David Cameron – lider, który popełnił błąd

David Cameron uważa, że o poparcie Polaków zabiegać nie musi, zapomniał jednak najwyraźniej, że w zbliżających się wyborach Polacy mieszkający w UK także będę mogli wziąć udział.

Ostatnie wypowiedzi Davida Camerona na temat polskich imigrantów zostały potraktowane niezwykle poważnie przez polskie media. Jednak choć retoryka brytyjskiego premiera boli i martwi, to trzeba zrozumieć, że ofensywa przeciwko imigrantom nie ma podłoża antypolskiego i jest jedynie elementem strategii wyborczej Partii Konserwatywnej, efektem słabości jej przywództwa oraz braku szans na zwycięstwo w majowych wyborach europejskich i samorządowych.

Polscy imigranci, jak niegdyś polski hydraulik, są dziś narzędziem w wewnętrznej walce politycznej. Narzędziem, którym najłatwiej było przemówić do wyobraźni wyborców, gdy UK musiało otworzyć granice dla Rumunów i Bułgarów. Bądźmy szczerzy: w 2004r. Polaków na Wyspy faktycznie pojechało znacznie więcej niż przewidywano. Dziś Cameron próbuje tym argumentem udowodnić, że nie można ufać Partii Pracy, która sprawowała wtedy władzę. Ucieka się do tego, bo choć sytuacja gospodarcza UK znacznie się poprawiła to jednak wyborcy nie przypisują konserwatystom zasługi wyjścia z kryzysu i w sondażach przeciętnie dają tej partii o 10 proc. głosów mniej niż gotowi są przeznaczyć dla Labour.

Cameron ucieka w populizm już od dłuższego czasu. Gdy w 2005 r. obejmował ster przywódcy opozycji wierzył, że detoksykacja Torysów da im władzę. Zapowiedział koniec z wizerunkiem „wrednej” partii elit, a temat Unii Europejskiej i imigracji nie istniał w kampanii wyborczej w 2010r. Tamte wybory jednak zarazem wygrał i przegrał: przełamał trzynastoletnie wygnanie do ław opozycyjnych, ale zdobył zbyt mało głosów, żeby stworzyć samodzielny rząd. Od wyborów coraz wyraźniej widać, że w 2005r. konserwatystom udało się zjednoczyć i wybrać lidera tylko na czas kampanii. Pierwsze rysy uwidoczniły się już, gdy koalicyjny partner, Liberalni Demokraci, wymusił wprowadzenie do rządowego programu postulatów liberalnych, a do rządu własnych ministrów. W rezultacie wielu konserwatystów zostało od początku skazanych na tylne ławy Izby Gmin. Szybko okazało się też, że nowi posłowie są bardziej eurosceptyczni i bardziej konserwatywni niż mógłby to sugerować manifest wyborczy, pod których się podpisali. Rebelie tylnych ław dotyczyły głównie spraw europejskich, ale uniemożliwiły też realizację jednego z punktów umowy koalicyjnej, który zakładał reformę Izby Lordów. Dotknięci tym Liberalni Demokraci zablokowali z kolei reformę okręgów wyborczych, ważną, być może nawet kluczową dla Konserwatystów, dla których pozostawienie starego systemu oznacza około 20 mandatów mniej w kolejnych wyborach do Izby Gmin. Jest niezwykle prawdopodobne, że w kolejnych miesiącach rebelianci będą przedstawiali kolejne populistyczne projekty ustaw.

Na tak podzieloną partię naciska z prawej strony UKIP na czele z charyzmatycznym Nigelem Faragem. Ich populistyczna retoryka antunijna i antyimigrancka po raz pierwszy zaprocentowała już w wyborach europejskich w 2009r. Nie miała jednak przez długi czas przełożenia na wybory krajowe. W lutym zeszłego roku UKIP uplasował się jednak na drugim miejscu w wyborach uzupełniających i z sondażu na sondaż poprawia notowania. W tej chwili ma największe szanse na drugi wynik w eurowyborach, tuż za Labourzystami, ale Konserwatystów bardziej niepokoi fakt, że UKIP może też wstrząsnąć wyborami samorządowymi, na rok przed wyborami do Izby Gmin. Farage przejął już elektorat skrajnie prawicowej BNP, przyciągnął do siebie wyborców niezdecydowanych oraz rozczarowanych konserwatystami. Nad Cameronem wisi więc widmo katastrofy.

Obserwując trendy premier musiał uznać, że prostą drogą do zaspokojenia z jednej strony żądań członków własnej partii, a z drugiej przekonania do siebie wyborców jest kurs antyunijny i antyimigrancki. Nigel Farage napisał na Twitterze, że Cameron próbuje go naśladować, ale mu to nie wychodzi, bo tak naprawdę nie wierzy w to co mówi. Cameron nie jest bowiem ideologiem, a człowiekiem PR-u (podobno autorem wdrażanej obecnie PR-owej koncepcji jest doradca Lynton Crosby).  W co wierzy premier trudno właściwie powiedzieć. Gdybyśmy pominęli sensacyjne tytuły prasowe i poszukali nieco głębiej to odkryjemy, że Cameron kilkakrotnie podkreślał, że nie ma nic przeciwko imigrantom, którzy przyjeżdżają pracować do UK i chce jedynie zamknąć granicę dla tzw. turystów zasiłkowych. Cameron na pewno nigdy nie zagłosowałby za „ever closing union”, ale też nie jest eurofobem: w przemówieniu zapowiadającym referendum podał szereg argumentów za pozostaniem w UE. Niestety jednak nie jest też silnym liderem z poważnym zapleczem. Choć pochodzi z generacji Thatcherystów (w latach 80-tych studiował w Oksfordzie) to nie zjednoczył Konserwatystów tak jak Żelazna Dama. Nie został też drugim Tonym Blairem wyznaczającym swojej partii zupełnie nowe wspólne cele.

Większość zmian jaka faktycznie zostanie wprowadzona w systemie socjalnym dotyczyć będzie wszystkich mieszkających w UK. Wielka Brytania ma prawo zmieniać swoje wewnętrzne prawo dotyczące przyznawania zasiłków, tak długo jak nie narusza ono równego statusu wszystkich obywateli UE. To co może naprawdę martwić to nie faktyczne działania brytyjskiego rządu, ale krzywdząca populistyczna retoryka. Cameron bezsprzecznie wyrządza Polakom krzywdę, karmiąc populistyczne media, przyczyniając się do szerzenia ksenofobii i niszczenia relacji między Polakami i Brytyjczykami. Wiele badań przeprowadzonych przez polskie i brytyjskie think-tanki pokazuje, że Polacy tak naprawdę wspomaga brytyjską gospodarkę, a nie jej szkodzą. To właśnie promowała przed wyborami w 2010r. grupa Conservative Friends of Poland, na spotkaniach której gościło także kilku obecnych ministrów. Dziś niepokoi to, że polski głos przestał byś słyszany w Partii Konserwatywnej. Jednak gorączkowanie się słowami brytyjskiego premiera nie ma sensu. W każdym razie nie teraz, bo retoryka Camerona i tak prawdopodobnie jeszcze się zaostrzy.

Dobrym momentem na wypowiedzenie własnego zdania będzie natomiast maj i wybory europejskie oraz samorządowe, w których mogą wziąć udział wszyscy mieszkający na Wyspach Polacy. Podczas konferencji prawego skrzydła Partii Konserwatywnej usłyszałam kiedyś od kandydatki na posłankę Izby Gmin, że „Polacy są z natury konserwatywni”, dlatego o poparcie z ich strony nie trzeba zabiegać. Wydaje się, że jeśli Cameron nadal będzie w taki sposób testować cierpliwość i tolerancję to wielu, nawet z natury konserwatywnych, Polaków mieszkających w UK w majowych wyborach z czystym sumieniem będzie mogło zagłosować na kandydatów innych partii.

Dodaj komentarz

30 More posts in Brexit_opinie category
Recommended for you
Brexit na emocjach – stan gry 35 dni do wyborów

Ogłaszając wybory, Theresa May o ponad miesiąc odsunęła początek oficjalnych negocjacji z UE. Nieoficjalnie jednak...