Cameron ustąpił eurosceptykom

Rząd nie będzie jednomyślny w sprawie członkostwa UK w UE. Wbrew wcześniejszym deklaracjom premier nie zabroni eurosceptycznym ministrom namawiania do głosowania za wystąpieniem z Unii Europejskiej.

Przed unijnym referendum każdy z członków brytyjskiego rządu będzie samodzielnie decydować, którą opcję poprze: „pozostać” czy „wystąpić”. Premier ogłosił to we wtorek w Izbie Gmin, referując przebieg grudniowej Rady Europejskiej, na której omawiano m.in. warunki renegocjacji brytyjskiego członkostwa w UE.

Premier poinformował, że po zakończeniu negocjacji rząd przedstawi klarowne rekomendacje w sprawie głosowania. Jednak w kampanii przedreferendalnej ministrowie nie będą musieli popierać oficjalnej linii rządowej i otrzymają wolną rękę w namawianiu swoich wyborców do poparcia pozostania lub wyjścia z Unii.

Premier cały czas utrzymuje, że uda mu się wynegocjować lepsze porozumienie i będzie wtedy mógł zarekomendować Brytyjczykom głosowanie za pozostaniem we wspólnocie.

Pytany o przyczyny zarzucenia dyscypliny premier powiedział: – Organizacja referendum i przeprowadzenie negocjacji to elementy polityki rządowej, z którymi wszyscy się zgadzają. Uznaję jednak, że niektórzy członkowie rządu mają od lat niezmienne poglądy w sprawie Unii.

Decyzję z zadowoleniem przyjęli głośni ostatnio eurosceptycy, w tym Graham Brady przewodniczący zrzeszającego posłów z tylnych ław Komitetu 1922, który nazwał decyzję Camerona „właściwą reakcją”. Lord Lawson, honorowy przewodniczący grupy Conservatives For Britain, która optuje za wyjściem z UE i zrzesza przynajmniej 50 eurosceptycznych posłów, uznał decyzję za „zdroworozsądkową”.

Od kilku tygodni konserwatywni eurosceptycy naciskali na premiera, aby pozwolił ministrom na niepodporządkowywanie się rządowemu stanowisku. Chodziło szczególnie o czterech ministrów znanych z utrwalonych eurosceptycznych poglądów: ministra pracy i emerytur Iana Duncuna Smitha, ministra kultury Johna Whittingale’a, a także minister ds. Irlandii Północnej Theresę Villers i Przewodniczącego Izby Gmin Chrisa Graylinga, o których mówiło się, że gotowi są podać się do dymisji, jeśli David Cameron zabroni im publicznego głoszenia poglądów w sprawie referendum.

Za narzuceniem rządowej dyscypliny  optowali m.in. były premier John Major, były minister spraw zagranicznych William Hague, a także przedstawiciele Partii Pracy.

KOMENTARZ:

Cameron daje ministrom swobodę w podjęciu decyzji, aby utrzymać jedność w partii. Premier przewiduje, że uda mu się uzyskać od Brukseli spełnienie minimum brytyjskich żądań, a następnie przeprowadzi z sukcesem kampanię za pozostaniem we wspólnocie. To czego boi się w tej chwili, to rozłam w szeregach partii, stąd ustępstwa na rzecz posłów, którzy niezależnie od wyniku renegocjacji i tak będą przeciw dalszemu członkostwu w UE.

Utrzymując zaufanie eurosceptyków, Cameron cały czas może nimi manipulować na przykład poprzez przetasowania w rządzie. Zwolnienie eurosceptyka musiałby jednak być dobrze umotywowane i zaowocować przyjęciem do gabinetu innego eurosceptyka, żeby zrównoważyć poglądy. Teoretycznie więc Cameron zostawia sobie duże pole manewru, a jednocześnie umacnia swój wizerunek uczciwego brokera między euroentuzjastami i eurosceptykami. Niewykluczone, że największy wpływ na dzisiejszą decyzję premiera miało niejasne dotąd stanowisko burmistrza Londynu Borisa Johnsona, który wymieniany jest wśród możliwych następców Camerona na stanowisku lidera partii.

—–

Kontunuacja: „Cameron zawęża pole manewru rządowym eurospcetykom

Dodaj komentarz

90 More posts in Brexit_fakty category
Recommended for you
Nowa propozycja bakcstopu ma przełamać impas w negocjacjach brexitu

Wielka Brytania ma w tym tygodniu przedstawić Brukseli nową propozycję backstopu. Od brytyjskiej oferty zależy,...