BrexitBrief 38: Końcowe odliczanie

  • UE stawia twardy deadline 11 października
  • propozycja Johnsona – omówienie i krytyka ekspertów
  • kalejdoskop konstelacji w Izbie Gmin
  • język bardzo nieparlamentarny
  • wybory daleko i blisko
  • kiedy sąd ostateczny
  • Corbyn na drodze do wotum nieufności
  • scenariusze i kalendarz na październik

UE wyznacza ostateczny termin

Unia Europejska odrzuciła w piątek brytyjską prośbę o ponowne otwarcie negocjacji brexitu w oparciu o nową propozycję Johnsona. Dla Republiki Irlandii, Parlamentu Europejskiego i władz UE zaproponowany plan zmian w dealu May „nie stanowi podstawy do rozmów”. 

Wielka Brytania miała prosić, żeby negocjacje w oparciu o zaproponowane dokumenty zaczęły się jeszcze przed weekendem. Zapowiadał to w czwartek w programie Today BBC Radio 4 minister brexitu Stephen Barclay. W piątek po południu przedstawiciele Komisji Europejskiej poinformowali jednak dziennikarzy, że rozmowy się nie rozpoczną.

Według Lewisa Goodalla (SkyNews) Sekretarz generalny Rady Europejskiej poinformował także delegacje państw członkowskich, że jeśli UK nie przedstawi nowego tekstu do 11 października, Unia „skupi się na przygotowaniach do no deal lub do przedłużenia”, czyli odmówi dalszych rozmów z brytyjskim rządem. To samo miał usłyszeć w niedzielnej rozmowie z Emmanuelem Macronem Boris Johnson.

Pierwsze reakcje UE na przedstawione w środę propozycje Johnsona były ostrożne, ale nie wykluczały możliwości dalszych rozmów. W oświadczeniu Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker pisał, że „UK poczyniła pewne postępy”, ale „pozostaje kilka problematycznych kwestii, nad którymi musi jeszcze popracować”. Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk dodał w czwartek na Twitterze: „Jesteśmy otwarci, ale wciąż nieprzekonani”.

Pierwsza zdecydowane „nie” padło ze strony grupy sterującej ds. brexitu w Parlamencie Europejskim, która odrzuciła plan jako niedający gwarancji ochrony gospodarki ogólnoirlandzkiej, wspólnego rynku UE ani Porozumienia Wielkopiątkowego. „Parlament Europejski jest gotowy na inne opcje, ale muszą być wiarygodne, funkcjonalne z prawnego punktu widzenia i w praktyce dawać takie same efekty jak obecna umowa” – konkludował raport grupy.

Kluczowa była też postawa Republiki Irlandii, bezpośrednio narażonej na konsekwencje ustaleń granicznych. Wicepremier Simon Coveney w czwartek rano ostrzegł, że jeśli propozycja Johnsona to ostateczna brytyjska oferta, „dealu nie będzie”. Tego samego dnia na konferencji prasowej w Sztokholmie premier Leo Varadkar wymienił pięć sposobów na unikniecie twardej granicy między Republiką Irlandii a Irlandią Północną: zjednoczenie obu części Irlandii, włączenie Irlandii do UK, pozostanie UK w UE, model norweski oraz backstop z umowy May. Nie było wśród nich propozycji Johnsona. Donald Tusk i Jean-Claude Juncker oświadczyli, że “w pełni popierają Irlandię”. Juncker poparł ponadto prośbę Varadkara, aby Wielka Brytania zdjęła embargo z pełnego tekstu propozycji Johnsona, by mogły się z nią zapoznać państwa członkowskie, brytyjscy parlamentarzyści i opinia publiczna. Johnson miał powiedzieć Macronowi, że na to ostatnie się zgodzi.

Rozmowy mają zostać wznowione w poniedziałek, gdy sherpa Johnsona David Frost wróci do Brukseli. Jednocześnie na rozmowy w stolicach UE uda się minister brexitu.

Zgodnie z prawem UE, jeśli deal nie zostanie ratyfikowany, ani Wielka Brytania nie poprosi o przedłużenie artykułu 50 i nie otrzyma na to zgody Rady Europejskiej, 31 października nastąpi brexit bez umowy. Porozumienie brexitu składa się z dwóch części – umowy o wystąpieniu, obejmującej m.in. rozliczenia finansowe, kwestie praw obywateli UE i UK oraz ustalenia dotyczące okresu przejściowego i statusu Irlandii Północnej. Aby porozumienie weszło w życie potrzebna jest zgoda 27 państw UE, parlamentu brytyjskiego oraz Parlamentu Europejskiego.

Propozycja Johnsona

Propozycja Johnsona zarysowana w publicznie dostępnych dokumentach dotyczy przede wszystkim statusu Irlandii Północnej. Zakłada, że w razie niewypracowania nowej umowy handlowej do końca okresu przejściowego Irlandia Północna, a nie – jak zakłada tzw. backstop z dealu May – całe Zjednoczone Królestwo, wystąpiłaby z unii celnej UE, pozostając przy tym we wspólnym rynku, o ile zgodziłby się na to lokalne władze.

Według propozycji Johnsona Irlandia Północna wystąpiłaby wraz z całym UK z unii celnej Unii Europejskiej. Doprowadziłoby to do stworzenia granicy celnej między Irlandią Północną i Republiką Irlandii (Unią Europejską). Plan zakłada jednak, że kontrole celne byłyby „zdecentralizowane”, w większości elektroniczne, a tylko „niewielka ilość odbywałaby się fizycznie u przedsiębiorców i w łańcuchu dostaw” lub, jak można doczytać nocie wyjaśniającej, „innych przeznaczonych do tego miejscach w Irlandii Północnej”. UK proponuje ponadto wprowadzenie do końca okresu przejściowego „usprawnionych i uproszczonych zasad celnych” oraz zobowiązanie, że obie strony „nigdy” nie będą przeprowadzać kontroli na granicy.

Ustępstwo Johnsona miało polegać na tym, że Irlandia Północna stworzyłaby z Republiką Irlandii wspólną strefę regulacyjną, a więc stosowałaby te same regulacje w zakresie handlu produktami, co Unia Europejska. To miałoby eliminować konieczność przeprowadzania kontroli zgodności z regulacjami UE na granicy Irlandii i Irlandii Północnej. Ale spowodowałoby powstanie granicy regulacyjnej wewnątrz UK, między Irlandią Północną a Wielką Brytanią. Rząd Johnsona z poparciem DUP zgadza się jednak na kontrole regulacyjne i fitosanitarne towarów przewożonych z Wielkiej Brytanii do Irlandii Północnej, oświadczając, że nie wprowadzi kontroli w drugą stronę.

Zgodność regulacyjna, a w efekcie quasi członkostwo Irlandii Północnej we wspólnym rynku, nie jest jednak według propozycji Johnsona, ani stałe, ani pewne. Mogłoby wejść w życie tylko za zgodą Zgromadzenia (parlamentu) i Egzekutywy (rządu) Irlandii Północnej, wyrażoną jeszcze w okresie przejściowym (przed rokiem 2021), a potem odnawianą co 4 lata. Władze Irlandii Północnej mogłyby także decydować o odnawianiu członkostwa Irlandii Północnej we wspólnym rynku energii elektrycznej, ale nie miałby prawa głosu w kwestii unii celnej, ani VAT.

UE wielokrotnie podkreślało, że backstop – lub ustalenia równorzędne – są niezbędnym elementem umowy brexitu. Natomiast zdaniem rządu Johnsona backstop to „główna przeszkoda do ratyfikacji umowy przez parlament brytyjski” i konieczne były „alternatywne ustalenia”.

Propozycja brytyjska sygnalizuje też chęć zmiany treści deklaracji politycznej o przyszłych relacjach z UE: „ponieważ [nowy] protokół będzie miał zastosowanie do indywidualnego przypadku Irlandii Północnej, a nie będzie stanowić blueprintu dla relacji UK-UE” wykreślono z niego zapisy o równych warunkach działania (level-playing field) w kontekście minimów praw pracowniczych, socjalnych, ochrony środowiska, pomocy publicznej itd. Rząd Johnsona odrzuca więc zobowiązania rządu May do przestrzegania równych wobec UE standardów i praw, zakłada pełną niezależność od unii celnej i wspólnego rynku. Minister biznesu Liz Truss skomentowała to słowami: [to] „Kluczowe dla naszej wolności i elastyczności przy zawieraniu nowych porozumień i zwiększaniu naszej konkurencyjności”.

Treści propozycji deklaracji nie przedstawiono, ale odpowiadając w Izbie Gmin na pytanie Petera Bone’a Johnson powiedział, że chciałby w niej nakreślić kierunek na umowę wolnego handlu. Gdyby takiej umowy nie udało się wypracować po zakończeniu okresu przejściowego, Johnson chciałby oprzeć dalsze relacje UK i UE na „ogólnych zasadach Światowej Organizacji Handlu”.

Eksperci krytycznie o propozycji Johnsona – opinia

Brak szczegółów, oparcie na nieistniejącej technologii, przerzucenie wypracowania konkretnych rozwiązań na okres przejściowy, niepewność istnienia i funkcjonowania władz północnoirlandzkich to niektóre z zarzutów stawianych propozycji Johnsona przez ekspertów.

Pierwszy problem z propozycją Johnsona to konieczność przeprowadzania kontroli celnych i VAT-owskich między oboma częściami Irlandii. Choć Johnson zapowiada, że mają być przeprowadzane „elektronicznie”, to propozycje nie zawierają technicznych szczegółów, ani nie opierają się na istniejących technologiach lub stosowanych gdziekolwiek indziej rozwiązaniach. Boris Johnsona sam powiedział w Izbie Gmin, że postuluje „technologiczny optymizm”.

Peter Foster z Daily Telegraph, któremu jako pierwszemu udało się dotrzeć do pełnych planów Johnsona, zwraca uwagę, że tranzyt towarów przez granicę miałby się odbywać na podstawie wspólnej procedury tranzytowej (CTC). To międzynarodowy traktat, w którym zapisano konieczność fizycznego sprawdzania dokumentów tranzytowych. Były doradca May Roaul Ruperal potwierdził, że poprzedniemu rządowi nie udało się wynegocjować zmian w tym traktacie. Ruparel zwracał też uwagę, że UE nie zgadzała się na wyłączenie spod unijnych zasad celnych małych firm handlowych, bojąc się otwarcia furtki dla przemytników.

Peter Foster dodaje, że CTC wymaga śledzenia drogi poruszania się pojazdów z towarami, co równa się konieczności instalacji GPS i systemów śledzenia każdej podróży. „Terabity danych” – podsumowuje dziennikarz Daily Telegraph, dodając: „Zbieranie ich musi odbywać się na podstawie jakiś przepisów, a instalacja systemów kosztuje”.

Zapoznawszy się z propozycjami Johnsona przedsiębiorcy z Irlandii Północnej komentowali, że nawet jeśli teoretycznie nie będzie na granicy fizycznej infrastruktury, plan oznacza dla nich ogromne zmiany organizacyjne i administracyjne. W skrócie: koszty. Redaktor działu ekonomicznego BBC Faisal Islam zwraca uwagę, że efektem nowego podejście Johnsona do relacji z UE w przyszłości będą koszty dla przedsiębiorców z całej Wielkiej Brytanii: „obietnica zerowych ceł i braku kwot w przyszłej umowie o wolnym handlu była bezpośrednio połączona ze zobowiązaniem do utrzymania równych warunków działania”. Islam wnioskuje, że może to „stanowić poważny problem dla producentów ze skomplikowanym łańcuchem dostaw jak np. sektor motoryzacyjny”.

Osobny rozdział stanowi problem polityczny w Irlandii Północnej. Kluczowa dla poparcia propozycji przez DUP, a jednocześnie wzbudzająca szereg kontrowersji, jest tzw. zasada zgody lokalnych władz północnoirlandzkich. Choć Irlandia Północna ma nadal osobną administrację, to stojące na jej czele Zgromadzenie (parlament) i wyłaniania z niego Egzekutywa (rząd) są zawieszone od stycznia 2017 z powodu braku porozumienia między (Sinn Fein) a (DUP).

SF i DUP powinni zgodnie z porozumieniem pokojowym dzielić się władzą (power-sharing) jako największe partie w Zgromadzeniu ze strony – odpowiednio – republikańskiej i unionistycznej. Jak mówił portalowi UkpoliticsPL profesor Paul Carmichael z Ulster University w Belfaście u źródeł odmowy współpracy leży kilka kwestii (m. in. prawodawstwo dotyczące języka irlandzkiego, uwikłanie DUP w skandal RHI), ale podziały brexitowe – zasadniczo tylko DUP znajduje się po stronie Leave – nie wróżą rychłego przywrócenia samodzielnych rządów. To z kolei – jak mówi dalej profesor Carmichael – skończyłoby się podejmowaniem decyzji nt. przyszłości Irlandii Północnej nie przez Stormont, a przez Westminster.

Nawet jednak, gdyby udało się przezwyciężyć obecny impas polityczny i stworzyć rząd prowincji, sprzeciw DUP – lub de facto każdej innej znaczącej partii – na którymkolwiek z etapów, oznaczałby wycofanie Irlandii Północnej ze wspólnej strefy regulacyjnej i konieczność przeniesienia wszystkich kontroli na granicę z Republiką Irlandii, a więc stworzenie twardej granicy.

Problemów jest więcej, ale na ten moment największy dotyczy zaufania do kompetencji, jak i intencji, władz brytyjskich. Słuchając Borisa Johnsona w Izbie Gmin można czasem odnieść wrażenie, że treść jego publicznych wypowiedzi stoi w sprzeczności z pisemnym propozycjami (np. powtarzane deklaracje, że twarda granica jest wykluczona, podczas gdy zależy to od ustaleń i ustępstw obu stron oraz odnawialnej zgody władz północnoirlandzkich; stwierdzenie, że kontroli w ogóle nie będzie, podczas, gdy propozycja o nich wspomina itd.). Brytyjski rząd właściwą część przesłanych propozycji utajnił nie tylko przed opinią publiczną, ale też władzami państw członkowskich UE, co postrzegane jest jako trik mający utrudnić rzetelną ocenę brytyjskich propozycji i wypracowania wspólnego stanowiska UE. W zestawieniu z założeniem, że negocjacje z UE mogą być wykorzystywane w wojnie przedwyborczej na brytyjskim podwórku, pogląd, że unijna solidarność znalazła się na celu rządu i aparatu PR Johnsona, wydaje się uzasadniony.

Większość Izby Gmin chce porozumienia?

Propozycję Johnsona jednoznacznie odrzuciło kierownictwo Partii Pracy. Przeciw są także Liberalni Demokracji, SNP, Plaid Cymru, Zieloni oraz niereprezentowane w brytyjskim parlamencie partie lokalne z Irlandii Północnej. Propozycja może jednak liczyć na poparcie części posłów niezależnych, którzy niedawno zostali usunięci z klub parlamentarnego torysów, północnoirlandzkiej DUP oraz, pod warunkiem otrzymania zgody UE, kilku labourzystów.

Przewodniczący Partii Pracy odrzucił propozycję Johnsona, krytykując ją zarówno za tworzenie w Irlandii Północnej „dwóch granic zamiast żadnej”, odejście od unii celnej i wspólnego rynku, jak i „chęć podpisania umowy z Donaldem Trumpem, kosztem praw i standardów socjalnych, pracowniczych i ochrony środowiska oraz pogorszenia kondycji gospodarki”. Jeremy Corbyn apelował: „Potrzebujemy przedłużenia [artykułu 50], żeby przeprowadzić poważne negocjacje i wypracować poważny deal z unią celną, wspólnym rynkiem i ochroną praw Brytyjczyków”.

„Nieakceptowalnymi, niefunkcjonalnymi, niemożliwymi do zrealizowania” nazwał propozycje Johnsona w Izbie Gmin lider SNP Ian Blackford. Antycypując unijna odmowę, Jo Swinson z Liberalnych Demokratów mówiła, że Johnson świadomie przedstawia propozycje nie do zaakceptowania.

W emocjonalnym wystąpieniu lady Hermon, jedyna posłanka z Irlandii Północnej spoza DUP, oskarżyła Johnsona o „brak zrozumienia Irlandii Północnej” oraz „zapominanie, że DUP nie reprezentuje większości mieszkańców tej części Zjednoczonego Królestwa, która będzie bardzo zaniepokojona propozycją wprowadzającą  dwie granicy”. Poza DUP przeciwko propozycji Johnsona wypowiedziały się wszystkie lokalne partie w Irlandii Północnej, włącznie z Ulsterskimi Unionistami. Ich lider Robin Swann stwierdził, że „proponowane ustalenia pozostawiłyby Irlandię Północną w stanie stałej niepewności i permanentnych dyskusji o brexicie”.

Johnson mógł jednak liczyć na wsparcie niemal całego środowiska konserwatywnego, rozpoczynając o DUP. W oświadczeniu liderka partii Arlene Foster napisała, że partia z zadowoleniem przyjmuje zbalansowane i racjonalne porozumienie.  Posłowie DUP nie pojawili się w Izbie Gmin na debacie w sprawie propozycji Johnsona. W emocjonalnej odpowiedzi na stanowisko Republiki Irlandii DUP zasugerowało, że rząd w Dublinie „nigdy nie zgodziłby się na wyjście z backstopu, gdyby ten wszedł w życie” i że premier Republiki, odrzucając propozycję UK „narzuci twardą granicę”.

Propozycja Johnsona uciszyła konflikt w Partii Konserwatywnej. „Patrzymy na propozycję, która da się zaakceptować” – mówił nowy/stary szef ERG Steve Baker. Zazwyczaj negatywnie nastawiony Mark Francois tym razem pomocnie sugerował, że propozycja może zyskać większość parlamentarną, ponieważ jest podobna do poprawki Brady’ego, która jest jak dotąd jedyną opcją rozwiązania impasu przyjętą przez Izbę Gmin. „Nie” dealowi nie powiedzieli także postrzegani jako najbardziej ultrabrexitowi William Cash i John Redwood.

Propozycję poparli niektórzy z posłów wyrzuconych niedawno z Partii Konserwatywnej, „z dużym zadowoleniem” przyjęli ją m. in. Stephen Hammond, Steve Brine i Greg Clark. Alistair Burt, David Gauke, a także Oliver Letwin byliby gotowi zagłosować za propozycjami Johnsona pod warunkiem zaakceptowania ich przez Unię Europejską. Dotychczasowi rebelianci tłumaczą, że ich jedynym celem było wykluczenie opcji no deal, a w rozmowie z Politico sugerowali nawet, że jeśli dojdzie do porozumienia trzeba będzie oddać im część zasług za „zmuszenie Johnsona do powrotu do stołu negocjacyjnego”. Rządowe źródła sugerowały portalowi, że lojalność wobec partii otwiera drzwi do powrotu do niej.

W tę grę z kierownictwem partii nie zagrają jednak raczej Philip Lee i Sam Gyimah, którzy przeszli do Liberalnych Demokratów, ani nadal niezależny Dominic Grieve, które swoje poparcie jakiegokolwiek porozumienia warunkuje zgodą na drugie referendum.

Otwarte pozostaje pytanie jak wielu labourzystów mogłoby zagłosować za propozycję Johnsona. Choć w Partii Pracy powstała około 20-osobowa grupa Labour for a Deal, jak tłumaczyła w Westminster Hour posłanka Gloria del Piero, jest to grupa, która gotowa byłaby poprzeć porozumienie, które zarysowało się w trakcie majowych rozmów rządu May z opozycją, a więc miękki brexit. Jednak i propozycja Johnsona ma pewne szansy w labourzystów. Jako warunek poparcia Garteh Snell, Ruth Smeeth, Stephen Kinnock i Melanie Onn postawili jednak wcześniejszą akceptację propozycji przez UE.

Minister brexitu Stephen Barclay w programie Andrew Marra nie wykluczył, że Johnson podda swoją propozcyje pod głosowanie jeszcze przed szczytem Rady Europejskiej.

Według portalu BuzzFeed do 286 głosów, które otrzymało porozumienie May w ostatnim głosowaniu dołączyłoby teraz 23 z Partii Konserwatywnej, DUP i Labour. Te 309 głosów to wciąż za mało, żeby zdobyć większość, ale sytuacja jest bardzo płynna.

„Zdrada”, „tchórzostwo”, „dyktatura” i „kapitulacja” przed wyborami

Boris Johnson potrzebuje sojuszników, ale mimo siedmiu porażek w Izbie Gmin i przegranej w sądzie sprawy o zgodność z prawem decyzji o zawieszeniu na ponad miesiąc obrad parlamentu, nie tylko nie wydaje się wyciągać ręki do przeciwników, ale świadomie zaostrza debatę.

Na początku września Johnson za zgodą Królowej zawiesił obrady parlamentu do 14 października. Jednak ponadpartyjna grupa polityków i prawników na czele z posłanką SNP Joanną Cherry i niezależnie prawniczka i aktywistka Gina Miller zaskarżyły te decyzje do sądu. Angielski High Court uznał, że decyzja o prorogacji leży poza jego kompetencjami, jednak szkocki Court of Session przyznał posłom rację. Obie sprawy z odwołania – z jednej strony Giny Miller od decyzji High Court, z drugiej rządu od decyzji Court of Session – trafiły do Supreme Court.

Najwyższa instancja odwoławcza w UK jednomyślnie orzekła 24 września, że prorogacja parlamentu była sprzeczna z prawem i jako taka zostaje uznana za niebyłą. Dzień później w przywróconej z dnia na dzień Izbie Gmin doszło do jednej z najagresywniejszych debat w historii tej instytucji. Rozpoczęła się od ostrych stwierdzeń prokuratora generalnego, który nazwał parlament „martwym”. i orzekł, że „nie ma moralnego prawa do zasiadania na tych zielonych ławach”, Philipowi Lee zaś, który przeszedł do LD kazał „na kolanach błagać wyborców o wybaczenie za zdradę” i uznał, że nikt nie pracował nad porozumieniem ciężej niż on.

Zmuszony do skrócenia o jeden dzień wizyty w Nowym Jorku Boris Johnson oświadczył posłom, że choć respektuje weredyk to uważa, że „sąd najwyższy się pomylił”. Opozycja oskarżała Johnsona o „dyktatorstwo”, „tyranię” i „próbę zamachu stanu”, a Johnson powtarzał, że ustaw Benna to ustawa „poddańcza” i „kapitulacyjna” wobec UE. Apogeum nastało, gdy premier słowem „humbug” (nonsens) zlekceważył uwagę posłanki Partii Pracy Pauli Sherrif na temat listów z groźbami śmierci cytujących słowa ultrabrexitowców, a kilka chwil potem oświadczył, że „najlepszym sposobem uhonorowania pamięci zamordowanej tuż przed referendum posłanki Partii Pracy Jo Cox [zginęła z rak prawicowego fanatyka, który oskarżał ją o zdradę, bo optowała za pozostaniem w UE] byłaby realizacja wyniku referendum”. Johnson dziesięć minut tłumaczył się z tych słów w niedzielnym talk show Andrew Marra zanim ostatecznie „przeprosił za nieporozumienie”

Opozycja uznaje, że działania rządu to zamierzona taktyka podsycania podziałów my-oni przed wyborami. Johnson i jego główny doradca Dominic Cummings uważają jednak, że za podnoszenie temperatury debaty winę ponosi „blokujący brexit” parlament. A niektórzy komentatorzy dodają, że opozycja być może celowo prowokuje Johnsona znanego z barwnego języka, nietuzinkowych metafor i brak ścisłego związku przyczynowo skutkowego między słowami i czynami.

Wybory na horyzoncie

Biorąc pod uwagę perspektywę rychłych wyborów – czy to przed, czy jednak po brexicie – działania obu stron wpisują się już w prekampanię wyborczą.

Johnson mottem swojej konwencji partyjnej uczynił slogan „get brexit done” – osiem razy użył ich też w rozmowie z Andrew Marrem. W działaniach PR-owych torysów widać dwutorowość: z jednej przygotowują się do agresywnej kampanii „my stoimy tam, gdzie społeczeństwo, parlament tam, gdzie UE”, gdyby nie udało się doprowadzić do brexitu 31 października, z drugiej wplatają łagodniejsze elementy (pierwszy spot wyborczy porównując brexit do nowych narodzin) na wypadek, gdyby do porozumienia jednak doszło. Według Timesa grupy fokusowe potwierdzają skuteczność tej strategii. Odbiorcą Johnsonowskiego PR-u jest też UE27, która może przeczytać w prorządowych mediach, że większość parlamentu popiera propozycję Johnsona, a jeśli UE ją odrzuci na razie się na oskarżenia o „szaleństwo”.

Opozycja skupia się na wykorzystywaniu słabości charakteru Johnsona. W mediach stopniowo rozwija się sprawa jego domniemanego romansu z Jennifer Arcuri, która miała dzięki wsparciu Johnsona otrzymać ponad 100 mln funtów dotacji na prowadzenie firmy, a następnie wyjechała do USA. Antyrządowe media pracują też nad odkryciem związków między Johnsonem a biznesem korzystającym na twardym lub bezumownym brexicie.

Część ultrabrexitowców uważa, że jeśli do wyborów dojdzie przed brexitem Partia Konserwatywna powinna porozumieć się z Partią Brexitu. Zdanie są jednak podzielone. W rozmowie z portalem UKpoliticsPL Ben Harris-Quinney z Bow Group potwierdził, że trwają prace nad takim sojuszem, choć nie ma on błogosławieństwa „góry”. Na łamach the Spectator Toby Young sugerował potrzebę stworzenia platformy i porozumienia na poziomie lokalnych działaczy, którzy mogliby wskazywać wyborcom Leave jak głosować taktycznie nawet, jeśli porozumienia oficjalnie nie będzie. Ale nie wszyscy działacze są z tego zadowoleni. W rozmowach z UKpoliticsPL część zasugerowała, że Farage sam powinien ustąpić w niektórych okręgach, niczego w zamian nie oczekując. Inni twierdzą wręcz, że przejęcie sterów Partii Konserwatywnej przez Johnsona powoduje, że istnienie Partii Brexitu straciło sens. Nigel Farage proponował Johnsonowi sojusz wielokrotnie, ale ataki z jego strony na ostatnie propozycje Johnsona mogą świadczyć, że rozmowy nie posunęły się do przodu. 

Przesuwanie się torysów coraz bardziej na prawo potwierdzają deklaracje byłych członków tej partii z frakcji One Nation. Były kandydat na lidera Rory Stewart ogłosił odejście z Partii Konserwatywnej i gotowość do startu w wyborach burmistrza Londynu w roku 2020. Swój plan opublikował w the Evening Standard, którego redaktorem naczelnym jest były kanclerz George Osborne. Co ciekawe ta sama gazeta kilka dni wcześniej opublikowała wywiad z inną była toryską Amber Rudd, która sugerowała, że w następnych wyborach może wystartować w Londynie jako niezależna konserwatystka. Wielu dopatruje się w tym próby budowy nowej centrowej formacji na wzór macronowskiego En Marche. Korzenie takiego posunięcia mogą sięgać pierwszych edycji Big Tent festiwal, którego organizatorów francuski prezydent bardzo chwalił. Z drugiej jednak strony pojawia się pytanie czym taka formacja będzie różnić się od liberalnych demokratów oraz, czy po zagojeniu się ran od brexitu nie wróci jednak do torysowskiej macierzy.

Po stronie opozycji wyłaniają się zarysy możliwego sojuszu. Liberalni Demokraci zgodzili się nie wystawiać kontrkandydata przeciwko Dominicowi Grieve. Inny były torys dr Philip Lee będzie się ubiegał o mandat z ramienia tej partii w Wokingham, okręgu od lat 50-tych należącym do konserwatystów, a od 1987 reprezentowanym przez ultrabrexitowca Johna Redwooda (przewaga 18798 mandatów).

Sąd Ostateczny?

Ustawa Benna wydaje się blokować rządowi drogę do brexitu bez porozumienia. Premier jednak zarzeka się, że choć będzie przestrzegał prawa, to do brexitu dojdzie w terminie. To, czy mu się uda, zależy od postawy i determinacji opozycji.

Przyjęta na początku września tzw. ustawa Benna zakłada, że jeśli do 19 października Izba Gmin nie przyjmie porozumienia oraz nie wyrazi zgody na brexit bez porozumienia, premier jest zobowiązany poprosić UE o przedłużenie artykułu 50 do 31 stycznia 2020. Antycypując, że Unia zaproponuję inną datę, ustawa wymusza na rządzie poproszenie Izby Gmin o zgodę na ewentualny inny termin.

W kontekście poszukiwania luk i możliwości obejścia ustawy Benna wymieniano między innymi archaiczne procedury parlamentarne (ostrzegał przed tym buły premier John Major). Johnson raz już powiedział, że do takich trików nie będzie się odwoływał, po czym doprowadził do prorogacji. Inną propozycją ma być ogłoszenie stanu klęski żywiołowej lub innego stanu wyższej konieczności, który koncentrowałby władze w rękach rządu. The Spectator sugerował wysłanie do UE pisma z prośbą o przedłużenie w formie tak wieloznacznej, że uniemożliwiającej UE podjęcie decyzji. Wreszcie poseł polskiego pochodzenia Daniel Kawczynski, który wcześniej w lokalnej gazecie sugerował, że rozmawiał z najwyższymi władzami Polski o wecie ewentualnej brytyjskiej propozycji, sugeruje skierowanie ustawy Benna do sądu.

Opozycja wskazywała, że jeśli Johnson podważy „szczelność” ustawy Benna sama skieruje się ponownie na drogę sądową. Dwie podobne sprawy z wyprzedzeniem toczą się już przed szkockim sądem z powództwa tej samej grupy, która kilka tygodni temu wywalczyła uznanie prorogacji parlamentu za niezgodą z prawem.

Pierwsza, to sprawa o sądowy nakaz przedłużenia artykułu 50, jeśli Johnson negowałby ustawę Benna. Media chętnie podchwyciły, że według dokumentów ujawnionych w czasie tej rozprawy przez rządowych prawników, rząd potwierdził, że prześle UE pismo z prośbą o przedłużenie artykułu 50. Jednocześnie jednak zakłada wystąpienie z UE 31 października. Prawnik reprezentujący pozywających uważa, że stwierdzenia te, a także podobne padające w Izbie Gmin m.in. z ust prokuratora generalnego Geoffrey’a Coxa („Będziemy przestrzegać prawa. Osobna kwestia to jakie to prawo dokładnie nakłada zobowiązania”), są wzajemnie sprzeczne i dlatego wnioskuje o nakaz sądowy. Rząd w ramach wyjaśnień powiedział jedynie, że „do rządu należy znalezienie sposobu pogodzenia tych celów polityki w zgodności z prawem”. Downing Street odmówiło mediom bezpośredniego komentarza.

W drugiej sprawie, nobile officium, prawnicy domagają się upoważnienia sądowego pełnomocnika do poproszenia o przedłużenie, gdyby rząd odmówił. Rząd bezskutecznie próbował doprowadzić do opóźnienia tej rozprawy, ale odbędzie się ona w najbliższy wtorek.

Źródła Channel 4 podają, że Downing Street spodziewa się, że ostatecznie sprawa przedłużenia trafi ok. 21 października powinna trafić do High Court i kilka dni później do Supreme Court.

Corbyn na drodze do wotum nieufności

Jeśli Johnson rzeczywiście chciałby ominąć ustawę Benna, najszybsza drogą do uniemożliwienia mu tego byłoby przyjęcie wotum nieufności. To jednak wymaga od opozycji decyzji kto miałby zostać tymczasowym premierem.

Zgodnie z ustawą o kadencyjności parlamentu w razie przegłosowania wotum nieufności wobec rządu, parlament ma 14 dni na wyłonienie następcy, zanim zostaną rozpisane nowe wybory (SZCZEGÓŁY). Szanse na ponowny wybór ma także urzędujący premier, który może w tym czasie pozostać na stanowisku. Z konstytucjonalnego punktu widzenia Ustawa o kadencyjności parlamentu jest relatywnym novum dla brytyjskiej parlamentaryzmu (obowiązuje od 2010r) i jako taka uważana jest za nieprzetestowaną, a więc mogącą doprowadzić do pogłębionego chaosu politycznego. 

Z politycznego punktu widzenia jednak największą przeszkodą do zgodnej współpracy partii opozycyjnych jest postać Jeremiego Corbyna.

Wzywając Johnsona do dymisji lider SNP zapewnił, że „zrobi wszystko, co możliwe, żeby doszło do opóźnienia brexitu, włącznie z opcją obalenia rządu”. Szkoccy narodowcy zadeklarowali po publikacji propozycji Johnsona gotowość do zgłoszenia i zagłosowania za wotum nieufności praktycznie w każdej chwili. Liderka tej partii w Szkocji Nicola Sturgeon oświadczyła, że choć mianowanie w takiej sytuacji Jeremiego Corbyna tymczasowym premierem „niesie ze sobą pewne ryzyko”, to SNP jest na to gotowe.

innych chętnych na oddanie władzy Corbynowi jednak dotąd nie ma. Rozmowy partii opozycyjnych trwają, ale nie przyniosły jeszcze efektów. Ian Blackford miał prywatnie wyrazić złość, że spotkanie do niczego konkretnego nie prowadzą, nie przybliżają do rzeczywistych działań. Lider SNP w Westminsterze podsumował: „mamy obawy, że do brexitu może dojść z powodu braku przywództwa.”

Odnosząc się do tych słów sojusznika Corbyna Diane Abbot obwiniła o sabotaż partię Liberalnych Demokratów: „To przez Jo Swinson i LD narażamy się na ryzyko no deal, ponieważ ich priorytetem jest zablokowanie dojścia do władzy Jeremiego Corbyna”.

Pojawiały się głosy, że także w samej Partii Pracy perspektywa Jeremiego Corbyna na stanowisku premiera nie przez wszystkich zostałaby powitana z zadowoleniem. Oliwy do ognia dodała nieudana próba przegłosowania na partyjnej konwencji uznania pozostania w Unii Europejskiej za główny postulat partii w kolejnych wyborach. Lider Labour znany jest z tego, że nie chce się opowiedzieć po żadnej ze stron. W kuriozalnym głosowaniu głosów nie liczono, a jedynie szacowano na podstawie podniesionych rak. Przewodnicząca komisji w pierwszej chwili ogłosiła przyjęcie wniosku, po sugestii procorbynowskiej aktywistki Jennie Formby podała, że wniosek został odrzucony. Jednocześnie część procorbynowskich środowisk próbowała w czasie konwencji przegłosować zniesienie urzędu wiceprzewodniczącego partii zajmowanego przez popierającego Remain Toma Watsona.

Jak tłumaczył portalowi UKpoliticsPL Kuba Stawiski z Partii Pracy, brytyjski system jest tak skonstruowany, że to lider opozycji powinien mieć pierwszeństwo i mimo niechęci do Corbyna także w niektórych kręgach Labour, Partia Pracy uważa, że należy jej się pierwszeństwo w sformułowaniu tymczasowego rządu.

Jednak ze słów torysowskich rebeliantów, nawet Dominica Grieve’a wynika, że nie poprą działań zmierzających do oddania władzy w ręce Corbyna. To wraz ze sprzeciwem LibDems nie daje pozostałym partiom opozycyjnym większości. Kuba Stawiski powiedział nam jednak, że sytuacja mogłaby się zmienić, gdyby posłom naprawdę zajrzała w oczy perspektywa brexitu bez porozumienia.

Alternatywą dla premiera Corbyna jest w razie wotum nieufności „rząd jedności narodowej”. Lista kandydatów mogących stanąć na jego czele obejmuje m.in. Kena Clarke’a, Dominica Grieve’a, Johna Bercow, Hariet Harman, a ostatnio także byłego lidera Labour Eda Milibanda.

Kanclerz John McDonnell sugerował jednak, że opozycja zaczeka do szczytu Rady Europejskiej z głosowaniem wotum nieufności, licząc na przekonanie wyborców, że Johnson jednak do dealu nie potrafił doprowadzić, oraz postawienie posłów opozycji, w tym LibDems w bardziej czarno-białej sytuacji.

SCENARIUSZE 

WARIANT I JOHNSON PRZYWOZI NOWĄ UMOWĘ Z UE

SCENARIUSZ I: Deal Johnsona w obecnej formie lub z drobnymi zmianami nienaruszającymi jego podstaw (zasada zgody NI, wyjście NI z unii celnej UE)

UE: Odmawiając rozpoczęcia rozmów na podstawie obecnych propozycji, UE praktycznie wykluczyła ten scenariusz. Bardzo mało prawdopodobne/niemożliwe ze względu na sytuację Republiki Irlandii i brak czasu na uzgodnienie szczegółów. Charles Grant z Centre for European Reform przypominał, że nie tylko Wielka Brytania ma politykę wewnętrzną. W Irlandii panuje ponadpartyjny konsensu, że umowę bez backstopu należy odrzucić. Gdyby Varadkar tego nie zrobił przegrałby następne wybory.

SCENARIUSZ II: Deal Johnsona zmieniony na backstop z limitem czasowym

UK: To według Bloomberga i the Sun plan B Borisa Johnsona. Interesująco brzmiały sugestie Johnsona o skłonności do dalszych kompromisów w odpowiedzi na pytania Alistaira Burta, byłego torysa i współautora ustawy Benna. Gdy Burt powiedział „nie wszystkie części propozycji będą akceptowalne dla UE”, Johnson potwierdził. Eksperci mówią, że najtrudniej będzie o ustępstwa w obszarze unii celnej dla Irlandii Północnej. Johnson deklarował, że „suwerenne państwo musi być jedną strefą celną”.

UE: państw UE, w tym Polska postulowało takie rozwiązanie. Z kręgów doradczych portal UKpoliticsPL słyszał, że niepójście w tej sprawie na kompromis z May było „błędem”. Jednak jądro UE (Francja, Niemcy) i Komisja Europejska do tej pory tę opcję odrzucały jako niedającą stałych gwarancji, że twarda granica nigdy nie powstanie. Rzecznik KE zaprzeczył, że dyskusje na ten temat w ogóle się toczą. Irlandia także backstopu z limitem czasowym raczej nie poprze. Przyjęcie takiego wariantu wydaje się mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe. 

Scenariusz III: Deal Johnsona z backstopem ograniczonym do Irlandii Północnej

UK: Taki pogłoski krążyły w sierpniu. Teraz w Izbie Gmin Johnson wydawał się też absolutnie pewny, że zasada zgody władz jest kluczową częścią propozycji, z drugiej mówił „jesteśmy w trakcie dyskusji jak ten mechanizm powinien dokładnie działać”. Według Mujtaby Rahmana Johnson jest gotowy na kompromis w tym obszarze.

UE: Oryginalny pomysł wypracowany wspólnie przez Irlandię i Komisję Europejską. Jako akceptowalny dla Irlandii, powinien być akceptowalny dla całej UE. Mało prawdopodobne jednak, żeby zaakceptował go Johnson, który nadal potrzebuje na pokładzie DUP i nie może wykluczyć, że będzie ich potrzebował do koalicji w kolejnych wyborach.

Parlament brytyjski w scenariuszach I, II i III: Johnson ma poparcie European Research Group, nawet tzw. spartan, którzy nigdy nie zagłosowali za dealem May. Komentatorzy zwracają uwagę, że backstop nigdy nie był dla nich najważniejszy, dużo bardziej liczy się odejście od dopasowania regulacyjnego i możliwość stawiania własnych standardów. Poparcie dla jakiegokolwiek dealu deklaruje większość posłów wyrzuconych z Partii Konserwatywnej. Na poparcie gotowych wydaje się też kilku do kilkunastu posłów Labour. Różnie zachowa się jedynie DUP, które poparło I scenariusz, wspominało o możliwości poparcia II, ale zdecydowanie odrzuca III. Brytyjski rząd i przychylni mu dziennikarze starają się wypromować wizję, że deal Johnsona w wariancie I i być może II „na pewno” uzyska poparcie Izby Gmin. Rzeczywistość może być inna, gdy światło dzienne ujrzy ostateczny tekst i posłowie wspierający brexit, ale obawiający się libertariańskiego podejścia do regulacji, pochylą się na przykład nad deklaracją polityczną o przyszłych relacjach. O tym, że przyjęcie dealu nawet w obecnym kształcie nie będzie „bułką z masłem” wie nawet Johnson.

Scenariusz IV: Deal uwarunkowany referendum

Na marginesach debaty politycznej mówi się, że Johnson mógłby wrócić z Brukseli z umową i zaoferować parlamentowi jego ratyfikację pod warunkiem przeprowadzenia referendum. Na ten moment wydaje się to mało prawdopodobne. Torysi przygotowują się ewidentnie do kampanii wyborczej, nie referendalnej. Johnson mówił o referendum w Izbie Gmin: „Nie wyobrażam sobie niczego co powodowałoby większe podziały i bardziej marnowałaby czas” i „[nowe referendum] to są fantazje”. Taka opcja mogłaby jednak paradoksalnie liczyć na większe poparcie w Izbie Gmin. Swoje głosy za w tej sytuacji zadeklarowali m.in. Jess Philips z Partii Pracy i niezależny progresywny konserwatysta Nick Boles. Jednak na ten moment wszyscy wydają się preferować wybory.

WARIANT II UK i UE nie dochodzą do porozumienia

SCENARIUSZ V: Johnson zgadza się wypełnić ustawę Benna – przedłużenie art 50

Parlament brytyjski: Sojusz partii opozycyjnych zakładał przeciwstawienie się wyborom dopóki Johnson nie poprosi o przedłużenie artykułu 50. Trzeba zakładać, że w najprostszym wariancie opozycja zagłosuje przeciwko Mowie Tronowej około 21 października, potem Johnson, wypełniając ustawę Benna prosi o przedłużenie i otrzymawszy zgodę UE na przedłużenie Izba Gmin głosuje za wotum nieufności lub rządowym wnioskiem o rozwiązanie parlamentu.

UE: UK przedłużenie niemal na pewno otrzyma, choć w brytyjskiej prasie spekuluje się, że państwa zaprzyjaźnione mogłyby zawetować opóźnienie brexitu na prośbę brytyjskiego premiera. Według Guardiana po wizycie w UK minister spraw zagranicznych Węgier – najczęściej wymienianych w tym kontekście – miał powiedzieć, że o nic takiego go nie proszono. O weto Polskę prosił już kilka razy na  Twitterze, i podobno w rozmowach na wysokim szczeblu, poseł Daniel Kawczynski. Taka opcja jednak nie wydaje się być zgodna z polskim interesem. Unia jednak najpewniej poprosi o uzasadnienie. Wybory powinni wystarczyć.

Powyższy scenariusz jest najprostszy, ale praktyka pokazuje, że sprawy mogę się skomplikować. Przede wszystkim trzeba założyć, że Johnson tak po prostu nie odpuści.

SCENARIUSZ VI: Johnson nieskutecznie ignoruje lub próbuje obejść ustawę Benna – przedłużenie art 50

Istnieje przynajmniej kilka opcji podjęcia próby obejścia ustawy Benna. Bez względu na to, którą wybierze rząd, najprawdopodobniejsze wydaje się ostateczne rozstrzygnięcie w sądzie. Sąd może na jakimś etapie zdecydować, że nie ma jurysdykcji nad sprawami politycznymi. Jednak ostatnia decyzja Supreme Court sugeruje raczej większą niż mniejszą chęć sędziów do wydawania werdyktów w sprawach konstytucyjnych. Ustawa Benna wydaje się przy tym bardzo precyzyjna, więc niewykluczone, że do sądu rząd zaprowadzi inna ścieżka (kolejna próba prorogacji lub użycia awaryjnych procedur?). Tutaj znów pierwszy werdykt Supreme Court pozwala sugerować – choć jest to bardzo luźna sugestia – że sąd opowie się po stronie parlamentu, uznając, że brak większości parlamentarnej odbiera rządowi prawo do podejmowania decyzji wbrew większości. W takiej sytuacji mogłoby teoretycznie dojść do nakazania Johnsonowi rezygnacji przez sąd. Zależnie od wyniku toczących się spraw sąd mógłby także wskazać pełnomocnika, który wysłałby pismo z prośbą o przedłużenie artykułu 50. W sytuacji podbramkowej zaś, trzeba uznać, że opozycja powinna się zjednoczyć na tyle, żeby przegłosować wotum nieufności i ustalić tymczasowego premiera, którego być może jedynym zadaniem byłoby poproszenie o przedłużenie artykułu 50. Scenariusz prawdopodobny.

UE: UE z niepokojem rozważa jak zachować się w razie kryzysu konstytucyjnego w UK. Podobno sprawdzane są opcje przyjęcia pisma z prośbą o przyjęcie artykułu 50 z innego adresu niż No 10 Downing Street. Niewykluczone jest w takiej sytuacji nadzwyczajny szczyt UE i czekanie do ostatniej chwili, żeby Brytyjczycy sami poukładali swoje sprawy. Trzeba zakładać, że będzie chciała w tej sytuacji przedłużyć artykuł 50, choć zapewne nie za wszelką cenę.

SCENARIUSZ VII: Johnson skutecznie ignoruje lub próbuje obejść ustawę Benna – no deal 31 października

No deal jest nadal domyślnym efektem uruchomienia artykułu 50 według prawa UE, jeśli UK nie poprosi UE o przedłużenie, ani nie ratyfikuje dealu. Ustawa Benna, i co ważniejsze determinacja partii opozycyjnych, żeby jej bronić, wydaje się znacząco redukować możliwość wystąpienia UK z UE bez dealu. Opozycja wydaje się wystarczająco silna, żeby sobie poradzić, ale po drugiej stronie ma zdeterminowanego i nie do końca obliczalnego przeciwnika, więc opcji no deal w 100% wykluczyć nie można.

Co ciekawe kilka dni przed publikacją brytyjskiej propozycji Barclay poprosił Barniera o wymianę dokumentów dot. przygotowań do no deal, żeby poprawić gotowość po obu stronach w takich obszarach jak utrzymanie przepływu towarów i pasażerów, danych, bo „w ostatnich dniach października będzie za późno”. Poprosił też, żeby Komisja zasygnalizowała państwom członkowskim, że mogą bilateralnie rozmawiać z UK o przygotowaniach do no deal w obszarach, którymi „komisja nie jest zainteresowana”. Barnier odmówił.

Co dalej?

7 X – sherpa Johnsona David Frost wraca na rozmowy do Brukseli

8 X – spodziewana wizyta w Londynie przewodniczącego PE David Sassoli

8 X – sprawa w sądzie ws nobile officium

8/14 X – prorogacja parlamentu

11 X – spodziewana ostateczna data zamknięcia negocjacji z UK nad nową treścią umowy

14 X – początek nowej sesji brytyjskiego parlamentu, planowane ogłoszenie programu rządu na nową sesję parlamentu (Mowa Tronowa)

17/18 X – szczyt Rady Europejskiej

19 X – jeśli parlament nie przyjemnie umowy, wchodzi w życie ustawa Benna zobowiązująca premiera do poproszenia UE o przedłużenie art 50

21 X – prawdopodobna data głosowania nad przyjęciem programu rządu na nową sesję (Mowy Tronowej)

31 X – domyślna data brexitu, jeśli rząd brytyjski nie poprosi o przedłużenie artykułu 50 lub UE tę prośbę odrzuci

Za współpracę przy przygotowaniu tego wydania BrexitBriefu dziękujemy prof. Paulowi Carmichaelowi z Ulster University, Kubie Stawiskiemu z Labour Party, Sławkowi Fejferowi z Liberalnych Demokratów, Benowi Harris-Quinney z Partii Konserwatywnej oraz innym osobom, które przekazały nam informacje i opinie anonimowo. Jeśli znacie jakieś interesujące fakty, ciekawostki lub wskazówki dotyczące brexitu albo chcielibyście się włączyć w redagowanie BrexitBreifu, piszcie na adres: brexitbrief@ukpolitics.pl.

Kolejny BrexitBrief ukaże się 25 października

.

77 More posts in Brexit_opinie category
Recommended for you
SuperSobota 19 października w brytyjskiej Izbie Gmin

Przewodnik po porządku obrad, wnioskach, poprawkach i możliwych scenariuszach Nad czym będzie głosować w sobotę...