. Ostatecznie poparła linię Davida Camerona, ale w kampanii Remain praktycznie nie brała udziału.

W weekend Sunday Times opublikował fragmenty książki dziennikarza Tima Shipmana na temat kampanii przedreferendalnej. Cytując dobrze poinformowane źródła, Shipman pisze, że jesienią 2015 ówczesny premier zastanawiał się o co prosić w Brukseli w ramach ustalania nowych warunków członkostwa UK w UE, które miały przekonać Brytyjczyków, że warto we wspólnocie pozostać. Na jednym ze spotkań w tej sprawie Theresa May miała powiedzieć, że kanclerz Angela Merkel nie zgodzi się na zmianę zasad swobodnego przepływu osób w UE, nie ma więc sensu jej o to w ogóle prosić. David Cameron przywiózł potem z Brukseli układ, który mało kogo satysfakcjonował.

Dziś premier May mówi, że kontrola imigracji to nienegocjowany warunek przyszłych relacji z UE. Jeśli nadal rozumuje tak samo jak rok temu, to wierzy, że kanclerz Niemiec nie pozwoli UK na pozostanie we wspólnym rynku i na kontrolę imigracji z UE. A to wyklucza norweski i szwajcarski model relacji UK i UE, bo oba te państwa za pełny lub preferencyjny dostęp do wspólnego rynku płacą nie tylko składką do unijnego budżetu, ale i akceptacją swobodnego przepływu osób.

Wyjście z unii celnej oznaczałoby z kolei odrzucenie modelu tureckiego, który pozwala na kontrolę swobodnego przepływu osób, brak wpłat do unijnego budżetu. Członkostwo w unii celnej ułatwia dostęp do wspólnego rynku i stosowanie prostszych przepisów dotyczących pochodzenia towarów, nie pozwala jednak na samodzielne układanie relacji handlowych z państwami trzecimi. W modelu tureckim nie ma miejsca dla ministerstwa Foxa i jego wizji „przewodzenia szarży po swobodniejszy i bardziej sprawiedliwy handel na świecie”.

Z istniejących modeli pozostaje więc opcja kanadyjska – negocjacja porozumień w sprawie bezcłowego dostępu do wzajemnych rynków niektórych towarów. Brytyjczykom przede wszystkim powinno jednak zależeć na swobodnym handlu usługami z UE, które stanowią 78 proc. brytyjskiego PKB i powodują nadwyżkę w eksporcie do UE. Kanadyjskie porozumienie negocjowano 7 lat, brytyjskie byłoby dużo bardziej skomplikowane i zajęłoby potencjalnie znacznie więcej czasu. Na to, że w taki model celować będzie brytyjski rząd wskazywać mogą także coraz częstsze apele ze strony londyńskiego City o wprowadzenie – po podpisaniu umowy o wystąpieniu z UE – łagodzącego szok przejściowego porozumienia z UE do czasu wynegocjowania ostatecznego porozumienia.

Niektórzy mówią, że referendum dało Theresie May mandat do twardych negocjacji z UE. Zapominają jednak, że przy znanym wyniku referendum jej poparcie dla Remain daje jej w Europie coś jeszcze – możliwość powiedzenia „Nie chcę, ale muszę. Będzie Brexit w wersji hard.”

[update – poniedziałkowy Financial Times donosi, że ministrowie nakazali urzędnikom przygotować pomysły na złagodzenie skutków wystąpienia z unii celnej, takie jak zatrudnienie setek celników i budowę infrastruktury na granicach.]


Jeśli mielibyście przeczytać codziennie tylko jeden artykuł w brytyjskiej prasie, to polecimy Wan najciekawszy. Codziennie rano na FB.

33 More posts in Brexit_opinie category
Recommended for you
Co powie i co zrobi Boris Johnson? – analiza

Nadchodzi kluczowy okres w procesie rozwodu Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. Następny etap będzie jednak...