BrexitBrief36: Boris Johnson brexit show

  • Unia Europejska mówi: „nie”
  • Irlandia o no deal na poważnie
  • Deal czy no deal Johnsona?
  • Trzęsienie ziemi w Partii Konserwatywnej
  • Nowy premier – stary problem
  • Farage lobbystą Johnsona u Trumpa
  • Scenariusze na jesień

Unia Europejska ostrzega przed „wojowniczym” tonem Johnsona

Unia Europejska nie zmienia stanowiska w sprawie brexitu mimo zmiany władzy w Wielkiej Brytanii. Jest gotowa do rozmów o deklaracji politycznej, ale nie o zamkniętej w listopadzie ubiegłego roku umowie o wystąpieniu. Przestrzega państwa członkowskie, żeby zaostrzenie stanowiska nowej brytyjskiej administracji, nie osłabiło unijnej jedności.

– No deal nigdy nie będzie naszym priorytetem, ale musimy być gotowi na wszystkie scenariusze – napisał do europejskich dyplomatów szef negocjatorów Komisji Europejskiej tuż po pierwszym przemówieniu nowego premiera Wielkiej Brytanii.

Michael Barnier podkreślił, że postulowana przez Borisa Johnsona rezygnacja z backstopu jest niemożliwa i nie pozwala na nią mandat Rady Europejskiej. Zapewnił przy tym, że będzie „analizować wszystkie pomysły Wielkiej Brytanii, które są zgodne z obecną umową”. Barnier wystosował też ostrzeżenie: „waleczne przemówienie sugeruje, że musimy być przygotowani na sytuację, w której [Boris Johnson] uzna przygotowania do no deal za swój priorytet, częściowo po to, żeby wywrzeć presję na solidarność 27 państw członkowskich”.

Praktycznych efektów nie przyniosła pierwsza rozmowa Jean-Claude’a Junckera z Borisem Johnsonem. Według komunikatów prasowych premier zakomunikował szefowi Komisji Europejskiej, że usunięcie backstopu z umowy jest sposobem na doprowadzenie do porozumienia. Szef KE powtórzył w odpowiedzi, że obecna umowa jest „najlepszym i jedynym porozumieniem, zgodnym z wytycznymi Rady Europejskiej”.

Reuters wyliczył, że UE ma dla Wielkiej Brytanii kilka propozycji. Żadna z nich nie obejmuje jednak otwarcia umowy. UE sugeruje zmiany w deklaracji politycznej dotyczącej przyszłych relacji (oferta podstawowego modelu umowy handlowej, zamiast unii celnej i dopasowania regulacyjnego). By zmaksymalizować szanse na uniknięcie backstopu, UE miałoby zaproponować zapisanie w tejże deklaracji harmonogramu rozmów o alternatywnych ustaleniach, wydłużyć okres przejściowy lub opracować dodatkowe gwarancje do pakietu z umowy strasburskiej z marca. Unia jest także gotowa powrócić do pierwotnej propozycji ograniczenie backstopu do Irlandii Północnej.

Donald Tusk i Jean-Claude Juncker formalnie zakończą swoje kadencje 31 października, w dniu gdy Wielka Brytania ma zgodnie z obecnym stanem prawnym opuścić UE.

Ton nowej przewodniczącej Komisji Europejskiej jest jednak identyczny. Według Ursuli von der Leyen „uporządkowane wyjście” UK z UE jest ważne, bo daje podstawy do budowania dobrych relacji w przyszłości. O brexicie nowa przewodnicząca KE mówi „żałujemy, ale szanujemy”. Von der Leyen sugeruje, że Unia zgodzi się na kolejne przedłużenie artykułu 50, jeśli „dostanie dobry powód”.

Irlandia poważnie o no deal

Republika Irlandii ostrzega przed uśpieniem czujności wywołanym poprzednimi przedłużeniami artykułu 50, zapowiada kontrole towarów z UK w razie no deal i odrzuca pomysł usunięcia backstopu z umowy brexitu.

– Prawdopodobieństwo chaotycznego brexitu jest większe niż kiedykolwiek – powiedział wicepremier Republiki Irlandii jeszcze przed nominacją Borisa Johnsona. – Jednym z największych zagrożeń jest efekt fałszywego alarmu, gdy ludzie i przedsiębiorstwa założą, że skoro uniknięto chaotycznego brexitu w marcu i kwietniu, to samo stanie się w październiku. Takie założenie byłoby poważnym błędem – tłumaczył.

Coveney przypomniał w talk show Andrew Marra, że pod wypracowywanym przez ponad dwa i pół roku kompromisem backstopu podpisał się też rząd brytyjski: – Zawsze mówiliśmy, i podkreślono to o w umowie strasburskiej i umowie brexitu, że będziemy się starać znaleźć alternatywne ustalenia, ale to nie znaczy, że możemy skreślić backstop z umowy.

Do kompromisu jest skłonny Leo Varadkar, ale tylko jeśli „naprawdę da takie same rezultaty”, czyli brak twardej granicy, pełna ochrona praw obywateli Irlandii Północnej, utrzymanie współpracy gospodarczej Północ-Południe i ochrona innych elementów Porozumienia Wielkopiątkowego z 1998 roku. Podkreślił przy tym, że rozwiązania technologiczne tego nie gwarantują.

Na początku lipca Irlandia zdecydowała się po raz pierwszy publicznie przyznać, że brexit bez porozumienia będzie oznaczać kontrole towarów napływających z UK. – W przypadku no deal Irlandia będzie musiała na swoim terytorium wprowadzić kontrole, żeby chronić swoje miejsce we wspólnym rynku UE – mówił Simon Coveney. Ten dylemat  wspólny rynek, czy granica – znany był od dawna, choć niechętnie podnoszony publicznie. W wypracowaniu rozwiązania pomaga Dublinowi Bruksela. Irlandia obiecuje, że kontrole nie będą się odbywały na samej granicy, by nie narażać historycznie wrażliwej przestrzeni na ataki aktywniejszych ostatnio republikańskich ugrupowań.

Deal Johnsona

Boris Johnson podtrzymuje jednoznaczną zapowiedź wystąpienia z UE do 31 października bez względu na to, czy uda się osiągnąć i ratyfikować porozumienie z UE. Wykluczenie backstopu, a nie jak wcześniej sugerowano zmiany, to główny punkt programu renegocjacji.

Zgodnie z przewidywaniami 23 lipca Boris Johnson został ogłoszony zwycięzcą wyborów lidera Partii Konserwatywnej, dzięki głosom ponad 96 tysięcy członków partii (66,4% głosujących). Jego ostatniego przeciwnika Jeremiego Hunta poparło niewiele ponad 46,5 tysięcy działaczy. Dzień później Johnson otrzymał oficjalną nominację królowej na stanowisko premiera.

W pierwszym przemówieniu na Downing Street tuż po audiencji u królowej Johnson powtórzył zobowiązanie wystąpienia z UE do 31 października „bez żadnych ale”. Twardą deklarację zaakcentował kilkakrotnie, choć warto dodać, że kilka tygodni wcześniej w kampanii odmówił wykluczenia podania się do dymisji, gdyby UK nadal pozostawała w UE w listopadzie. Mówił wtedy w studiu ITV: „Myślę, że to bardzo, bardzo ważne, żeby nie przewidywać żadnych okoliczności, w których nie udało by się nam wyjść z UE 31 października”.

Nowy premier obiecuje renegocjację i „nowy, lepszy deal” „bez kontroli na granicach i bez „niedemokratycznego backstopu”. Konieczność usunięcia backstopu Johnson powtórzył w czwartek w Izbie Gmin i w rozmowie z Jean-Claude Junckerem. Możliwość zmian w backstopie – np. nałożenia na niego limity czasowego – Johnson odrzucił już tydzień przed zakończeniem kampanii. W Izbie Gmin wykluczył także możliwość ograniczenia backstopu ponownie do terytorium Irlandii Północnej. Media sugerowały, że zaostrzenie stanowiska wynikało z konsultacji z Iainem Duncanem Smithem, który twierdzi, że już na kwietniowym spotkaniu z Michelem Barnierem usłyszał, że Unia zgadza się, że backstop jest de facto niepotrzebny.

Johnson jednym z filarów swojego kreowanego na pozytywny i optymistyczny przekazu uczynił powtórzenie gwarancji dla obywateli UE w UK. Na ten moment nie ogłosił jednak żadnych zmian w stosunku do poprzedniego rządu, który i tak zapowiadał, że program statusu osób osiedlonych i prawa dla obywateli UE zostaną „zagwarantowane” także w wypadku no deal. Zgodnie z rządowymi informacjami w razie no deal o status osób osiedlonych można ubiegać się do grudnia 2020, jeśli do porozumienia dojdzie – do czerwca 2021.

No deal Johnsona

Jednocześnie z zapowiedzią renegocjacji Johnson mówi o „odległej możliwość, że UE odmówi”, co mogłoby „zmusić UK do wyjścia bez umowy”.

Z jednej strony Johnson szanse na no deal umniejsza od dawna, mówiąc, że „ są jak jedna na milion”, z drugiej zapowiada turboprzyspieszenie przygotowań do wystąpienia bez porozumienia, ponieważ „nakazuje to zdrowy rozsądek”.

W porównaniu do innych elementów przemówienia fragment o przygotowaniach do brexitu bez porozumienia był jedynie wypunktowaniem wszystkich zainteresowanych grup: „porty będą gotowe, banki będą gotowe, przedsiębiorstwa będą gotowe, szpitale będą gotowe, sektor rolno-spożywczy będzie gotowy”.

Johnson grozi także UE, że w razie no deal nie zapłaci „39 mld funtów” „rachunku” za dotychczas podjęte zobowiązanie i wspólne projekty UK i UE. Prawda jest jednak taka, że UK od 31 marca spłaciło już 3 mld funtów zobowiązań. Do tego Geoffrey Cox, który pozostaje na stanowiska prokuratora generalnego, w poradzie prawnej ostrzegał rząd, że łączenie zapłaty zobowiązań brexitowych z przyszłą umową handlową będzie nielegalne. Według Daily Telegraph dotychczasowe rządowe opinie zakładają, że trzeba będzie zapłacić nawet w sytuacji no deal.

Trzęsienie ziemi w Partii Konserwatywnej

Skład personalny gabinetu Johnsona to jednoznaczne zerwanie z przeszłością. Każdy minister musiał podpisać się pod zobowiązaniem do brexitu do 31 października. Na kluczowe stanowiska powrócili ultrabrexitowcy, zmuszeni wcześniej do odejścia z gabinetu Theresę May.

Po ogłoszeniu wyników wyborów lidera Partii Konserwatywnej symboliczną dymisję złożyli wicepremier David Lidington, kanclerz Philip Hammond, minister sprawiedliwości David Gauke i minister rozwoju międzynarodowego Rory Stewart. Wszyscy zapowiadali, że nie podpiszą się pod polityka no deal. Hammond wprost przyznał u Andrew Marra, że ” nigdy nie wierzył w no deal”. Na jaw wyszło także, że przeciwniczką brexitu bez porozumienia była i dotychczasowa premier, bo obawiała się konsekwencji dla unii Zjednoczonego Królestwa w Szkocji i Irlandii Północnej. Michel Barnier powiedział programowi Panorama, że May nigdy nie groziła w Brukseli wystąpieniem bez umowy.

Chłodno zwycięstwo Johnsona przyjęła liderka szkockich konserwatystów Ruth Davidson. „Szkoci ocenią go po jego działaniach” – powiedziała po wyborze nowego lidera. Dzień później chwaliła zdymisjonowanego przez Johnsona ministra ds. Szkocji. Zły humor Davidson potwierdza z drugiej strony „radość” Szkockiej Partii Narodowej, która przywitała Johnsona w Izbie Gmin słowami „ostatni premier Zjednoczonego Królestwa”. Wcześniej zwycięstwo Johnsona jako najlepszy impuls do niepodległości Szkocji określiła liderka SNP Nicola Sturgeon.

Jeszcze w poniedziałek, wzbudzając niechęć brexitowców, do dymisji podał się wiceminister spraw zagranicznych Alan Duncan, przyjaciel May od dawna skonfliktowany z Johnsonem. Reakcje pokazały, że mimo wezwań do zjednoczenia, podziały u torysów wywołane brexitem są głębokie i trudne do zasypania. Zasiadający w Izbie Gmin od 1983 roku wnuk Winstona Churchilla Nicholas Soames mówił w SkyNews, że czuje jak w Partii Konserwatywnej „przesuwają się płyty tektoniczne”.

W nowym gabinecie znalazło się 33 ministrów, najwięcej od 2008 roku. Stanowiska zachowało tylko pięcioro: Amber Rudd i Matt Hancock za zwrot z obozu One Nation w kierunku no deal oraz Alun Cairns, Geoffrey Cox i Steve Barclay. Najważniejsze funkcje sprawować będą twardzi brexitowcy: Dominic Raab został ministrem spraw zagranicznych, a Priti Patel ministrem spraw wewnętrznych. Nominacja dla Patel okazała się szczególnie kontrowersyjna: to zwolenniczka kary śmierci, przeciwniczka małżeństw osób tej samej płci, popiera ułatwienia imigracyjne dla Commonwealthu i jest negatywnie nastawiona do imigracji z UE, do tego związana z protrumpowskimi ugrupowaniami, i zwolniona przez May za nieautoryzowane kontakty z izraelskimi politykami.

Boris Johnson nie zmienił ministra do spraw brexitu. Steven Barclay miał, według Daily Mail „zapracować” na utrzymanie w gabinecie podczas ostatniego spotkania z Barnierem, gdy przekonywał, że nowy rząd nie zaakceptuje backstopu, pięć razy mówił, że „deal May jest martwy”. Według spekulacji medialnych zmieni się jednak jego rola, koordynację przygotowań do no deal przejmie bowiem Michael Gove, który trafił do gabinetu Johnsona jako kanclerz księstwa Lancaster. Ważne stanowisko lidera Izby Gmin otrzymał obecny szef ultrabrexitowej ERG Jacob Rees-Mogg.

Interesująco wygląda także skład doradców Borisa Johnsona. W środę sensację wzbudziło pojawienie się na Downing Street Dominica Cummingsa, znanego z filmu HBO nietuzinkowego i antyestablishmentowego „mózgu” kampanii Vote Leave i autora hasła „take back control”. Wśród najbliższych współpracowników Johnsona znajdzie się przynajmniej kilku sztabowców kampanii referendalnej z 2016 roku. Komentatorzy podkreślają jednak, że układ kancelarii wskazuje, ze jest to gabinet przejściowy, „żeby zrealizować brexit”.

Co ciekawe, stanowisko na niższym szczeblu w ministerstwie brexitu odrzucił koordynator twardych brexitowców i wcześniejszy wiceminister, a także szef ERG z 2016, Steve Baker. Tłumacząc decyzję, napisał, że „nie chce znów zajmować nic nieznaczącego stanowiska”. Wyraźnie zły miał podobno liczyć na miejsce w gabinecie Johnsona.

Baker na tylnych ławach może ustawić się w tej samej roli jaką wyznaczył sobie po zaprzysiężeniu May, czyli „przypilnowania realizacji brexitu”. To potencjalne niebezpieczeństwo dla Johnsona, ponieważ – według naszych informatorów – mimo gorących zapewnień i brexitowych nominacji, najbardziej ultrabrexitowa frakcja Partii Konserwatywnej nie daje nowemu premierowi kredytu zaufania. Twardzi brexitowcy jak Mark Francois uważają, że Boris Johnson podpisał się pod polityką, że nie tylko backstop, ale i cała umowa May jest „martwa”, i jeśli spróbuje ją rewitalizować straci ich poparcie.

Nowy premier, stary problem

Premier Johnson dziedziczy po premier May rząd mniejszościowy. Utrzymanie zaufania większości posłów przy polaryzacji opinii na temat brexitu będzie trudne, nad rządem będzie więc nieustannie wisieć perspektywa wotum nieufności.

Po sukcesie petycji o odwołanie posła Chrisa Daviesa w Brecon i zawieszeniu w prawach posła z okręgu Dover Charliego Elphicke, przewaga torysów w Izbie Gmin, i to tylko przy założeniu wsparcia przez DUP, zmalała do dwóch mandatów. W takich okolicznościach nawet zapowiedź udającego się na tylne ławy Rory’ego Stewarta, że ma tam przynajmniej „trzech przyjaciół”, brzmi groźnie dla rządu Johnsona.

DUP zostaje na pokładzie. Lider unionistów w Izbie Gmin Nigel Dodds z zadowoleniem przyjął deklaracje Borisa Johnsona w sprawie usunięcia backstopu, choć wydawał się podkreślać, że lepszy byłby brexit z porozumieniem. Liderka DUP Arlene Foster powiedziała z kolei SkyNews, że wierzy, że Johnson rozumie, co przeszkadza DUP w backstopie i jak ważne jest dla nich unia Zjednoczonego Królestwa.

DUP jest jednak ostrożne. Przed nimi renegocjacja umowy koalicyjnej z torysami, a mają przykre wspomnienia z czasów, gdy niektórzy konserwatyści jednego dnia deklarowali sojusz z DUP, a drugiego głosowali za dealem May. W trzecim głosowaniu za backstopem ostatecznie zagłosował i sam Johnson.

Irlandia Północna stała się jednak w tym miesiącu niespodziewane centrum zainteresowania w Izbie Gmin z innego powodu. Projekt ustawy mający w pierwotnej wersji odsunąć konieczność wprowadzenia tam rządów bezpośrednich stał się nagle celem posłów przeciwników ewentualnej próby zawieszenia przez rząd Johnsona obrad parlamentu, żeby bez oporu posłów przeprowadzić brexit bez porozumienia.

Poprawka Dominica Grieve’a nakazująca rządowi składanie regularnych raportów została przyjęta jednym głosem i – jeśli wierzyć doniesieniom medialnym – tylko dlatego, że jedna z whipów zapomniała zagłosować. Izba Lordów wzmocniła jeszcze zapisy Grieve’a. A ostatecznie – w tle kampanii, w której Johnson konsekwentnie odmawiał wykluczenia zawieszenia obrad parlamentu  – 18 lipca Izba przyjęła dużą większością poprawkę Benna & Burta, która do składania raportów dokłada jeszcze konieczność przeprowadzania regularnych debat w Izbie Gmin, nawet gdyby ta została zawieszona.

Ma to zapewnić ciągłość obrad w ostatnich tygodniach przed domyślną datą brexitu, tak by posłowie mogli na bieżąco odpowiadać na działania rządu działaniami w parlamencie. To pierwszy przykład skutecznych działań przeciwników no deal w oczekiwaniu na nową administrację. Od głosu wstrzymali się m. in. ci ministrowie, którzy później podali się do dymisji.

Izba Gmin w czwartek 25 lipca zawiesiła obrady i wznowi je dopiero 3 września. Tuż przed zamknięciem obrad wniosek o wotum nieufności wobec nowej administracji złożyła nowa liderka Liberalnych Demokratów. Jo Swinson kilka dni wcześniej zapowiedziała, że „zrobi wszystko, żeby powstrzymać brexit. Za złożenie wniosku skrytykowała ją jednak Partii Pracy. Według precedensu spiker dopuszcza do głosowania wyłącznie wnioski o wotum nieufności wobec rządu złożone przez lidera opozycji. Jeremy Corbyn zapewnił, że partia złoży taki wniosek „w odpowiednim momencie”.

Według biblioteki Izby Gmin gdyby wniosek przegłosowano w pierwszym dniu po wznowieniu obrad, wybory mogłyby się odbyć najwcześniej 24 października.

Kluczowe pytanie brzmi w tej chwili ilu torysów gotowych byłoby zagłosować przeciwko własnemu rządowi. Nie wykluczyło tego przynajmniej trzech torysów, którzy nie myślą o ponownym starcie w wyborach: Dominic Grieve, Guto Bebb, Ken Clarke. Znaczna większość torysów dystansuje się jednak od tej opcji, która oznaczałaby zakończenie kariery. Podobnie Times pisał o rozmowach sześciu softbrexitowców z Liberalnymi Demokratami, ale prawdopodobieństwo odejścia z Partii Konserwatywnej jest bardzo mało. Huw Merriman, blisko współpracujący z kanclerzem Hammondem, tłumaczył w Westminster Hour, że „odchodząc z partii już nic nie możesz zmienić”.-

Wielu umiarkowanych torysów mówi także, że w przeciwieństwie do Grieve’a chce brexitu, tylko nie w wersji no deal proponowanej przez nowy rząd. Wszyscy oni liczą na to, że parlament znajdzie sposób, ale konkretów nie ma. Dominic Grieve przyznaje, że jest to mimo tak niewielkiej przewagi rządu „technicznie trudne”. Nowy lider Izby Gmin Jacob Rees-Mogg zakłada, że do wymuszenia na rządzie przesunięcia daty brexitu konieczna byłaby ustawa, nie uchwała, ani wniosek.

Testowane są także pozaparlamentarne pomysły powstrzymania rządu przed no deal. Pozew w sądzie zapowiedział Gina Miller, która w 2016 wymogła na rządzie May uzyskanie zgody parlamentu na uruchomienie artykułu 50. W szkockim sądzie uprawnienia rządu próbują przetestować prawnicy i grupa posłów, która z powodzeniem doprowadziła do werdyktu Trybunału Europejskiego, który uznał, że Wielka Brytania ma prawo jednostronnie wycofać się z zamiaru przeprowadzenia brexitu według artykułu 50.

LibDemsi nazywają siebie „Partią Remain”, taką etykietę chciałoby widzieć u siebie wielu labourzystów. Na ten moment jednak partyjna linia zakłada „tylko” poparcie drugiego referendum. Jednocześnie władzom partii zależy jednak przede wszystkim na przyspieszonych wyborach, w których zaproponowałoby własny deal brexitu, bliższy unii celnej i wspólnemu rynkowi z UE „Labour będzie przeciwne każdemu dealowi, który nie chroni praw pracowniczych i środowiska. Jeśli w takich okolicznościach dojdzie do drugiego referendum, poprzemy Remain. – tłumaczył Jeremy Corbyn.

Farage lobbuje u Trumpa na rzecz Johnsona

Wyborów chce nie tylko opozycja. Wyborczy sojusz torysom proponuje lider Brexit Party Nigel Farage.

W połowie czerwca Telegraph donosił, że sponsorzy Partii Konserwatywnej z Midlands Industrial Council rozpoczęli „potajemne rozmowy” o sojuszu z Brexit Party. Ich przewodniczący Johnny Leavesley pisał: „Koalicja torysów i brexitowców niosąca odpowiednio silny optymistyczny przekaz może wygrać wybory”. Przyznając, że może to prowadzić do utraty umiarkowanych wyborców, zapewniał jednak, że optymistyczny przekaz i jasność wizji doprowadzą do zwycięstwa. 

Choć Boris Johnson je wyklucza, prawe skrzydło Partii Konserwatywnej jest gotowe na rozmowy z Faragem, jednym z ojców sukcesu referendum w 2016 roku. Jako pierwszy wspólny start w przyszłych wyborach zaproponował poseł Partii Konserwatywnej i były szef parlamentarnej komisji spraw zagranicznych Crispin Blunt. Steve Baker mówił zaś: „Jeśli remainersi z Partii Konserwatywnej popchną nas do wyborów, żeby przetrwać będziemy musieli zawrzeć pakt z Partią Brexitu. Oczywiście, jeśli wcześniej przeprowadzimy brexit, nie będzie takiej konieczności”.

Według the Sun to Priti Patel, dziś już minister spraw wewnętrznych, przeprowadzała rozmowy z Nigelem Faragem, któremu towarzyszyli poseł DUP Iain Paisley i sponsor Leave.EU Arron Banks. Na razie nie ma sygnałów, żeby do jakichkolwiek ustaleń doszło.

Lider Brexit Party był najprawdopodobniej sprawcą szybkiego wyrażenia poparcia dla Borisa Johnsona przez prezydenta Donalda Trumpa. Przemawiając na wiecu młodzieżowej organizacji Turning Point, Trump powiedział o Johnsonie między innymi „On to zrobi. To porządny człowiek”. Później okazało się, że przebywający na sali Farage spotkał się wcześniej z amerykańskim prezydentem. Sojusz „narodowców”: Trumpa, Farage’a i Johnsona promuje w Wielkiej Brytanii kampania Leave.EU sponsorowana przez Arrona Banksa.

Te same środowiska mogą stać za wyciekiem depesz ambasadorskich, który doprowadził do dymisji brytyjskiego ambasadora w USA. Depesze Kima Darrocha ujawnił podający się za dziennikarza 19-letni działacz the Brexit Party Steven Edginton, dzięki pomocy byłej dziennikarki Isabel Oakeshott. Wszyscy współpracują z brytyjskim odłamem Turning Point. Na jednym ze spotkań prowadzonych przez Oakeshott Edginton powiedział, że chciałby „zniszczyć Partię Konserwatywną”.

Boris Johnson odmówił spotkania z Donaldem Trumpem, gdy amerykański prezydent przebywał w czerwcu z oficjalną wizytą państwową w UK. Według the Sun Trump i Johnson spotkają się jednak w najbliższych miesiącach przynajmniej trzy razy.

Scenariusze na przyszłość

Boris Johnson zapowiada chęć renegocjacji z UE, wysuwa jednak żądania niekompatybilne z ofertą UE. Sugeruje to dwa scenariusze na najbliższe tygodnie.

W pierwszym bombastyczny język ma stanowić przykrywkę, a wysunięte żądania są jedynie pozycją wyjściową: Boris Johnson poprosi UE o mniej lub bardziej kosmetyczne zmiany w pakiecie brexitu, ale przedstawi je w UK jako triumf. Polegając na lojalności ERG, które w znacznej części raz już poparła deal May i co więcej obiecała go poprzeć na pewno, jeśli tylko May odejdzie, lojalności przez zaciśnięte zęby ze strony własnych softbrexitowców oraz lojalności motywowanej ulgą, że jednak nie będzie twardego brexitu, ze strony odpowiedniej liczby labourzystów, ratyfikuje deal, symbolicznie przed 31/10, bo proceduralnie wyrobienie się w terminie będzie bardzo trudne. Taka opcja nie znajdzie jednak uznania przynajmniej kilku torysów, np. Marka Francoisa, nie jest pewne jaką opcję wybierze dla siebie Steve Baker.

Drugi scenariusz zakłada, że negocjacje będą przykrywką, a w Wielkiej Brytanii pełną parą ruszą przygotowania do no deal. Duża ich część w warstwie propagandowo- informacyjnej, na co wskazuje zagęszczenie ekipy Vote Leave na Downing Street. Jak rozwinie się ten scenariusz zależy w dużej mierze od pomysłu na działania i zgodnej współpracy przeciwników no deal w parlamencie. Do głosu dojdą podziały partyjne, szczególnie gdy pojawi się perspektywa wyborów, istotnym czynnikiem może tez być różnica interesów między remainersami a softbrexitowcami. Ten scenariusz może zakończyć się na trzy różne sposoby: no deal w przypadku sparaliżowania wewnętrznie skłóconego parlamentu, przyjęciem wotum nieufności wobec rządu przez opozycję przy wsparciu kilku torysów  lub rządową decyzją o organizacji nowych wyborów (potrzebna akceptacja 2/3 członków parlamentu).

Ten ostatni scenariusz wydawał się najbardziej prawdopodobny w dzień zamknięcia obrad Izby Gmin, której posiedzenie ostatniego dnia wielu komentatorom przypominało start kampanii wyborczej. O przygotowaniach do wyborów mają świadczyć hasła bez konkretnych planów, obietnice dla wszystkich i „ofensywa optymizmu” Johnsona, a także skład jego doradców.

Wybory jesienią są więc najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Z większym prawdopodobieństwem nastąpią po brytyjskiej prośbie o przedłużenie artykułu 50, wymuszonej przez parlament, choć nie można przyjmować tego za pewnik. Ryzyko no deal w obliczu braku wspólnego planu softbrexitowców i remainersów jest większe niż miesiąc temu.

Naturalnie pojawia się pytanie: co po wyborach? Tutaj uważnie trzeba będzie obserwować kroki zmierzające do budowania sojuszy ponadpartyjnych.

Według profesora Johna Curtice’a w tych wyborach żadna partia może nie uzyskać większości i nowy parlament może być jeszcze bardziej rozdrobniony. Obok torysów i labourzystów, którzy zapewne stracą część mandatów, lepsze wyniki mogą uzyskać liberalni demokraci, szkockie SNP i Partia Brexitu. Curtice zwraca uwagę, że konserwatyści będą mieli w takim parlamencie mniejszą liczbę potencjalnych partnerów koalicyjnych niż softbrexitowo nastawiona Partia Pracy. Naturalnym partnerem torysów wydawałaby się Brexit Party. Rozmowy torysów z byłymi ukipowcami mogą się jednak nie powieść tak jak rozmowy Vote Leave i Leave.EU przed referendum. Sam fakt, że Farage głośno o nich mówi sugeruje, że na razie posłuchu ze strony Borisa Johnsona nie ma.

Z drugiej strony wybory uzupełniające 1 sierpnia będą testem paktu Remain (LibDems, Plaid Cymru, Greens) w spodziewanych jesienią wyborach parlamentarnych. Pojawiły się sygnały, że antybrexitowi darczyńcy obiecują znaczne wsparcie, jeśli sojusz się sprawdzi.

Kalendarium:

  • 25 lipca-3 września – przerwa w obradach Izby Gmin
  • 1 sierpnia – wybory uzupełniające w Brecon and Radnorshire
  • sierpień – UE pozostaje „dostępna” w razie, gdyby strona brytyjska chciała rozmawiać o szczegółach swojej propozycji, ale na razie nie zaplanowano oficjalnych rozmów
  • 21-25 września – konwencja Labour Party
  • 29-2 października – konwencja Partii Konserwatywnej
  • połowa października – parlament powinien wznowić obrady po przerwie na konwencje
  • 17-18 października – szczyt Rady Unii europejskiej
  • 31 października – planowa data brexitu

Następny Brexit Brief ukaże się około 6 września.

77 More posts in Brexit_opinie category
Recommended for you
Co mogą przynieść wybory pod hasłem brexitu?

"We wtorek Izba Gmin opowiedziała się za rozpisaniem przedterminowych wyborów parlamentarnych na 12 grudnia. Izba...