Co powie i co zrobi Boris Johnson? – analiza

Nadchodzi kluczowy okres w procesie rozwodu Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. Następny etap będzie jednak trudniejszy, między innymi dlatego, że dopiero teraz gabinet May podejmie ostateczną decyzję jak dokładnie Wielka Brytania pragnie ukształtować sobie długoterminowe relacje z Unią. Jak ważny w tym procesie może okazać się głos ministra spraw zagranicznych Borisa Johnsona – pisze dla UKpoliticsPL analityk Paweł Swidlicki.

Można go kochać lub nienawidzić, lecz nie da się zaprzeczyć, że Boris Johnson odegrał kluczową rolę w uzyskaniu Brexitu. Jego decyzja, aby ostatecznie wesprzeć „Leave” zapewniła tej kampanii impet, wiarygodność, zastrzyk ekstrawagancji oraz zasięg medialny. Sondaże poprzedzające referendum wykazały, że wyborcy ufali Johnsonowi w sprawie UE bardziej niż Davidowi Cameronowi. Jednak po triumfie w kampanii szczęście jakby odwróciło się od Borisa, zwłaszcza gdy Michael Gove powiedział, że nie miałby zaufania do premiera Borisa Johnsona, i że sam będzie ubiegał się o to stanowisko. Upokorzony Johnson został zmuszony porzucić kandydowanie, lecz otrzymał od Theresy May koło ratunkowe w postaci stanowiska ministra spraw zagranicznych.

Jego mianowanie miało ukoić obawy zwolenników Brexitu w Partii Konserwatywnej i poza nią, że nowy rząd May ustąpi w negocjacjach i zdradzi ich postulaty. Jednak od początku ewidentne było, że rola Borisa w negocjacjach będzie ograniczona. Dowodem na to było stworzenie dwóch nowych ministerstw – do spraw wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE oraz handlu międzynarodowego – które odjęły FCO sporą część prac powiązanych z Brexitem. FCO co prawda nadal odpowiada za dwustronne relacje z państwami europejskimi, ale obecnie owe relacje są kompletnie zdominowane przez Brexit. Borisowi pozostało więc jeździć po świecie i promieniować entuzjazmem świetlanej przyszłości Wielkiej Brytanii.

Niecały rok od referendum upłynął pod znakiem totalnej dominacji Theresy May. Mogła polegać na całkowitym posłuszeństwie swoich ministrów i posłów – brutalnie egzekwowanym przez jej szefów sztabu Nicka Timothy i Fionę Hill – bezkrytycznym poparciu centro-prawicowych gazet oraz pozornie beznadziejnej oraz podzielonej opozycji. W tej sytuacji Boris nie miał wielkiego pola do popisu i May, która od początku mu nie ufała, nie wahała się przypomnieć mu jego miejsca w szeregu, raz nawet publicznie porównywając go do psa, którego właściciel postanowił zgładzić.

Sytuacja radykalnie się zmieniła po wyborach parlamentarnych w czerwcu 2017, gdy po fatalniej kampanii Partia Konserwatywna straciła większość w Izbie Gmin i May objawiła się jako słaba przywódczyni. Udało się jej pozostać na stanowisku, ponieważ żaden poważny alternatywny kandydat lub kandydatka – w tym Boris – nie miał wystarczającego poparcia wewnątrz partii. Jednak wynik wyborów i konsekwentne osłabienie May dało Borisowi (oraz innym ministrom) większą swobodę w wypowiadaniu się na temat Brexitu. W lipcu, odpowiadając na pytanie o tak zwany rachunek rozwodowy, który Wielka Brytania będzie musiała zapłacić Unii Europejskiej, powiedział niedyplomatycznie, że „Unia może sobie pogwizdać”.

Tymczasem, wstępne negocjacje brutalnie objawiły nierówny podział sił pomiędzy Wielką Brytanią a Unią, i aby utrzymać proces negocjacji, Wielka Brytania została zmuszona do złagodzenia wstępnych postulatów, co też Theresa May zrobiła w przemówieniu we Florencji. Jednak, tydzień przed jej kluczowym wystąpieniem, The Daily Telegraph opublikował długi na ponad cztery tysiące słów felieton Borisa, w którym przedstawił on własną, ambitną wizję Brexitu. Zarówno treść, jak i sam fakt publikacji wzbudziły duże kontrowersje i zostały powszechnie uznane za próbę sił z May. Zwolenników Brexitu bardzo pocieszył pozytywny i mało kompromisowy ton w porównaniu do żmudnej rzeczywistości twardych negocjacji w Brukseli.

Incydent ten, jak i późniejszy wywiad w The Sun, w którym Boris przedstawił cztery czerwone linie sprzeczne z polityką rządu w przeddzień partyjnej konferencji, ukazały dziwną dynamikę. Z jednej strony rola w kampanii referendalnej dała mu pewien immunitet, z drugiej jednak nie przełożyła się na realny wpływ na politykę rządu; gdyby ją miał, to nie musiałby prowadzić publicznego lobbingu. Do tego można też zaliczyć jego słowa podczas październikowego polsko-brytyjskiego Belvedere Forum, gdy powiedział, że prawa polskich obywateli na Wyspach będą chronione „cokolwiek się stanie” w negocjacjach, zanim powiedziała to Theresa May. Można było odnieść wrażenie, że Boris w FCO czuje się trochę jak w złotej klatce, więźniem w swojej własnej kreacji.

Przed referendum Boris mógł cieszyć się szeroką popularnością, między innymi dlatego wygrał wybory burmistrza w Londynie, gdzie elektorat jest bardziej liberalno-lewicowy. Po referendum jednak jego popularność bardzo ucierpiała – sondaż YouGov w zeszłym miesiącu pokazał, że tylko 28% wyborców ma o nim pozytywną opinię, zaś 57% – negatywną. Fatalną opinię o nim mają zwolennicy „Remain”, którzy nie wybaczyli mu wiodącej roli w kampanii referendalnej, a szczególnie nieuczciwej obietnicy, że Brexit oznaczać będzie dodatkowe 350 milionów funtów dla służby zdrowia. Lecz ochłodził się także nieco stosunek do Borisa elektoratu Partii Konserwatywnej – ich nowym bohaterem został Jacob Rees-Mogg, ultra-konserwatywny (jak na brytyjskie warunki) poseł, który wyrósł na nowego orędownika Brexitu. Oprócz tego mało kompetentne zachowanie Borisa w sprawie Nazanin Zaghari-Ratcliffe – obywatelki Wielkiej Brytanii i Iranu uwięzionej przez reżim w Teheranie – też dodatkowo osłabiło jego notowania.

Nadchodzi kluczowy okres w procesie rozwodu Wielkiej Brytanii z Unią. Tygodnie intensywnych negocjacji, w które May zaangażowała się osobiście bardziej niż do tej pory, przyniosły przełom w postaci wstępnej umowy wyjścia. „Wystarczający postęp” został przypieczętowany na ostatniej Radzie Europejskiej, gdzie przywódcy państw i rządów UE wyrazili zgodę na rozmowy na temat okresu przejściowego i przyszłych relacji. Następny etap będzie jednak trudniejszy, między innymi dlatego, że dopiero teraz gabinet May podejmie ostateczną decyzję jak dokładnie Wielka Brytania pragnie ukształtować sobie długoterminowe relacje z Unią. Czy priorytetem będzie utrzymanie dostępu do wspólnego rynku i współpracy w innych dziedzinach, jak bezpieczeństwo, czy też na pierwszym miejscu stanie odzyskanie maksymalnej suwerenności?

Podczas kampanii Boris mówił, że Wielka Brytania nie będzie musiała wybierać, że będzie mogła „mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko”. Unia jednakże dała już wyraźnie do zrozumienia, że o takiej sytuacji mowy być nie może. Tuż przed tą arcyważną dyskusją wewnątrz gabinetu Boris Johnson raz jeszcze powiedział w Sunday Telegraph, że nie wyobraża sobie by Wielka Brytania została „państwem wasalnym” Unii, czyli była zmuszona dalej dostosować się do unijnych regulacji, jeśli sobie tego nie życzy.

Taki kurs jest bardzo ryzykowny, ponieważ nie tylko drastycznie zawęża pole przyszłych relacji handlowych, ale może także doprowadzić do rozmycia wstępnej umowy wyjściowej – konkretnie zapisu, że Wielka Brytania utrzyma w pełni te regulacje wspólnego rynku oraz unii celnej, które mają na celu uniknięcie twardej granicy pomiędzy Irlandią Północną a Republiką Irlandii. To z kolei może oznaczać całkowity rozpad negocjacji, wstrząs gospodarczy oraz nowe wybory, w których faworytem będzie Partia Pracy prowadzona przez skrajnie lewicowego Jeremiego Corbyna.

Z tego powodu, oraz obserwując zachowanie do tej pory – publiczne stawianie twardych postulatów, aby ostatecznie poprzeć bardziej kompromisową i pragmatyczną linię May – można sądzić, ze Boris jednak nie postawi na swoimi, ani nie zrezygnuje z rządu. Jednak, co mogłyby potwierdzić David Cameron, z Borisem nigdy do końca nie wiadomo. Zawsze możliwy jest nieprzewidywalny zwrot akcji. Może się okazać, że miarka się według niego przebrała, że rząd poszedł o jeden kompromis za daleko, i że Boris nie chce już być kojarzony z realną formą Brexitu, bo woli formę abstrakcyjną, ale wierną obietnicom złożonym przez siebie w kampanii referendalnej.

42 More posts in Brexit_opinie category
Recommended for you
PingPong (7) – Ultrabrexitowcy zmuszają rząd do zaostrzenia kursu

16 lipca 2018 To jest PingPong - brexitowy blog polityczny Parlament w trzecim czytaniu przyjął...