Decydujący pojedynek o no deal brexit? Co się dzieje w brytyjskim parlamencie.

To jest PingPong – brexitowy blog polityczny

Pierwszy tydzień września przynosi prawdopodobnie decydujące starcie między rządem – deklarującym gotowość do wystąpienia z UE bez porozumienia – a połączonymi siłami opozycji i części Partii Konserwatywnej, które chcą taki scenariusz wykluczyć. Efektem mogą być przyspieszone wybory.

Rząd Borisa Johnsona zadecydował o zakończeniu obecnej sesji parlamentu 9 września i niewznawianiu obrad aż do 14 października, czyli dwa i pół tygodnia przed domyślną datą brexitu. Choć ruch ten jest zgodny z prawem, to spiker John Bercow nazwał go „zniewagą dla konstytucji”, a wielu ekspertów podkreśla, że w systemie opartym na konwencjach, takie działanie nie ma precedensu. Przerwa na jesienny sezon konwencji partyjnych na stałe wpisana jest do parlamentarnego kalendarza. Ta jednak jest znacznie dłuższa niż zwyczajowe trzy tygodnie i przez fakt, że oddziela dwie odrębne sesje wstrzymuje nie tylko obrady w głównej izbie, ale zmusza parlamentarzystów do zaprzestania wszelkich prac w komisjach i kasuje wszystkie projekty ustaw, którym nie udało się dotąd wejść w życie.

Ograniczenie czasu do czterech dni przed końcem sesji spowodowało przyspieszenie konsultacji opozycji i rebeliantów z Partii Konserwatywnej. Zdecydowano, że błyskawicznie spróbują przejąć kontrolę nad porządkiem obrad. Pierwszy krok to prośba o nadzwyczajną debatę na podstawie Standing Order 24. Zazwyczaj takie debaty nie mają mocy decyzyjnej, teraz jednak spiker – uważany za przeciwnika no deal i obrońcę „suwerenności parlamentu” – może zezwolić na wiążące głosowanie. Debata planowana jest na wtorkowy wieczór. Jeśli przeciwnicy no deal wygrają, kolejny krok to wprowadzenie w środę projektu ustawy zmuszającej rząd, by w razie braku ratyfikacji porozumienia z UE do 19 października, poprosił UE o kolejne przedłużenie artykułu 50, tym razem do 31 stycznia.

Kancelaria premiera wydała ostrzeżenie, że torysi, którzy przyłączą się do rebelii, stracą szansę startu w kolejnych wyborach z ramienia Partii Konserwatywnej. Boris Johnson zapowiedział też w poniedziałek, że zablokowanie brexitu bez porozumienia spowoduje, że dalsze negocjacje z UE będą „absolutnie niemożliwe”.

Zob też:
Boris Johnson: negocjacje z UE będą „absolutnie niemożliwe”, jeśli parlament zablokuje no deal

Przynajmniej dwoje torysów Antoinette Sandbach i były wiceminister spraw zagranicznych Alistair Burt publicznie ogłosiło, że nie boją się deselekcji. Kilku innych torysów już od tygodni zapowiada, że i tak nie wystartuje w kolejnych wyborach, więc groźba w praktyce ich nie dotyczy. W środę Justine Greening i Keith Simpson ogłosili, że także nie wystartują już z ramienia Partii Konserwatywnej. Łączenie 21 posłów Partii Konserwatywnej, w tym były kanclerz Philip Hammond i były wicepremier David Lidington, może według dziennikarza ITV Roberta Pestona zagłosować wspólnie z opozycją. Pod wtorkowym wnioskiem o nadzwyczajną debatę podpisało się 8 torysów. Głosowanie za – według Alexa Wickhama – potwierdziło na razie 14.

W niedzielę odpowiedzialny za przygotowania do no deal minister Michael Gove nie wykluczył możliwości, że nawet przyjęcie projektu ustawy opozycji nie będzie oznaczało, że wejdzie ona w życie. Część komentatorów odebrało to jako lekceważenie parlamentu, część jako ukrytą sugestię, że ustawa nie wejdzie w życie, gdyż dojdzie do przyspieszonych wyborów.

Choć Boris Johnson powiedział w poniedziałek, że nie chce nowych wyborów, to jego doradcy anonimowo informowali dziennikarzy, że rząd planuje wybory na 14 października, jeśli opozycja zablokuje opcję no deal. Wniosek taki zgodnie z ustawą o kadencyjności parlamentu wymagałby większości 2/3.

Jeremy Corbyn powiedział w poniedziałek, że poprze każdy wniosek o nowe wybory, ale wieczorem pojawiły się już wątpliwości. Odradzał to m. in. były premier Tony Blair, sugerując, że rząd wykorzysta potem królewską prerogatywę, by przesunąć termin wyborów na termin po 31 października, tym samym zamykając parlamentowi wszelkie drogi do zablokowania brexitu bez porozumienia. To samo mówił we wtorek rano kanclerz Philip Hammond w programie Today: „Nie poprę wniosku o przyspieszone wybory dopóki ustawa [blokująca no deal] nie zostanie przyjęta. (bo) Premier ma statutowe uprawnienia, żeby już po przyjęciu wniosku o rozwiązanie parlamentu przesunąć datę wyborów na termin po 31/10.” W imieniu Labour Shami Chakrabarti tłumaczyła później, że partia zgadza się na taką sekwencję: najpierw eliminacja no deal, potem nowe wybory.

Rząd Johnsona jest w bardzo trudnej sytuacji, ale nic nie jest jeszcze przesądzone.

Oczywiście sojuszowi opozycji i rebeliantów może jednak się nie udać przeforsować własnej ustawy. W takiej sytuacji możliwy jest powrót do planu złożenia własnego wniosku o wotum nieufności. Jeśli o wotum prosi opozycja wniosek można przyjąć zwykłą większością. Wtedy też do wyborów nie dochodzi od razu, ale parlament ma najpierw 14 dni na wyłonienie spośród siebie nowego premiera, który uzyskałby zaufanie Izby Gmin.

Opozycja rozważała ten scenariusz latem, jednak z jednej strony Liberalni Demokraci i część mniejszych partii opozycyjnych była niechętna poparciu Jeremiego Corbyna nawet jako tymczasowego premiera, a z drugiej Corbyn z powodów wizerunkowych nie chciał oddać tej funkcji kandydatom kompromisowym. Plan ten oczywiście także naraża przeciwników no deal na pewne niebezpieczeństwo: jeśli inny polityk niż Boris Johnson nie zdobędzie zaufania Izby Gmin, wybory odbyłby się najwcześniej tydzień przed planowaną datą brexitu, a w praktyce rząd mógłby je rozpisać nawet na termin po 31 października.

259 More posts in Polityka w UK category
Recommended for you
Wybory odłożone przynajmniej do listopada

To jest PingPong - brexitowy blog polityczny Izba Gmin po raz drugi odrzuciła rządowy wniosek...